Polak w roli głównej na Anfield, było gorąco. Zaważyły dwie minuty. Nokaut
W środę wieczorem na Anfield Liverpool zmierzył się z tureckim Galatasaray w ramach spotkania rewanżowego 1/8 finału Ligi Mistrzów. Spotkanie poprowadził Paweł Raczkowski, który w ostatniej chwili zastąpił Szymona Marciniaka. Jego decyzje czasem spotykały się z niezadowoleniem piłkarzy obydwu drużyn. Angielski klub kwestię awansu rozstrzygnął właściwie w dwie minuty. Wówczas przewaga ekipy Arne Slota wzrosła o dwa trafienia. Finalnie spotkanie zakończyło się prawdziwym nokautem, bowiem aż 4:0. W ten sposób to właśnie gospodarze awansowali do ćwierćfinału Ligi Mistrzów.

Po dość niespodziewanej wygranej 1:0 na własnym stadionie Galatasaray w bojowym nastroju przystąpiło do rewanżu z Liverpoolem w ramach 1/8 finału Ligi Mistrzów. Na Anfield przedstawiciele Premier League mieli jasne zadanie - odrobić straty z Turcji. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem o spotkaniu już było bardzo głośno. I to nie ze względu na emocje sportowe. W ostatniej chwili doszło do zmiany sędziego głównego, a wyznaczonego początkowo Szymona Marciniaka zastąpił Paweł Raczkowski.
Mecz od samego początku stał na bardzo wysokim poziomie. Ekipa Arne Slota chciała jak najszybciej doprowadzić do wyrównania wyniku w dwumeczu i od pierwszej minuty grała bardzo odważnie. Swoich sił próbował m.in. Hugo Ekitike, Mohamed Salah czy Florian Wirtz. W doskonałej formie był golkiper zespołu z Turcji, Ugurcan Cakir.
Strzelanie rozpoczęło się w 25. minucie. Sprytnie rzut rożny rozegrał Alexis Mac Allister, który podaniem po ziemi wyłożył futbolówkę do Dominika Szoboszlaia. Węgier jedynie dołożył nogę i z okolic jedenastego metra zapisał się na liście strzelców. W pierwszej połowie prowadzenie Liverpoolu mógł zwiększyć Mohamed Salah, bowiem Raczkowski podyktował rzut karny.
Egipcjanin podszedł do piłki i zrobił możliwie najgorszą rzecz. Uderzył leciutko w sam środek, co znacznie ułatwiło interwencję wspomnianemu Cakirowi. Po pierwszej części meczu było 1:0.
Show Liverpoolu na Anfield. Koncert w drugiej połowie
Druga połowa to już zupełnie inny Liverpool. Aktualnie 5. zespół tabeli Premier League wrzucił drugi bieg i rozpoczął prawdziwe show. W 52. minucie doskonale na prawym skrzydle znalazł się właśnie Salah. Ten doskonale wyłożył piłkę do Ekitike, Francuz dopełnił dzieła i sprawił, że to właśnie angielski klub był bliżej ćwierćfinału.
Zaledwie minutę później znów okazję miał 33-latek. Jego strzał z lewej nogi ponownie zatrzymał Cakir, lecz nie dał rady z dobitką Ryana Gravenbercha. Tablica wyników wskazywała już 3:0. Po kilku chwilach było już 4:0. Napędził się Frimpong, który po ziemi próbował znaleźć swoim kolegów. Niefortunnie piłkę do własnej bramki skierował Wilfried Singo. Trafienie nie zostało jednak uznane. Holenderski wahadłowy był na spalonym.
Zespół na czele szczególnie z wielokrotnie wspominanym Salahem nie przestawał atakować. Akcję w środku pola przyśpieszył Wirtz. Tuż przed polem karnym wymienił się podaniami z egipskim skrzydłowym, a ten w 62. minucie w swoim stylu strzałem z dystansu na dalszy słupek rozstrzygnął losy tego dwumeczu.
Gdy kwestia awansu i gry w ćwierćfinale była już rozstrzygnięta, tempo gry nieco zwolniło. Liverpool dalej utrzymywał się przy piłce i budował ataki pozycyjne. Turecka ekipa natomiast sprawiała wrażenie pogodzonej z wynikiem.
W samej końcówce do siatki trafił również Alexis Mac Allister. Trafienie to jednakże podobnie, jak kilka minut wcześniej nie zostało uznane. Polski arbiter dopatrzył się przewinienia na Ugurcanie Cakirze. Tablica wyników dalej wskazywała czterobramkową przewagę.
Ostatecznie rywalizacja zakończyła się rezultatem 4:0 (4:1 w dwumeczu). Dzięki temu Liverpool zameldował się w najlepszej ósemce Ligi Mistrzów. W 1/4 finału zmierzy się z Paris Saint-Germain.















