Reklama

Reklama

Pokuta Realu, pokuta Manchesteru

Manchester United, czy Real Madryt? Dziś jeden z kolosów europejskiej piłki znajdzie się za burtą Ligi Mistrzów już w 1/8 finału. Nadszedł czas bitwy na Old Trafford, po której jedna ze stron długo będzie lizała rany.

Liga Mistrzów na żywo w INTERIA.PL! Zapraszamy!

Jeśli po 27 latach na ławce United Aleks Ferguson wciąż czuje silny przypływ emocji, jeśli trening drużyny odwiedza Bobby Charlton, to najlepszy dowód, że na Old Trafford ma się wydarzyć coś nadzwyczajnego. Sędziwy trener Manchesteru, największa legenda w swoim fachu obiecuje kibicom na całym świecie, że przeżyją dziś w Champions League jeden z najbardziej magicznych wieczorów w jej historii. Starcie United z Realem jest frapujące nie tylko ze względu na wielką przeszłość, ale przede wszystkim obecną formę obu drużyn. Poza Bayernem Monachium nie ma teraz w Europie zespołu, mogącego się z nimi równać.

Ferguson nie wspomina już o urazach wobec Realu, kiedy nazywał go "mafią, której nie sprzedałby nawet wirusa". Władze "Królewskich" doprowadzały go do furii zabiegami o transfer Cristiano Ronaldo. Kwota bliska 100 mln euro, zaspokoiła Szkota. Dziś przyjmuje rywala z szacunkiem ze względu na swojego byłego gwiazdora, i sympatią dla Jose Mourinho. Uważa Cristiano nawet za lepszego gracza niż Brazylijczyka Ronaldo, który dziesięć lat temu ustrzelił na Old Trafford hat tricka.

Ferguson dwa razy mierzył się z Realem w Champions League i dwa razy przegrał (2000, 2003). W starciach z Mourinho jego bilans także jest negatywny. Być może dlatego bukmacherzy uważają "Królewskich" za faworyta, mimo wyniku 1-1 w pierwszym starciu na Santiago Bernabeu. Szkot był przed tygodniem na Camp Nou, gdzie "Królewscy" rozbili Barcelonę 3-1 w półfinale Pucharu Króla. Twierdzi, że dowiedział się, jak trzeba grać, by wytrącić rywalowi atuty z rąk. Oczywiście chodzi o zneutralizowanie kontrataków, najsilniejszego oręża "Królewskich".

Mourinho śmieszą stwierdzenia, że United zagra na Old Trafford defensywnie. "Oczywiście będzie się zaciekle bronił, kiedy my będziemy mieli piłkę. Ale kiedy ją odzyska, Real zostanie zepchnięty pod bramkę. Robota defensywna zdecyduje o powodzeniu jednej ze stron" - przewiduje. Pytany o zachwyty nad Ronaldo w obozie przeciwników, mówi, że wolałby słyszeć rzeczy niepochlebne, wywołujące sportową złość zawodnika.

Motywów do walki po obu stronach jednak nie zabraknie. Manchester, który w latach 2008-2011 trzy razy grał w finale Champions League przed rokiem przeżył traumatyczne fiasko już w fazie grupowej. Transfery Robina van Persiego, a także Shingiego Kagawy przywróciły go do równowagi. Mimo iż Premier League tonie w pieniądzach szejków, Manchester pewnie kroczy po kolejny tytuł mistrza Anglii.

Real od dekady próbujący nawiązać do swojej wielkiej historii, czuje, że przyszedł ostateczny moment. Choć Mourinho ogłasza, iż nie będzie płakał nawet po porażce na Old Trafford, prawdę mówiąc niewiele by mu jednak po niej pozostało. Rywalizacja o Puchar Króla to zdecydowanie za mało. Ambicje w klubie są ogromne, euforia też. Prasa hiszpańska donosi, że po dwóch zwycięskich Gran Derbi posępny zwykle Florentino Perez kroczy z uśmiechem od ucha do ucha.

Prezes jest dumny z Ronaldo, Mourinho, a przede wszystkim z siebie. Nie posłuchał podszeptów złych doradców, którzy radzili mu zwolnić trenera, gdy jesienią w szatni madryckiego klubu, co chwilę wybuchał pożar. Drużyna dotarła do meczu roku w szczycie formy. Przyznaje to nawet Ferguson. Pytanie: "czy Manchester nie jest jeszcze mocniejszy", znajdzie już dziś odpowiedź. Zwycięzca stanie się obok Bayernu głównym faworytem do zdobycia trofeum.

Ryan Giggs ma szansę zagrać mecz numer 1000 w karierze. Objawienie ostatnich tygodni Raphael Varane z Realu mógłby być jego synem. W drużynie gospodarzy nie wystąpi tylko Phil Jones, poza tym wszyscy są do dyspozycji Fergusona. Kontuzji nie ma w kadrze Realu (poza Ikerem Casillasem), co ociera się o cud na tym etapie sezonu. Patrząc na inne pary 1/8 finału Ligi Mistrzów można żałować, że los skrzyżował drogi obu kolosów tak wcześnie. Winę ponosi Real (przegrał walkę w grupie z Borussią Dortmund), dziś jedni i drudzy muszą za to pokutować.

Reklama

Autor: Dariusz Wołowski

Porozmawiaj o artykule na blogu Darka Wołowskiego

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL