"Podarował" rywalom dwie bramki. Koszmar w 17. minut, "Koguty" upokorzone w Madrycie
10 marca mogliśmy obserwować kilka naprawdę interesujących stać w ramach fazy pucharowej tegorocznej edycji LM. Jednym z nich było spotkanie Atletico Madryt z Tottenhamem. Zapewne nikt nie przewidział jednak, co wydarzy się we wtorek na Estadio Metropolitano. Wyjściowy bramkarz Anglików "podarował" bowiem rywalom aż 2 gole, aby w 17. minucie opuścić plac gry. To nie zatrzymało jednak kanonady gospodarzy. Ostatecznie starcie to zakończyło się wynikiem 5:2.

Zazwyczaj w fazie pucharowej Ligi Mistrzów ciężko jest dopatrzeć się przypadkowych ekip. Każda z drużyn, która przebrnęła przez fazę zasadniczą, musiała bowiem odznaczyć się solidnymi występami na tle 35 innych europejskich potęg.
10 września kibice piłki nożnej mogli być świadkami kilku naprawdę ciekawych starć. Jedno z nich rozegrane zostało w stolicy Hiszpanii. Miejscowe Atletico Madryt podejmowało bowiem Tottenham. To, co stało się w tym meczu, z pewnością zapadnie w pamięć wszystkich kibiców na bardzo długo.
Koszmarne błędy bramkarza. "Podarował" dwie bramki rywalom i opuścił boisko
Strzelanie w tym meczu rozpoczęło się już w 6. minucie. Fatalny błąd popełnił bowiem podstawowy golkiper "Kogutów" Antonin Kinsky. Przy próbie podania do defensora poślizgnął się, w efekcie czego futbolówka trafiła pod nogi rywali. Ostatecznie strzałem nie do obrony popisał się Marcos Llorente.
Na kolejne tego dnia trafienie przyszło poczekać raptem 8 minut. Tym razem koszmarna pomyłka przydarzyła się Micky'emu van de Venowi. On również poślizgnął się przy próbie zneutralizowania zagrożenia. Antoine Griezmann nie mógł w tej sytuacji przepuścić okazji do podwyższenia wyniku.
Zapewne wielu sądziło, że limit pecha zawodników Tottenhamu został już wyczerpany. To twierdzenie zostało zweryfikowane... minutę później. Trzecie trafienie dla Atletico, zdobyte przez Juliana Alvareza, padło po kolejnym fatalnym błędzie czeskiego golkipera.
W tym momencie szkoleniowiec angielskiej ekipy zdecydował się przeprowadzić zmianę. Kinsky opuścił boisko w 17. minucie, a na murawie zameldował się Guglielmo Vicario. Włoski bramkarz utrzymał czyste konto przez... 5 minut. Po rzucie wolnym piłkę w siatce zmieścił bowiemRobin Le Normand. Pierwotnie sędzia anulował gola, jednak po chwili okazało się, że bramka została zdobyta w pełni prawidłowo. Tym sposobem, w 22. minucie hitu LM Tottenham przegrywał już 0:4.
Delikatne otarcie łez nadeszło w 26. minucie, kiedy to do bramki gospodarzy trafił Pedro Porro. Po tym golu kanonada ustała. Do zakończenia pierwszej połowy wynik nie uległ już zmianie.
Igor Tudor zareagował na boiskowe wydarzenia już na początku drugiej odsłony. Na murawie zameldowali się: Dominic Solanke oraz Conor Gallagher. Gra Tottenhamu nieco się poprawiła, jednak zawodnicy Atletico byli zbyt uskrzydleni wydarzeniami z pierwszej połowy.
W jednej z dobrych akcji ofensywnych "Kogutów" świetną interwencją popisał się Jan Oblak. Chwilę później piłka trafiła pod nogi Alvareza. Ten odbył samotny rajd, zakończony golem na 5:1. Kiedy wydawało się, że już niewiele może się zmienić w tym meczu, nadeszła 76. minuta. Wówczas wspomniany wcześniej Oblak popełnił błąd przy podaniu do kolegi z drużyny. Piłka została przechwycona, a chwilę później Dominic Solanke zapakował ją wprost do siatki.
Ostatecznie spotkanie to zakończyło się wynikiem 5:2. "Koguty" znalazły się na krawędzi. Co prawda, Anglicy wciąż mają szansę na awans, lecz będą musieli nadrobić aż trzybramkową stratę w meczu, który zostanie rozegrany 18 marca.











