Reklama

Reklama

Piotr Rzepka, były piłkarz Bastii: Francuzi to naród piłkarskich wynalazców

Na tegorocznej futbolowej liście przebojów roi się od akcentów francuskich. Piotr Rzepka, który zna tamtejszy futbol jak mało kto, zdradza Interii futbolowe sekrety znad Sekwany i Loary. Na Korsyce był świadkiem tragedii na stadionie.

Maciej Słomiński, Interia: Zawodnik Paris Saint-Germain, Kylian Mbappe po ćwierćfinale Ligi Mistrzów napisał na Twitterze z nieukrywaną satysfakcją: "Liga farmerów". Tak złośliwi kiedyś mówili o lidze francuskiej. Dziś po 16 latach przerwy francuska drużyna zagra w finale Ligi Mistrzów. Podziela pan satysfakcję Mbappe?

Reklama

Piotr Rzepka, w latach 1989-96 zawodnik francuskich klubów ligowych: - Mbappe to bardzo kulturalny młody człowiek, coś pewnie podsłuchał i teraz powtarza. Podzielam jednak jego entuzjazm. Siedem lat grałem we Francji, kontakt z ludźmi mam cały czas, dzięki mediom społecznościowym bardziej nawet intensywny niż kiedyś. Jestem na bieżąco z tamtejszymi sprawami.

Francja dawno nie miała klubu w finale, a wcześniej nigdy dwóch drużyn na półfinałowym szczeblu Ligi Mistrzów. Teraz przyjdzie czas Ligue 1?

- Nie rozpędzałbym się z takimi wnioskami, na razie to wyjątek potwierdzający regułę. Przecież to nad Sekwaną wymyślili rozgrywki europejskie w latach 50. XX wieku, a czekali na triumf w nich do 1993 roku, gdy Marsylia okazała się najlepsza na kontynencie. Zaraz potem Paryż triumfował w Pucharze Zdobywców Pucharów. Można postawić tezę, że Francuzi są narodem sportowych wynalazców. Nie tylko wpadli na pomysł rozgrywek o prymat w Europie, ale również wymyślili nowożytne olimpiady i mistrzostwa świata w futbolu.

Jaka jest tajemnica obecnej fali wznoszącej francuskich klubów?

- Obecna sytuacja jest unikalna - we Francji zawsze był tylko jeden silny zespół. Poczynając od Saint-Etienne w latach 70. ubiegłego stulecia, potem Marsylia, PSG, następnie Lyon, który osiem kolejnych razy triumfował w lidze. Kilka miesięcy temu Jean-Michel Aulas, prezes Lyonu grzmiał jak można przerwać ligę, w momencie gdy on był na siódmym miejscu, poza Ligą Mistrzów. Dziś Aulas triumfuje. Pamięć ludzka płata figle, pamiętamy tylko rzeczy przyjemne. Słyszałem teorie, że francuska dobra passa jest zasługą przedwczesnego zakończenia ligi, że można było w spokoju popracować.

Francuzi słyną też z systemu szkolenia.

- Słynne Centres de Formation de Football. System tych centrów powstał w latach 60. XX wieku. Długo nie przynosił efektów. Oni spoglądali na nas, na wschodnią Europę, by się uczyć i podglądać. Wtedy nie dojeżdżali mentalnie, spoglądali bardziej w stronę mody, perfum, wypoczynku wakacyjnego. A piłka wymaga potu i krwi. Patrzyli na nas, jakie my mamy charaktery, że u nas im gorzej tym lepiej. Jednak Francuzi byli cierpliwi i zostali za to wynagrodzeni. Tam jest zupełnie inne spojrzenie niż u nas. W Polsce, gdy pojawi się sześciocyfrowa oferta, działacze i agenci sami pakują młodego piłkarza, żeby wyjechał. Podczas, gdy w krajach byłej Jugosławii czy Ameryce Południowej na takie propozycje nawet nie patrzą. Koronny przykład Bartosza Kapustki, który wraca i będzie miał bardzo ciężkie zadanie, by się odbudować. Kluczowa będzie sfera mentalna.

Czy Lyon ma szanse z Bayernem? Albo inaczej - czy ktokolwiek ma szanse z Bayernem?

- To musiałby być zbieg nieprawdopodobnych okoliczności, kontuzje, kartki, nie wiem co jeszcze? W mojej ocenie niespodzianki w tej edycji Ligi Mistrzów się skończyły.

Czyli finał PSG z Bayernem.

- Z tego co widzę, w decydującej fazie, gwiazdy Paryża są w stanie odłożyć na bok ambicje indywidualne. Już nie było pajacowania, przewrotek, w ćwierćfinale Neymar jak był kopany, od razu wstawał, nie było turlania się po murawie. Do tej pory Paryż przegrywał sam ze sobą, za dużo w szatni było zazdrości, grania pod siebie.

Będzie pan kibicował PSG w finale?

- Trzymam kciuki za wyśmienity mecz. Wie pan co myślę oglądając ostatnie spotkania Champions League? Boję się, że sufit jest już blisko, nie wiem jak można grę jeszcze poprawić? Chciałbym, żeby w decydującym starciu zagrał Bayern, ze względu na naszego Roberta Lewandowskiego. Byłem świadkiem początków jego kariery, gdy trenowałem GKS Jastrzębie, do krycia Roberta oddelegowałem Artura Jędrzejczyka. "Lewy" jest w stanie strzelić bramkę, gdy kryje go pięciu rywali.

Dowiedz się więcej na temat: Piotr Rzepka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama