Ochłapy dla Polski. Miliony euro na cyrk, którego nikt nie chce oglądać
TVP Sport chce zrezygnować z sublicencji na pokazywanie Ligi Mistrzów. Dyrektor Jakub Kwiatkowski powiedział o tym wprost, tłumacząc, że 3-4 lata temu hitowe mecze potrafiło obejrzeć 2 miliony widzów, a teraz co najwyżej 750 tysięcy. Roman Kosecki wylicza największe grzechy i apeluje do europejskich władz o jedną zmianę.

- Ligi Mistrzów nikt nie chce oglądać, bo tam chodzi tylko o pieniądze. Kasa przesłoniła jednak wszystko i projekt dochodzi do ściany. Szanujmy się, bo jaki jest koń, to każdy widzi. Kibice mają już dość mielenia tych samych drużyn w jednym kotle - Roman Kosecki nie gryzie się w język.
Kosecki z apelem do UEFA. Kładzie konkretny pomysł na stół
Były reprezentant Polski ma prosty pomysł na odwrócenie złej tendencji. - Ja bym wrócił do tego, co było kiedyś, czyli Puchar Mistrzów, Puchar Zdobywców Pucharów i Puchar UEFA. To jest prosty, przejrzysty podział, gdzie mistrz jest mistrzem, a zdobywca pucharu w swoim kraju jest zdobywać pucharu - zauważa Kosecki.
- Największą wadą obecnego systemu jest to, że w Lidze Mistrzów grają kraje, które nawet nie zdobyły tytułu. Ja nie chcę, żeby dalej mi wciskano ten kit. Ja nie chcę oglądać Nottinghamu w Lidze Mistrzów, bo ta drużyna nie zdobyła tytułu. Niech gra tam, gdzie jej miejsce, a Liga Mistrzów niech będzie dla tych, co wygrali rozgrywki w danym kraju. Ja bym naprawdę wolał zobaczyć mistrza Polski, czy Albanii - wylicza ekspert.
Żeby tak potraktować mistrza kraju. Kosecki oburzony
Zdaniem Koseckiego wstydu z tymi słabszymi klubami wcale nie będzie. Najlepiej widać to na przykładzie Bodo Glimt. - Norwegowie wyeliminowali Inter, postawili się Sportingowi, a przecież musieli się przebijać przez rundy eliminacyjne. A wszystko, dlatego że nie są z bogatego kraju. A w następnej edycji może być tak samo, bo Norwegii brakuje punkcików w rankingu. Ok, ale dla mnie to jest chore. Żeby tak mistrza Norwegii traktować, gorzej niż dajmy na to piąty zespół ligi angielskiej - dziwi się Kosecki.
Według Koseckiego, jakby tym słabym dać szansę gry i pieniądze, to za 2-3 lata dozbroiliby się na tyle, żeby stawiać się jeszcze mocniej. - Jakby taka Legia zarobiła kilka milionów euro w Lidze Mistrzów, to kupiłaby sobie dwóch dobrych piłkarzy i zaczęłaby budować szeroki, konkurencyjny skład. Teraz trudno jej to zrobić, bo w Lidze Konferencji tyle się nie płaci. To liga skrojona dla nas, dobrze, że ją stworzono, ale nie pójdziemy do przodu, jak nasi nie zaczną grać w Lidze Mistrzów. A nie zaczną, bo ktoś u góry woli trzecią, czwartą, piątą drużynę z innego kraju. No i my sami też się zachłysnęliśmy tym, że mamy europejskiego rozgrywki, w których coś znaczymy. Nie o to jednak chodzi.
Polskie kluby popełniły gruby błąd
Bo chodzi o to, żeby grać w Lidze Mistrzów, która stała się ligą wicemistrzów, czy trzecich miejsc. Te zespoły już wchodziły do finałów. Mieliśmy nawet jeden taki bez mistrza. - To jest największa parodia, że ligę wygrywa drużyna, która nie jest mistrzem. Mamy jednak taką ogólną tendencję do ściemniania. Przecież nasz druga liga jest pierwszą, a niżej jest to samo, bo druga jest trzecią i tak dalej - komentuje Kosecki.
Wracając do pucharów, to warto dodać, że sami też musimy sobie pomóc. Kosecki zwrócił uwagę na to, że się zachłysnęliśmy Ligą Konferencji. I też składy naszych drużyn są skrojone pod to, żeby w tej lidze nieźle sobie radzić. Jednak w żadnej innej. - Robimy to, co wszyscy, czyli skupujemy zawodników zagranicznych. Robimy to jednak bez głowy. Wystarczy wspomnieć kupionego przez Widzew za 5,5 miliona euro Osmana Bukari. Ludzie w polskich klubach nie mają oka. Rózgę posadzili na ławie i musiał uciekać. Nie on jeden. W zamian bierzemy słabszych cudzoziemców, choć aż się prosi, żeby stawiać na młodych i dołożyć dwóch, trzech byłych reprezentantów. Zagraniczni powinni być wisienką na torcie - kwituje nasz rozmówca.












