Niewiarygodny spektakl w Pireusie. Siedem goli. Real Madryt drżał do ostatnich sekund
W Realu Madryt zapanował stan alarmowy, który może zmienić się tylko za sprawą dobrych wyników. W Hiszpanii zaczęła się debata na temat potencjalnego zwolnienia Xabiego Alonso. Sprawdzianem w tym trudnym okresie był dla Realu wyjazd na spotkanie Ligi Mistrzów z Olympiakosem. Mecz stał na bardzo wysokim poziomie emocji. Łącznie kibice zobaczyli aż siedem goli, ale to "Królewscy" wracają z trzema punktami.

Real Madryt po zwycięstwie z FC Barcelona w El Clasico zaliczył spory spadek formy. "Królewscy" zdołali wygrać jeszcze z Valencią, ale potem przyszedł wyraźny kryzys. Ten rozpoczął się od wyjazdu do Liverpoolu. Wydawało się, że Real podchodzi do meczu w Lidze Mistrzów w świetnej formie.
Boisko zweryfikowało jednak boleśnie plan, jaki na to spotkanie przygotował Xabi Alonso, a Real poległ 0:1. Później przyszedł wyjazd na trudny stadion Rayo Vallecano, a tam "Królewscy" zremisowali 0:0. Na przerwę przed meczami reprezentacji piłkarze z Madrytu pojechali w średnich nastrojach.
Real odpowiedział na krytykę. Szalone widowisko w Grecji
Po powrocie ze spotkań swoich kadr "Los Blancos" czekał wyjazd na rywalizację z Elche. Ten mecz dla Realu był koszmarem i nie będzie kłamstwem stwierdzenie, że goście powinni przegrać. Ostatecznie udało się wyrwać remis 2:2, ale atmosfera w Madrycie zrobiła się bardzo napięta.
Przed wyjazdowym spotkaniem z Olympiakosem mówiło się bardzo wiele o przyszłości Alonso. Co więcej, Hiszpan musiał mocno eksperymentować, wybierając pierwszy skład na ten mecz. Szansę powrotu do gry dostał, choćby Ferland Mendy, który nie pojawił się na murawie od kwietnia.
Spotkanie rozpoczęło się od bardzo dobrej, błyskotliwej akcji w wykonaniu Viniciusa. Brazylijczyk zdecydował się na strzał z dystansu, który z trudem obronił bramkarz. Wydawało się, że Real rozpoczął to spotkanie z naprawdę dobrą energią, której ostatnio brakowało w wielu meczach.
Szybko "Królewscy" przekonali się, jak groźną ekipą jest Olympiakos. Już w 8. minucie bowiem gospodarze otworzyli wynik rywalizacji. Gola na 1:0 strzelił z dystansu Chiquinho, a wszystko poprzedziła cudowna zespołowa akcja ekipy greckiego potentata. Andrij Łunin był w tej sytuacji bez szans.
W 19. minucie powinno być już 2:0 dla Olympiakosu, ale znakomitą paradę zaprezentował Łunin, który wyciągnął się jak długi i obronił strzał. Niedługo później Real drugi raz groźnie zaatakował rywali, ponownie za sprawą Viniciusa Juniora. Brazylijczyk posłał wybitne podanie zewnętrzną częścią stopy do Mbappe. Francuz w sytuacji sam na sam się nie pomylił i w 22. minucie doprowadził do remisu.
Dwie minuty później było już 2:1 dla Realu. Tym razem znakomitą asystą popisał się Arda Guler, a Mbappe pozostało dołożyć głowę do wrzutki Turka. Real nie miał zamiaru zwalniać tempa. Gdy już "Królewscy" chwycili swojego rywala za gardło, to w 29. minucie dołożyli kolejnego gola, a hat-tricka zapisał sobie Mbappe.
Druga połowa rozpoczęła się od mocnego uderzenia ze strony Olympiakosu. w 52. minucie znakomicie w pole karne dośrodkował wprowadzony z ławki Argentyńczyk z polskim paszportem - Santiago Hezze, a wrzutkę głową wykończył Mehdi Taremi. Stadion błyskawicznie ożył.
W 60. minucie wszystko wróciło do stanu sprzed kilku minut. Znów za sprawą duetu Vinicius - Mbappe. Brazylijczyk ośmieszył rywala na skrzydle i wyłożył piłkę do Francuza, któremu kolejny raz pozostało dostawienie stopy do piłki i zgodnie z oczekiwaniami Mbappe oczywiście się nie pomylił.
Wydawać by się mogło, że ten gol zamknie dyskusję w kwestii wyniku. Nic bardziej mylnego. Xabi zdecydował się zdjąć Raula Asencio, co błyskawicznie wykorzystali Grecy. Osiem minut po zmianie Olympiakos ponownie znakomicie dośrodkował w pole karne, a gola na 3:4 strzelił El Kaabi. Takim też wynikiem zakończył się ten mecz, a Real może mówić o bardzo dużej dozie szczęścia.











