Reklama

Reklama

Marek Koźmiński: Inna sytuacja Realu i Barcelony

Były piłkarz reprezentacji Polski Marek Koźmiński uważa, że sytuacja Barcelony i Realu przed rewanżami w półfinale Ligi Mistrzów z niemieckimi drużynami jest różna. - Nie stawiam na Katalończyków, ale widzę cień szansy dla Realu - mówi wiceprezes PZPN.

Polska Agencja Prasowa: W rewanżowych meczach półfinałowych LM w Hiszpanii Bayern Monachium ma cztery bramki przewagi nad Barceloną (4:0), a Borussia Dortmund trzy nad Realem Madryt (4:1). Czy to znaczy, że znamy już skład finału, który odbędzie się 25 maja na Wembley?

Reklama

Marek Koźmiński: - Myślę, że trzeba oddzielić przypadek Barcelony i Realu. W przypadku Katalończyków chyba nie ma odważnego, który wskazałby na ich awans w środę. Wysokie zwycięstwo Bayernu u siebie nie było przypadkiem. Pokazało, że Barcelona ma problem ze swoją grą i Leo Messim, gdy ten nie jest w pełni sił. A widać było w Monachium, że jeszcze nie wrócił do normalnej dyspozycji po kontuzji. Tymczasem Bayern w ostatnich miesiącach +zmiótł+ wszystkich w silnej Bundeslidze. To cała seria świetnych występów. Dlatego nie zaryzykuję tezy, że Barcelona ma jeszcze jakiekolwiek szanse. Zresztą nie widać oznak poprawy w jej grze. Zdecydowanie stawiam na Bayern, wszystko za nim przemawia.

W drugiej parze nie ma tak zdecydowanego faworyta?

- Tutaj sytuacja jest inna. To tylko i aż trzy bramki różnicy. W pierwszym spotkaniu Borussii z Realem nie było tak wielkiej różnicy jak w konfrontacji Bayernu z Barceloną. Owszem, drużyna Juergena Kloppa zagrała świetnie, ale Real też stworzył w drugiej połowie okazje. Nie było deklasacji. Na dodatek Robert Lewandowski miał +dzień konia+. To się raczej nie zdarza dwa razy z rzędu. Nie oczekujmy, że nasz zawodnik strzeli cztery gole we wtorek w Madrycie. Widzę jeszcze cień szansy dla Realu. Szykuje się wielki mecz. Pierwsza połowa pokaże, czy gospodarze mogą walczyć o awans.

Jaki skład finału byłby idealny pod względem poziomu sportowego, jakości tego widowiska?

- Dla polskiego kibica wymarzonym finałem byłby mecz Borussii z Barceloną. Z Bayernem dortmundczycy spotykali się już kilka razy w tym sezonie. Natomiast jeśli chodzi ogólnie o kibiców na świecie, odkładając na bok sympatie narodowe, za taki hit uchodziłoby zapewne spotkanie Realu z Bayernem. Dla tych fanów lepsza byłaby "mieszanka", czyli klub z Hiszpanii kontra klub z Niemiec. Po pierwszych meczach wiele jednak wskazuje, że stanie się inaczej.

W takim razie idźmy dalej - widzi pan szansę dla Borussii w przypadku finału z niesamowicie silnym w tym sezonie Bayernem?

- Oczywiście. Pod względem piłkarskim jest pewna dysproporcja, ale Borussia znajdzie się pod mniejszą presją. Bayern będzie musiał wygrać, zostanie okrzyknięty zgodnie faworytem. To tylko jedno spotkanie, wszystko może się zdarzyć. Gdybym był teraz piłkarzem, wolałbym 25 maja założyć koszulkę Borussii.

Wokół Roberta Lewandowskiego zrobił się ostatni ogromny szum. Więcej niż o jego czterech bramkach z Realem mówi się o ewentualnym transferze do Bayernu. Czy ta wrzawa nie zaszkodzi mu w rewanżu z Realem, a potem w ewentualnym finale?

- Nie. On jest bardzo odporny na wszelkie informacje medialne, podchodzi do tego profesjonalnie. Pokazuje, że potrafi zdystansować się od całego zgiełku, nie komentuje, odcina się. Swoją drogą, nic dziwnego, że po niedawnym popisie w Dortmundzie nazwisko Roberta jest przyklejane do wszystkich czołowych klubów na świecie.

A w jakim, według pana, powinien się znaleźć w nowym sezonie?

- Trzeba brać pod uwagę kilka czynników. Z punktu widzenia Roberta istotny jest również ekonomiczny, to oczywiste. Osobiście uważam, że mógłby trafić do Bayernu albo do ligi angielskiej. W drugim przypadku w grę wchodziłyby chyba tylko trzy kluby - oba z Manchesteru i Chelsea Londyn. Nie wspominam o Arsenalu, ponieważ to inny, niższy pułap finansowy. Włoska liga? Tamtejsze kluby przeżywają kryzys, ewentualnie można byłoby wymienić tylko Juventus i Milan, może jeszcze Inter.

A liga hiszpańska? Dla wielu zawodników jest obiektem marzeń.

-- Ale gdzie? Do stylu Barcelony, moim zdaniem, Robert może trochę nie pasować. Pamiętamy przypadek Zlatana Ibrahimovicia, który nie do końca sprawdził się na Camp Nou, a wszędzie indziej jest gwiazdą. Real? Nie wiem, tam przecież mają Gonzala Higuaina i Karima Benzemę. Najbardziej w tym wszystkim pasuje mi Bayern. Może się zresztą okazać, że wcale nie opuści teraz Borussii, ma jeszcze roczny kontrakt. Jak wiadomo, z klubu odejdzie Mario Goetze, właśnie do Monachium. Klub z Dortmundu o pieniądze nie musi się martwić. Poza tym nie wiem, czy kibice Borussii wybaczyliby swoim działaczom sprzedaż kolejnego zawodnika do zespołu największego rywala. Poczekajmy, za kilka tygodni wszyscy będziemy mądrzejsi.

Rozmawiał Maciej Białek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje