Reklama

Reklama

Manchester City - Chelsea. Bitwa o piłkarską Europę w angielskim wydaniu

W sobotni wieczór portugalskie Porto będzie należało do Anglików, a ulice utoną w niebieskich odcieniach. Pytanie brzmi, czy górą będzie błękit rodem z Manchesteru, czy to fani "The Blues" będą mogli wznieść okrzyki radości. To ostatnia zagadka w tym sezonie Ligi Mistrzów, który zwieńczy finałowe starcie "The Citizens" z Chelsea. Pierwszy gwizdek sędziego o 21. Transmisja meczu w Polsacie Sport Premium 1, relacja w Interii.

Tegoroczny finał - podobnie jak przed rokiem - miał zostać rozegrany w Stambule. Ponownie jednak został przeniesiony do Portugalii, a wybór padł na Porto.

W ubiegłym sezonie Robert Lewandowski świętował triumf w Champions League z Bayernem Monachium przy pustych trybunach. Tym razem na Estadio do Dragao wejdzie 12 tysięcy kibiców. Jeszcze większa liczba fanów pojawi się w mieście. Ba, już tam przybyła i zdążyła dać się we znaki nie tylko mieszkańcom, ale i policji, wdając się w bójkę. Nie tylko w Gdańsku doszło więc do scen, których należało uniknąć...

Reklama

Tuchel nie wraca do meczu z Bayernem

Wróćmy jednak do aspektów sportowych, bo to one będą w sobotę kluczowe. W tym kontekście warto wspomnieć raz jeszcze ubiegłoroczny finał, w którym obecny trener Chelsea - Thomas Tuchel - musiał przełknąć gorycz porażki. W rozmowie z drużyną nie zamierza wracać jednak do tamtych wydarzeń. Skupia się tylko i wyłącznie na czekającym drużynę wyzwaniu.

- Gdybym był zawodnikiem, to nie chciałbym, żeby mój trener rozmawiał ze mną o swoich osobistych doświadczeniach. Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że Manchester City i ich trener to dla nas punkt odniesienia. Wiemy jednak bardzo dobrze, że w piłce nożnej zawsze jest sposób na zmniejszenie różnicy. Pokonaliśmy ich dwa razy w tym sezonie i to będzie wyzwanie na sobotę. Musimy być odważni, wspólnie cierpieć, zagrać z dużą jakością i wiarą w siebie. Czujemy tę wiarę. To dobre przed finałem - stwierdził na przedmeczowej konferencji prasowej niemiecki szkoleniowiec.

47-latek przejął dowodzenie w ekipie "The Blues" pod koniec stycznia - zastępując klubową legendę Franka Lamparda - i z miejsca odmienił grę drużyny, zwłaszcza w defensywie. W 29 meczach pod jego wodzą Chelsea straciła 16 bramek, a sama strzeliła ich 37, notując 18 zwycięstw. Dwa z nich w starciach z Manchesterem City.

W półfinale Pucharu Anglii "The Blues" ograli ekipę Pepa Guardioli 1-0. Później - tuż po wywalczeniu awansu do finału Ligi Mistrzów - londyńczycy triumfowali w lidze. Wygraną 2-1 zapewnił im w 92. minucie Marcos Alonso. Choć piłkarze Manchesteru w świetnym stylu zdobyli tytuł mistrza Anglii, w Porto czeka ich trudne zadanie. Będą jednak na pewno pałać żądzą rewanżu.

Manchester City gotowy, by cierpieć

- Wiem dokładnie, jak chcemy grać i z kim będziemy grać. Wiem dokładnie, co powiem chłopakom. Niektórzy pewnie będą niespokojni lub zdenerwowani. Swoje wskazówki przekażę im normalnie. Muszą sobie z tym poradzić. Jestem przekonany, że będziemy musieli cierpieć, żeby wygrać finał. To będzie mecz dynamiczny, 90 minut gry bez dominacji jednej z drużyn. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by to była najlepsza reklama futbolu - przyznaje Guardiola.

Skoro mowa o cierpieniu - podczas piątkowego treningu z bólem zmagał się pomocnik "The Citizens" Ilkay Guendogan, który opuścił zajęcia kulejąc. Jego występ stanął więc pod ogromnym znakiem zapytania. Niemiecki pomocnik dobrze wie, czym jest gra w finale Ligi Mistrzów. W 2013 roku w barwach Borussii Dortmund przegrał w boju o puchar 1-2 z Bayernem Monachium, strzelając honorową bramkę dla swojej drużyny.

Dla Manchesteru City będzie to natomiast pierwszy w historii finał Ligi Mistrzów. "Obywatele" to 42. drużyna, która zdołała przebrnąć przez półfinał. Co ciekawe, w dwóch poprzednich finałach także oglądaliśmy debiutantów na tym etapie. W 2019 roku był to Tottenham, a w ubiegłych rozgrywkach PSG.

Przed sobotnim finałem pewne jest jedno - "uszaty" puchar 14 raz powędruje do Anglii. Tamtejsze drużyny trzeci raz zagrają ze sobą w decydującym spotkaniu Champions League. W 2008 roku Chelsea mierzyła się z Manchesterem United, przegrywając po niezwykle emocjonującej serii rzutów karnych. Cristiano Ronaldo - który zmarnował "jedenastkę" - utonął wówczas w łzach na Łużnikach w Moskwie. Kto tym razem będzie płakał z radości?

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje