Łukasz Gikiewicz: Dekada bez Ligi Mistrzów
Crvena zvezda nie musiała, a Lech Poznań nie potrafił w Belgradzie odmienić losów dwumeczu o fazę Play-Off Champions League.

Jeśli ktoś od dziewięciu lat nie przegrał meczu domowego w eliminacjach europejskich pucharów - a w tym czasie rozegrał 15 meczów bez porażki z rzędu u siebie w kwalifikacjach do ligi Mistrzów - to szansa, że mistrz Polski przerwie taką passę, delikatnie mówiąc, nie była ogromna.
Kapitalnie ten dwumecz poprowadził szkoleniowiec Vladan Milojević. Kibice mają do niego zastrzeżenia, podważają taktykę czy wybory personale, ale osiągnięcia na arenie międzynarodowej ma niesamowite: nigdy jeszcze nie odpadł w eliminacjach, wygrywając każdy z dotychczasowych 14 dwumeczów. Ten również Crveza zvezda, oprócz fragmentu pierwszej połowy w Poznaniu, miała pod kontrolą. Losy awansu do czwartej rundy były niemal przesądzone.
Nie zmieniła tego nawet czerwona kartka dla gospodarzy, którzy prowadzili wówczas 1:0, powiększając przewagę do wyniku 4:1 w dwumeczu. Można nawet powiedzieć, że postawa Lecha przez te pół godziny w przewadze to najbardziej zasmucający wycinek tej rywalizacji. Nawet nie mogliśmy się łudzić. Doświadczeni piłkarze z Belgradu zachowali spokój. Nie denerwowali się. Nie doprowadzili do chaosu. Wiedzieli, co w takiej sytuacji mają robić.
Lech nie miał wiele do powiedzenia, nie tworzył sobie dogodnych okazji. Inna sprawa, że gdy trzeba było wrzucić kolejny bieg - okazało się, że w baku niewiele zostało paliwa. Szymczak, Ouma, Rodrigeuz, Fiabema - nie może mistrz Polski walczyć o Ligę Mistrzów z taką ławką rezerwowych. Ten mecz pokazał, że do takich ekip jak Zvezda brakuje nie tylko jakości piłkarskiej, ale przede wszystkim głębi składu.
Nie zwojujesz Ligi Mistrzów Fiabemą. Nie wiem, dlaczego ten piłkarz dostaje tak wiele szans. Nie przypominam sobie meczu, w którym specjalnie "Kolejorzowi" pomógł - za to mam w głowie wiele, w których rozczarował. Wygląda, jakby wygrał w jakimś zakładzie ze sztabem szkoleniowym abonament na minuty gry.
Chwilę radości mieliśmy w doliczonym czasie. Mikael Ishak znów znalazł drogę do siatki. Tak jak w pierwszym meczu, zrobił swoje, choć tym razem z pomocą przyszedł rykoszet. To siódmy mecz z rzędu z bramką. W tym czasie aż dziewięciokrotnie znalazł drogę do siatki rywali.
Lech odpadł z wyścigu o Ligę Mistrzów. "Tylko raz"
Kapitan Lecha wskoczył tym samym na podium najlepszych strzelców polskich klubów w Europie. Wyprzedził Tomasza Frankowskiego, co jest naprawdę dużą sztuką. Na liczniku ma 23 bramki. Do Macieja Żurawskiego brakuje mu zaledwie dwóch, a do prowadzącego w tej klasyfikacji Włodzimierza Lubańskiego - siedmiu. Lech na pewno będzie miał jeszcze w tej edycji europejskich pucharów przynajmniej osiem, a być może nawet dziesięć spotkań, jeśli oczywiście trafi do Ligi Europy. Okazja, by zostać liderem takiego rankingu, nie jest mała.
Ten gol przyniósł nie tylko remis, który w perspektywie dwumeczu nie miał absolutnie żadnego znaczenia, ale przede wszystkim 0.125 punktu do rankingu UEFA. I to jest jedyny plus tego dwumeczu. Dobrze, że mimo braku szans na awans mistrz Polski powalczył, chociaż o ten ułamek.
Szkoda, że za chwilę od ostatniego meczu polskiego klubu w elitarnej Lidze Mistrzów minie dziesięć lat. A przecież przed tą dekadą - czekaliśmy niemal dwie dekady. Mołdawia, Kazachstan, Azerbejdżan, Finlandia to jedyne cztery kraje, które rzadziej posyłały do Champions League swoich przedstawicieli. Sama Zvezda w ostatnich latach grała w LM cztery razy - o jeden więcej niż my w całej historii, opartej na awansach jedynie dwóch polskich klubów: Legii Warszawa i Widzewa Łódź.
Przed laty wielokrotnie byliśmy o krok, o włos, o czym mogą wiele powiedzieć kibice Wisły Kraków. Tymczasem od ostatniego awansu tylko raz mistrz Polski zagrał dwumecz o fazę grupową, a teraz - ligową. Raków z Kopenhagą w 2023 roku. I tylko tamten zespół Dawida Szwargi, jako jedyny polski w XXI wieku, w eliminacjach do Ligi Mistrzów ograł drużynę z wyższym współczynnikiem.
Jeśli nie potrafimy na tym etapie wygrywać z faworytami - pozostaje liczyć na dalsze wspinanie się w rankingu UEFA, które pozwoli nam na drużynę w Champions League bez żadnych eliminacji.
















