Liga Mistrzów. Ucho trenera i oczy szeroko zamknięte. Mourinho prowokuje, a sędzia karygodnie błądzi

Gra "na piątkę" Realu Madryt, niewiarygodny zwrot akcji w Turynie dopełniony prowokacjami Jose Mourinho czy nieprawdopodobny karny dla Manchesteru City? A może zadziwiający przebieg meczu w Lyonie albo kolejny oddech złapany przez Bayern i Roberta Lewandowskiego? Środowe mecze znowu pokazały, że z Ligą Mistrzów nie można się nudzić. Co wiemy po czwartej kolejce?

Kryzys w Bawarii? Jeśli popatrzymy na tabelę grupy E, to nic bardziej mylnego. Pojawiające się gdzieniegdzie opinie, że mecz Bayernu z AEK Ateny mógł mieć duże znaczenie dla przyszłości trenera Niko Kovacza, znowu przycichły, bo monachijczycy już praktycznie zapewnili sobie awans do fazy pucharowej. Oprócz nich, tylko Barcelona i Porto mają 10 punktów po czterech meczach.

Reklama

Do tego dochodzą osiągnięcia indywidualne. Trafiając dwukrotnie przeciwko Grekom Lewandowski po cichu, ale niezwykle skutecznie wspiął się już na siódme miejsce w klasyfikacji najlepszych strzelców wszech czasów w Lidze Mistrzów (z 49 golami), mijając po drodze Szewczenkę i Ibrahimovicia. Do Henry’ego brakuje mu już tylko jednej bramki. Jest duża szansa, że jeszcze w tym roku dogoni Francuza, bo Bayernowi zostały spotkania przeciwko Benfice i Ajaksowi, a szczególnie obrona lizbończyków - nie zachwyca.

Znacznie trudniej będzie "Lewemu" zbliżyć się do innego francuskiego napastnika, Karima Benzemy. Dlatego, że już nie pierwszy raz obserwujemy ten sam scenariusz. Im bardziej Polak go goni, tym bardziej zawodnik z Madrytu trzyma dystans. Benzema też trafił dwa razy w Pilźnie i nie przestaje zadziwiać statystykami - w LM ma już 59 goli, co umacnia go tuż za podium, bezpośrednio za Ronaldo, Messim i Raulem. Co więcej, Francuz przekroczył kolejną barierę - w barwach "Królewskich" trafiał już ponad 200 razy, dokładnie 201.

Benzema o Solarim: Powinien zostać

Ale zdecydowanie ważniejszy wydaje się element "zespołowy". Zmiana trenera bardzo dobrze wpłynęła na ekipę z Madrytu. Trzy zwycięstwa z rzędu normalnie nie są tam czymś wyjątkowym, ale tym razem warto zwrócić na nie uwagę, bo w tym sezonie zdarzyło się tak zaledwie raz (na początku), poza tym przed erą nowego trenera Real też tylko jeden raz wygrywał na wyjeździe.

Santiago Solari ma więc znakomite wejście - trzy mecze, komplet punktów, zero straconych goli. Ostatni trener, który mógł pochwalić się takim startem w Madrycie nazywał się Luis Carniglia i pracował w drugiej połowie lat 50. Potem zdobył Puchar Mistrzów. Solari pewnie tak daleko nie sięga - w końcu jeszcze niedawno kryzys był niemały, a te 11 goli w ciągu tygodnia padło kosztem drugorzędnych przeciwników - ale nowemu trenerowi udało się coś ważniejszego, skupić drużynę wokół siebie i wokół wspólnego celu. Tak przynajmniej dają do zrozumienia zawodnicy. Benzema: "Według mnie powinien zostać do zakończenia sezonu". Odriozola: "W roli coacha jest znakomity, chcemy bić się dla niego do końca".

"Królewscy" mają już praktycznie awans w kieszeni, choć posiadają tyle samo punktów co Roma, z którą będą bić się o pierwsze miejsce w grupie.

Reakcja Guardioli - śmiechu warta. Reakcja Mourinho - nikomu nie jest do śmiechu

Jednym z najdziwniejszych obrazków nie tylko tej kolejki, ale całej edycji Ligi Mistrzów pozostanie niewątpliwie akcja z meczu City - Szachtar. Jak doświadczony sędzia Viktor Kassai (finał LM’2011!) zobaczył faul na Sterlingu, podczas gdy Anglik sam zarył korkiem w murawę, zupełnie nie trafiając w piłkę, wie tylko on sam? Zdziwione miny - począwszy od Bogu ducha winnego Matwijenki aż do Guardioli, który nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył - były bezcenne. Wątpliwe jednak, aby węgierski sędzia dostał w najbliższym czasie poważny mecz do prowadzenia. Tak skutecznie przyćmił kolejny pogrom w wykonaniu City (6-0) i hat tricka Gabriela Jesusa.

O ile scena w Manchesterze mogła wywołać delikatny uśmiech na twarzach kibiców, mecz w Turynie, z udziałem drugiego Manchesteru, wywołał złość, gwizdy i niemałą falę nienawiści. Jose Mourinho, podbudowany dość nieoczekiwanym zwrotem akcji - gdy jego zawodnicy odwrócili losy meczu z Juventusem w ostatnich pięciu minutach (2-1), jako żywo przypominając finał z Bayernem w 1999 roku - nie odmówił sobie przyjemności, aby zagrać publice na nosie. Prowokacja - wymowne przyłożenie ręki do ucha, jakby chciał usłyszeć, co teraz kibice mają co powiedzenia - nie była najwyższych lotów, ale Portugalczyk czuje się w takich zwarciach jak ryba w wodzie. Bonucciego, który próbował go uspokajać, niewiele  słuchał, więc tylko dzięki interwencji ochrony nie doszło do większego zamieszania przy zejściu do szatni. - Nikogo nie obrażałem, dałem tylko do zrozumienia, że czas, aby kibice byli jeszcze głośniejsi - mówił po meczu, z kamienną twarzą.

Dla Mourinho i dla United to niezwykle cenne zwycięstwo - już kolejne w dość niebywałych okolicznościach - dające bezpieczną, dwupunktową przewagę nad Valencią. Paradoks polega tylko na tym, że Pogba - który nie okazywał nadmiernego zadowolenia, choć miał swój udział przy zwycięskim golu - zrobił być może kolejny krok, aby dokonać Pog-backu do Turynu. Jego akurat kibice przyjęliby z otwartymi rękami.

Dwa gole przewagi i jeden zawodnik więcej? Za mało!

Kibice w Lyonie jeszcze nie mogą otrząsnąć się z zadziwiającego przebiegu spotkania z Hoffenheim. Nie ma dzisiaj drużyny w Lidze Mistrzów, która mając taką jakość, tak łatwo oddawałaby pole przeciwnikom i tak bardzo raziła niestałością w grze. Przed dwoma tygodniami podopieczni Bruno Genesio dali sobie wydrzeć zwycięstwo w ostatniej minucie, tym razem prowadzili już 2-0 i przez niemal całą II połowę grali z przewagą jednego zawodnika! A jednak dali się dogonić, zaskakując nie tylko nieskutecznością, ale przede wszystkim pasywnością. Problem jest niewątpliwie również mentalny.

W ogóle francuskie drużyny nie mogą być zadowolone. Paradoksalnie, mimo gry w kratkę, w najlepszej sytuacji jest Lyon. Monaco, które jeszcze niedawno zachwycało w Europie, pogrąża się w kryzysie coraz bardziej, w Lidze Mistrzów nie wygrało już od 12 meczów, nie ma już szans na awans do fazy pucharowej, a zajęcie trzeciego miejsca w grupie premiującego grę w Lidze Europy byłoby cudem. Henry nie okazał się zbawcą, jak spodziewali się szefowie, przynajmniej na razie, a poczucie klęski dopełnia kontuzja Kamila Glika (to już 12. zawodnik, który jest niedysponowany) oraz zarzuty dla właściciela Dmitrija Rybołowlewa za niebezpieczne i dwuznaczne związki z wymiarem sprawiedliwości w Monaco. Zmiany na szczytach władzy nie są wykluczone, problem w tym, że zależy to tylko od rosyjskiego oligarchy, nawet książę Albert, mający mniejszościowy pakiet udziałów (33 proc.) niewiele może zrobić.

Wracając na boisko - jest jedna rzecz, łącząca drużyny, w których grają dwaj Polacy będący ciągle filarami kadry Jerzego Brzęczka. Lokomotiw Moskwa Krychowiaka jest w takiej samej sytuacji jak Monaco Glika. Obydwie już wyeliminowane z wyścigu o fazę pucharową. Rosjanie są nawet najgorszą ekipą w całej stawce - zero punktów, stosunek goli minus dziewięć. "Krycha" - po fatalnym doświadczeniu z PSG, gdy wszedł na ostatnie chwile remontady w Barcelonie (1-6) - nie tak sobie wyobrażał powrót na europejskie boiska.

Gdy niemała krytyka spada również na Szczęsnego za występ przeciwko United, Piszczek jest nisko oceniany za porażkę z Atletico, Zieliński gra słabo z PSG, a Milik nie gra wcale - dobrze, że mamy chociaż Lewandowskiego.

I liczymy, że jednak dogoni Benzemę.

Remigiusz Półtorak

Zobacz wyniki Ligi Mistrzów i sytuację we wszystkich grupach

Dowiedz się więcej na temat: Liga Mistrzów | Robert Lewandowski | Real Madryt | Jose Mourinho

Reklama

Reklama

Reklama