Reklama

Reklama

​Liga Mistrzów. Święto i dzień powszedni Zidane’a

Kiepska znajomość hiszpańskiego i niechęć do wywodów taktycznych sprawiają, że Zinedine Zidane nie jest traktowany jak guru wśród trenerów. Wyniki mówią za niego. Dziś Real gra z Chelsea o finał Ligi Mistrzów. Transmisja w Polsacie Sport Premium 1.

Trudno powiedzieć jak tego dokonał. Przecież jego żona Veronique Lentisco-Fernandez, była zawodowa francuska tancerka ma hiszpańskie korzenie. Do Madrytu przeprowadzili się w 2001 roku, niedługo po słynnym incydencie na gali FIFA, podczas której Zidane, jeszcze jako piłkarz Juve, napisał na serwetce "si" (tak) na pytanie Florentino Pereza, czy chce grać w Realu Madryt.

Zidane - na własnych zasadach

Dwaj młodsi synowie Zizou Theo i Elyaz urodzili się już w Madrycie. Wszyscy czterej razem ze starszymi Enzo i Lucą byli lub są piłkarzami sekcji juniorskich Realu. Zidane mieszka i pracuje w stolicy Hiszpanii dwie dekady, a jednak po hiszpańsku mówi słabo. Często brakuje mu słów, na konferencjach prasowych kleci nieporadne zdania. O taktyce mówić nie lubi. - Moja taktyka to forma i entuzjazm do gry moich piłkarzy - powiedział kiedyś utrwalając stereotyp, że jest tym typem szkoleniowca, który skupia się na tym, by nie przeszkadzać zawodnikom rozwijać skrzydeł.

Reklama

Na boisku był geniuszem: skrytym, niechętnie pławiącym się w uwielbieniu fanów. Wtedy wychodził na boisko i pokazywał, ile jest wart. Jako trener właściwie robi to samo. Mało mówi, dużo osiąga. A jednak wciąż jest niedoceniany. Dziennikarze w Hiszpanii bywają uciążliwi. - Ty nie pytasz, ty mnie chcesz sprowokować, zdestabilizować drużynę - powiedział kiedyś Zidane do jednego z nich. Po czym natychmiast się opanował. Wie, że wojny z mediami są dla trenera oznaką słabości i do niczego nie prowadzą.

Taktyką posługuje się bez kłopotów. Real gra z trójką obrońców, lub w ustawieniu 4-3-3, Zidane potrafi je zmieniać w trakcie meczu, ale nie wygłasza na ten temat błyskotliwych teorii. Sam o sobie wysokiego mniemania też nie ma. Kiedyś, mając tysiące fanek, publicznie podziękował Veronique, że zechciała zerknąć na takiego brzydala jak on. Karierę piłkarza skończył na własnych zasadach. Palnął z byka Marco Materazziego w finale mundialu 2006 roku, wyleciał z czerwoną kartką i na boisko więcej nie wrócił.

Uznano go wtedy za postać tragiczną. Ostatni, może najważniejszy mecz w życiu przegrał, bo nie utrzymał nerwów na wodzy. Z nim przegrało swoją wielką szansę całe pokolenie francuskich graczy. Niektórzy, jak Willy Sagnol, latami nie mogli mu tego darować. Nie wszyscy zdobyli tytuł mistrzowski w 1998 roku.

Po mundialu w Niemczech Zizou został rok kontraktu z Realem Madryt. Zrezygnował z 5 mln euro i poszedł na emeryturę. Pereza ujął za serce, bo żaden inny piłkarz Królewskich, nawet wychowany w klubie, nie darował ani euro z kwoty, która mu się należała. A zarabiali wszyscy przecież bajońskie sumy.

Zidane - idol piłkarzy

Zszokował Hiszpanów, gdy licencję trenerską postanowił zdobyć we Francji. Kiedy 4 stycznia 2016 roku zastępował Rafę Beniteza w roli szkoleniowca Królewskich, odbierano to jako akt desperacji. Niewiele wcześniej Barcelona wygrała na Santiago Bernabe 4-0. Po remisie w derbach Madrytu na początku pracy Zizou otwarcie skrytykował swoje gwiazdy. Prasa komentowała to tak, że Francuz jest bardziej lojalny wobec Pereza niż zawodników. Kiedy w 2009 roku Florentino postanowił odzyskać fotel prezesa Realu, sfotografował się z Zizou i Brazylijczykiem Ronaldo. To działało na fanów.

Pięć i pół roku później Perez liczył, że charyzma Zidane’a jako piłkarza pobudzi zespół. I tak się stało. Na treningach Francuz grał z drużyną, a ponieważ jest w świetnej formie, imponował młodszym. Imponował od dawna. Cristiano Ronaldo, czy Luka Modrić byli obiecującymi nastolatkami, gdy Zidane strzałem z woleja zdobywał swoją nieziemską bramkę w finale Ligi Mistrzów 2002 roku.

W 30 miesięcy pracy w Realu Francuz został trzecim trenerem w historii, który trzy razy wygrał Puchar Europy. Bob Paisley pracował na to w Liverpoolu 9 lat, Carlo Ancelotii w Milanie i Realu 11. Zidane był asystentem Ancelottiego, gdy Królewscy wygrywali Champions League w 2014 roku. Już wtedy Włoch mówił, że Francuz jest gotowy, by go zastąpić.

Dziś Zidane ma 11 trofeów z Realem. Odszedł w połowie 2018 roku, by po 10 miesiącach wrócić, bo bez niego wszystko się waliło i paliło na Santiago Bernabeu. - To najlepszy trener, jakiego mieliśmy - mówi Perez. To w ogóle najlepszy szkoleniowiec Królewskich, choć legendarny Miguel Munoz pracował w klubie 14 lat. Zdobył 14 trofeów, czyli średnio jedno rocznie.

Zidane wywalczył 7 trofeów międzynarodowych i cztery krajowe. Zszokował wszystkich mówiąc, że triumf w La Liga ceni wyżej niż w Lidze Mistrzów. Liga jest dla niego solą piłki, rozgrywki europejskie to święto i przerywnik w ciężkiej pracy. A on wyżej ceni pracę niż rozrywkę. Niby niemowa, a jednak bywa oryginalny.

Dariusz Wołowski





Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje