Reklama

Reklama

Liga Mistrzów: Sporting Lizbona - FC Barcelona 0-1

Po samobójczym trafieniu, FC Barcelona pokonała na wyjeździe Sporting Lizbona 1-0 (0-0) w meczu drugiej kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów.

Liga Mistrzów - sprawdź terminarz, wyniki oraz tabele!

Reklama

Po efektownym zwycięstwie nad Juventusem dwa tygodnie temu, Barcelona przyjechała do Portugalii, aby łatwo i przyjemnie zgarnąć kolejny komplet punktów, wszak w tym kraju nie przegrała od 30 lat.

Sporting nie zamierzał jednak oddawać punktów za darmo. Lizbończycy w pierwszej kolejce wywieźli komplet punktów z gorącego Pireusu i dali sygnał, że nie zadowoli ich rola "przystawki" dla gigantów z Włoch i Hiszpanii.

"Blaugrana", która strojami przypominała bardziej Romę niż drużynę z Katalonii, szybko przejęła inicjatywę. Po wrzutce Lionela Messiego, z ostrego kąta próbował Luis Suarez, ale nie zdołał uderzyć celnie.

"Lwy" nękały Barcelonę skrzydłami. Po jednym z efektownych wejść bocznych obrońców, tuż nad poprzeczką bramki uderzył Cristiano Piccini.

Katalończycy spróbowali zaatakować drużynę Jorge'a Jesusa jej bronią. Kapitalnym podaniem Luisa Suareza obsłużył Sergio Busquets, ale Urugwajczyk, w sytuacji sam na sam, trafił wprost w bramkarza.

Dziewięć minut przed przerwą, na listę strzelców mógł wpisać się Gerard Pique. Stoper Barcelony uderzył głową po wrzutce Messiego z rzutu wolnego, ale rywale zdołali zapobiec nieszczęściu.

Argentyńczyk sam spróbował tuż przed zejściem do szatni, ale jego uderzenie, w ostatniej chwili, ofiarnie zablokował Fabio Coentrao.

Barcelona dopięła swego w olbrzymim zamieszaniu w 49. minucie. Po dośrodkowaniu Messiego z rzutu wolnego, piłkę trącił Luis Suarez, a futbolówka odbita od Sebastiana Coatesa, zaskoczyła Rui Patricio i wpadła do siatki.

Kilka minut później, szansę miał Messi, ale znakomitą interwencję zanotował Jeremy Mathieu, który był bardzo zmotywowany, aby dowieść swojej wartości po tym, jak latem Katalończycy oddali go bez żalu.

Przewaga gości rosła z każdą minutą, ale wynik nie zmieniał się. Messi minimalnie chybił z rzutu wolnego, a Luis Suarez uderzył wprost w bramkarza "Lwów".

Lizbończycy czuli jednak, że są zaledwie gola od niespodzianki. Sił spróbował Bruno Fernandes, który huknął z dystansu, ale świetną interwencję zaliczył Marc-Andre ter Stegen.

Kropkę nad "i" przy zwycięstwie Barcelony mógł postawić Paulinho, ale Brazylijczyk, po znakomitym prostopadłym podaniu od Ivana Rakiticia, trafił w Rui Patricio.

Sporting atakował w końcówce coraz śmielej, ale "Blaugrana" miała bardzo dobrze dysponowanego ter Stegena i nie dała odebrać sobie zwycięstwa.

Dzięki wygranej, Barcelona utrzymała prowadzenie w grupie D. Za trzy tygodnie podejmie Olympiakos Pireus, który przegrał 0-2 z Juventusem Turyn. "Lwy" czeka potyczka ze "Starą Damą".

Kamil Kania

Sporting Lizbona - FC Barcelona 0-1 (0-0)

Bramka: Sebastian Coates (49. - sam.)

Żółte kartki: Martins, Coentrao, Doumbia, Acuna, Piccini, Coates (Sporting), Semedo, Vidal (Barcelona).

Sporting: Rui Patricio - Cristiano Piccini, Sebastian Coates, Jeremy Mathieu, Fabio Coentrao (74, Jonathan Silva) - William Carvalho, Rodrigo Battaglia, Gelson Martins, Bruno Fernandes, Marcos Acuna (73, Bruno Cesar) - Seydou Doumbia (44, Bas Dost).

Barcelona: Marc-Andre ter Stegen - Nelson Semedo, Gerard Pique, Samuel Umtiti, Jordi Alba - Ivan Rakitić, Sergio Busquets, Sergi Roberto (87, Andre Gomes) - Lionel Messi, Luis Suarez (89, Aleix Vidal), Andres Iniesta (80, Paulinho).

Sędzia: Ovidiu Hategan (Rumunia).

Dowiedz się więcej na temat: Liga Mistrzów | sporting lizbona | FC Barcelona

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje