Reklama

Reklama

Liga Mistrzów. Roma - Porto w 1/8 finału

Porto wygrało pięć kolejnych meczów w fazie grupowej, remisując tylko w pierwszej kolejce z Schalke. Roma z kolei ma znakomitą serię po ubiegłorocznej fazie pucharowej - wygrała wszystkie trzy mecze u siebie. To dlatego tak trudno wskazać jednoznacznego faworyta.

Zobacz, kto gra w 1/8 finału Ligi Mistrzów

Reklama

Zresztą, w obydwu ekipach mówią, że to dobre losowanie.

Roma czuje się pewnie, bo nie takie drużyny pokonywała na Stadio Olimpico, gdy w ubiegłym sezonie Liga Mistrzów wkraczała w decydującą fazę. Barcelona wyjechała z Rzymu z bagażem trzech goli, a Liverpool nawet czterech. Czy teraz podobna skuteczność jest możliwa i czy trener Eusebio Di Francesco potraktuje rozgrywki europejskie jako priorytet, skoro w Serie A sytuacja jest niepewna i trzeba będzie do końca walczyć o czołową czwórkę? Oto jest pytanie, choć Włoch zapewnia, że jego drużyna znowu powinna być w tym roku "ambitna".

Tym bardziej, że Porto jest jak najbardziej w zasięgu rzymian, nawet jeśli "Giallorossi" nie będą mogli skorzystać z kontuzjowanych Perrottiego, Undera i przede wszystkim Schicka. Czech nabierał coraz większej pewności siebie, ale kontuzja w ostatnim meczu z Chievo wykluczyła go nie tylko z pojedynku przeciwko Portugalczykom, ale również w kolejnych dwóch spotkaniach ligowych.  

Lepsze wiadomości dotyczą Daniele De Rossiego. 35-letni kapitan Romy wrócił niedawno po trzymiesięcznej kontuzji i trener mówił, że jeśli tylko po ostatnim treningu wszystko będzie w porządku, na pewno zagra. To z kolei oznacza, że w wyjściowej jedenastce najpewniej zabraknie miejsca dla francuskiego mistrza świata Stevena Nzonziego. - Czy mogą grać razem? Mam pewne wątpliwości i dlatego muszę to jeszcze przemyśleć - mówi Di Francesco przed dzisiejszym spotkaniem.

Oczy będą jednak zwrócone przede wszystkim na młodego Nicolo Zaniolo. 19-latek, który latem przyszedł z Interu dał się poznać na razie w Serie A. W Romie tylko Francesco Totti strzelił wcześniej trzy gole, dlatego porównania z legendarnym napastnikiem narzucają się same.

W grze Zaniolo jest jedna charakterystyczna prawidłowość - lubi strzelać gole znanym bramkarzom. W tym sezonie pokonał już reprezentantów Włoch, ostatnio Donnarummę, wcześniej Sirigu. Teraz czas na Ikera Casillasa? Di Francesco tonuje nastroje: - Może zagrać na prawej stronie albo w środku, ale nie będę zdradzał ustawienia.

W każdym razie w Lidze Mistrzów Zaniolo ma statystyki zerowe

Po drugiej stronie trener Sergio Conceicao ma osobiste powody, aby wywieźć ze Stadio Olimpico w Rzymie dobry wynik. W 2000 roku wygrał tam mistrzostwo Włoch, a w sumie w barwach Lazio, największego rywala Romy, wywalczył sześć trofeów. Na konferencji przedmeczowej odżegnywał się wprawdzie od porównań sprzed lat, ale zahaczył Tottiego, swojego wielkiego przeciwnika z tamtych czasów. - Może wie, że pojedynki ze mną nie należą do najprzyjemniejszych - zastanawiał się Conceicao.

Mecz w Rzymie będzie też szczególny dla Pepe. Portugalski obrońca, który w styczniu wrócił do Porto po niemal 12 latach przerwy i czuje się jak w domu z całkiem sporym wynagrodzeniem (250 tys. euro miesięcznie), wraca też do Ligi Mistrzów. Po raz ostatni wystąpił w niej prawie dokładnie rok temu, jeszcze w barwach Besiktasu, gdy Robert Lewandowski wbijał Turkom dwa gole, stając się najskuteczniejszym obcokrajowcem w barwach Bayernu.

Pepe chciałby o tym zapomnieć, a najlepszy sposób to dobry wynik z Romą.

Remigiusz Półtorak

Dowiedz się więcej na temat: Liga Mistrzów | AS Roma | fc porto

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje