Reklama

Reklama

​Liga Mistrzów. Real Madryt przetrwał tornado Chelsea

- Powinniśmy byli rozstrzygnąć mecz w pierwszej połowie - żałował Thomas Tuchel. Real miał ogromne problemy fizyczne, by wytrzymać intensywność gry Chelsea, ale ocalił remis 1-1 dzięki geniuszowi Thibauta Courtoisa i Karima Benzemy. Bitwa o finał Ligi Mistrzów wciąż w apogeum.

Gracze Tuchela poruszali się po boisku Alfredo di Stefano z prędkością dźwięku. W tym sezonie legendarna pomoc Realu Luka Modric, Toni Kroos i Casemiro nie znalazła się jeszcze pod tak ogromną presją. Przebłysk geniuszu Courtoisa utrzymał Królewskich w grze. Timo Werner był sam przed bramkarzem Realu, mógł strzelać, gdzie zechciał. Belg wykazał nadludzki refleks odbijając piłkę nogą.

Real - Chelsea 1-1. Nieprawidłowy gol dla Królewskich?

"To była interwencja z gatunku takich, które rozstrzygają o tym kto zagra w finale Ligi Mistrzów" - skomentował madrycki dziennik "Marca". Zaraz potem Courtois był bezradny w pojedynku z Christianem Pulisicem. Gdyby wtedy było nie 1-0 dla Chelsea, ale 2-0, Królewscy byliby rozbici. To niesamowite, że po remisie 1-1 w meczu u siebie w półfinale Champions League piłkarze Realu zebrali aż tyle pochwał w hiszpańskich mediach.

Reklama

"Przeżyli tornado", "Przetrwali nawałnicę" - takich tytułów i stwierdzeń jest wiele. Drugim z bohaterów Realu był Karim Benzema, który zdobył swojego 71. gola w Lidze Mistrzów. Dogonił inną znakomitość Królewskich Raula Gonzaleza na czwartym miejscu listy strzelców wszech czasów w tych rozgrywkach. Przed nim tylko Ronaldo, Messi i Lewandowski - wszyscy już w tym sezonie liżą rany po odpadnięciu z Champions League.

Gol Benzemy był cudem zręczności, ale nie powinien zostać uznany. Zgrywający mu piłkę Casemiro faulował w wyskoku Cesara Azpilicuetę. Tak ocenił tę sytuację analityk sędziowski dziennika "Marca". Arbiter był innego zdania, puścił grę, a Karim w wielki tłoku przyjął piłkę głową, a potem uderzył przewrotką. Bramkarz Edouard Mendy nie wykonał ruchu. Nie miał w całym meczu drugiego celnego strzału, choć Benzema trafił wcześniej jeszcze piłką w słupek.

"Wciąż żywi!" - ogłasza dziennik "Marca". Chodzi o szanse Królewskich na finał Ligi Mistrzów w Stambule. Rewanż w środę na Stamford Bridge będzie kolejną bitwą. Chelsea poczuła krew faworyta, ale Real był na tyle sprytny i mocny, by nie dać się rozbić w 90 minut. Drugi mecz będzie nową historią. Fani Królewskich znają wiele takich przypadków, w których rywal płacił drogo za to, że w odpowiedniej chwili zawiódł go instynkt mordercy. Tuchel zdaje się to rozumieć. Trener Chelsea wie, że na Alfredo di Stefano była ogromna szansa na wynik lepszy niż 1-1.

Real - Chelsea 1-1. Marzenie Azpilicuety

Tak czy siak sytuacja Chelsea przed starciem za tydzień jest dobra. Tuchel ma szeroką kadrę, która w mniejszym stopniu odczuwa trudy sezonu. Zespół z Londynu gra w takim tempie, że niełatwo dotrzymać mu kroku. W tym piłkarskim tornado, które przetoczyło się przez stadion Alfredo di Stefano zginęła przewaga rutyny, techniki, piłkarskiej ogłady graczy Realu. Królewscy nigdy nie awansowali do finału Pucharu Europy po remisie 1-1 u siebie w pierwszym meczu. Wczoraj nie stracili szans na wyjazd do Stambułu, ale wiedzą, że z tak wymagającym rywalem jak Chelsea jeszcze się w tym sezonie nie mierzyli. 

Tuchela może martwić fakt, że jego najlepszy strzelec Timo Werner nie wykazuje tyle determinacji i skuteczności co Benzema. Zaledwie sześć goli w Premier League i trzy w Lidze Mistrzów pokazuje, że Niemiec, który kosztował 53 mln euro, ma poważny kłopot z adaptacją. To samo Kai Havertz. Za niego Roman Abramowicz zapłacił 80 mln euro. Zmienił Wernera w 66. min starcia z Realem i zdziałał jeszcze mniej. W 10 spotkaniach Ligi Mistrzów tego sezonu nie pokonał bramkarza rywali ani razu.

Rywalizacja Realu z Chelsea o finał jest starciem drużyn z zupełnie innym stadium rozwoju. Beznema, Modric, Casemiro, Varane, Marcelo i inni wygrywali Ligę Mistrzów czterokrotnie, a dziś przy pomocy młodszych: Viniciusa Jr, czy Militao chcą odzyskać miejsce na szczycie, opóźnić proces nieuniknionego starzenia się drużyny. Chelsea wzmocniona tego lata kosztem 247 mln euro rośnie. Kante, Azpilicueta, Rudiger, Jorginho mogą z pomocą nowych osiągnąć coś wielkiego. Noszący opaskę kapitana Azpilicueta przybył na Stamford Bridge w sierpniu 2012 rok, akurat po tym jak Chelsea wygrała Puchar Europy jedyny raz w swojej historii.

Dariusz Wołowski


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje