Reklama

Reklama

Liga Mistrzów. PSG - Manchester City. Nadszedł czas na Golfico

Paris Saint-Germain i Manchester City łączą arabscy właściciele pochodzący z państw leżących nad Zatoką Perską i miliardy dolarów wydane na zbudowanie potęgi obu klubów. Dzieli - odmienna filozofia działania i zimnowojenna rywalizacja państw właścicieli.

Od 2008 roku Manchester City znajduje się w rękach Mansoura bin Zayeda. 13 lat temu ten wszechpotężny szejk ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich kupił angielski klub za 200 milionów funtów. Z kolei dziesięć lat temu, Katarczycy i emir Tamim Ben Hamad al-Thani przejęli Paris Saint-Germain - dzięki mediacji ówczesnego prezydenta i wielkiego kibica PSG Nicolasa Sarkozy’ego. Ostatnie udziały kupili w 2013 roku. Całość transakcji opiewała na ponad 60 milionów euro.

PSG i Manchester City - potęgi zbudowane za miliardy bez triumfu w Europie

Pieniądze jakie szejk i emir poświęcili na zakup klubów nie robią dziś aż tak wielkiego wrażenia w porównaniu ze środkami, jakie przeznaczyli na transfery i kontrakty piłkarzy. Póki nie wprowadzono zasad finansowego fair play, obaj na rynku piłkarskim kupowali bez opamiętania. Cena nie grała roli.

Reklama

City już w pierwszym roku działalności Abu Dhabi United Group zapłaciło 45 milionów euro Realowi Madryt za Robinho. Do dziś kupiło 12 piłkarzy powyżej 50 milionów euro. Najdroższym jest Kevin De Bruyne. Belg został sprowadzony z Wolfsburga za 76 milionów euro. PSG grał na tym polu dużo odważniej. W zespole mistrza Francji gra obecnie dwóch najdroższych piłkarzy w historii piłki nożnej - sprowadzony za 222 miliony euro z Barcelony Neymar i kupiony z Monaco za 145 milionów Kylian Mbappe. Do dziś katarscy właściciele wytransferowali do Paryża ponad 50 piłkarzy. Wartość transferów już dawno przekroczyła miliard dolarów. Deficyt transferowy wynosi na dziś ponad 600 milionów euro.

Zobacz skróty półfinałowych spotkań LM

Sprawdź teraz!

Oba kluby symbolizują finansowe rozpasanie, oba miały kłopoty z zachowaniem reguł finansowego fair play. W wielkim skrócie - wydawały dużo więcej niż mogły zarobić dzięki piłkarskiej działalności. Tę finansową swobodę zapewnili im właściciele z krajów Zatoki Perskiej. City zostało nawet w ubiegłym roku, wykluczone przez UEFA z europejskich rozgrywek, dzięki wynajęciu najlepszych prawników, wywalczyło przed Trybunałem Arbitrażowym uniewinnienie i grzywnę w wysokości 10 milionów euro. PSG dostała wiele pogróżek ze strony UEFA, ale na razie wybroniła się przed podobną co MC karą. Paryżanie od pewnego czasu znacząco ograniczają wydatki. W tym sezonie głównie wypożyczają, a nie kupują piłkarzy. Z trudem, ale jednak próbują podporządkować się europejskim przepisom.

Wielkie pieniądze doprowadziły City i PSG do krajowych trofeów. Od 2008 roku MC czterokrotnie zdobywało mistrzostwo Anglii i w tym roku zmierza po kolejny tytuł. Przedtem ostatni raz było najlepsze w kraju w 1968 roku. W erze katarskiej, PSG niemal zdominowało rozgrywki Ligue 1 - siedmiokrotnie zdobyło mistrzostwo Francji (wcześniej miało na koncie dwa tytuły). Oba kluby wciąż czekają na triumf w Europie. Emir Kataru, przejmując PSG w 2011 roku, zapowiedział, że jego głównym celem jest wygranie Ligi Mistrzów w ciągu dziesięciu lat. W ubiegłym roku paryżanie jedyny raz zagrali w finale tych rozgrywek.

Katar zaistniał dzięki sportowi. ZEA buduje futbolowy holding


Polityczni eksperci nie mają wątpliwości, że inwestycja w piłkę nożną dla obu krajów ma wymiar kulturowy i polityczny, to także element walki dyplomatycznej. Sukcesy City i PSG mają budować pozytywny wizerunek Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Kataru, krajów małych (łącznie  nieco ponad 13 milionów mieszkańców). - Katar zaistniał na scenie dyplomatycznej w regionie i na świecie właśnie dzięki sportowi - mówi w "L'Equipe" Jean-Baptiste Guegan, autor książki "Geopolityka w sporcie".

Katar pokazał krajom arabskim, jak można wykorzystać sport w służbie polityki. Paris Saint-Germain i jego sukcesy są tylko jednym z elementów większej układanki. Pierwszą wielką imprezę sportową Katarczycy zorganizowali w 1995 roku i były to piłkarskie mistrzostwa świata do lat 20. W XXI wieku poszli na całość. Sponsorowali FC Barcelona, kupili PSG, zorganizowali mistrzostwa świata w kolarstwie i lekkiej atletyce i wiele innych mniejszych imprez sportowych. Wprowadzili interesujące projekty szkoleniowe. W 2019 roku Katar po raz pierwszy wygrał piłkarski Puchar Azji. Stworzyli telewizję beIN Sports, która opanowała przede wszystkim rynek arabski, ale ma też silną pozycję w krajach Europy Zachodniej, szczególnie we Francji.

Zjednoczone Emiraty Arabskie nie działają tak agresywnie w świecie inwestycji sportowych, ale organizują Grand Prix Formuły 1 w Abu Dhabi. To Manchester City jest okrętem flagowym ZEA. Ale działalność lidera Premier League nie ogranicza się tylko do Anglii. Były wiceprezes Barcelony Ferran Sorriano, który został dyrektorem wykonawczym w Manchesterze City, namówił szejka Mansoura do stworzenia City Football Group. Do tego holdingu należącego do Abu Dhabi United Group należy nie tylko Manchester City, ale również New York City, Melbourne City, Yokohama Marinos, Montevideo City Torque, Girona, Mumbai City, Sichuan Jiuniu, Lommel SK, Troyes. Dziesięć klubów na czterech kontynentach.

To jest główna różnica między właścicielami PSG i City. Szejk z ZEA buduje piłkarski projekt niemal od podstaw i globalnie. Najlepsi piłkarze z klubów holdingu znajdują się pod stałą obserwacją Pepa Guardioli. W Manchesterze City działa jedna z najlepszych szkółek piłkarskich, gdzie swoich synów pozapisywali gwiazdorzy Manchesteru United. Katarczycy stawiają na wielkie gwiazdy kupowane za duże pieniądze. Dopiero teraz nieco zmienili strategię i ograniczają budżet, ale głównie dlatego, że chcą zatrzymać Neymara i Mbappe. Nadal korci ich, by dokonać jakiegoś spektakularnego transferu. Kuszą przecież Leo Messiego.

Wojna w dyplomacji, bitwa na boisku

Między krajami trwa cicha rywalizacja, która w ostatnich latach była szczególnie gorąca. Zjednoczone Emiraty Arabskie w 2017 roku wraz z Arabią Saudyjską, Bahrajnem, Egiptem znalazły się w koalicji krajów, które zerwały stosunki z Katarem. Posądzały go o kontakt z islamskimi terrorystami. Na początku tego poważnego kryzysu dyplomatycznego hakerzy wysłali w świat fałszywe oświadczenie emira Kataru Tamima Ben Hamada al-Thaniego o wspieraniu Iranu, palestyńskiego Hamasu i libańskiego Hezbollahu. "Washington Post", powołując się na źródła wywiadu amerykańskiego, opublikował informacje, że za cyberatakiem stali hakerzy wynajęci przez ZEA.

Katarczycy zemścili się za ten atak w sporcie. W 2019 roku, podczas organizowanego w Zjednoczonych Emiratach Pucharze Azji, Katarczycy rozbili w półfinale gospodarzy 4-0. Pod koniec meczu lokalni kibice rzucali w piłkarzy z Kataru butami, klapkami, wszystkim co mogli zdjąć z siebie i uderzyć w zawodników ze znienawidzonego kraju. Katar w finale pokonał Japonię 3-1, wygrywając pierwsze w historii reprezentacji trofeum międzynarodowe.

W styczniu tego roku kryzys w stosunkach Kataru z arabskimi sąsiadami został zażegnany. Ten mały kraj, który za półtora roku organizuje mistrzostwa świata, nie mógł sobie pozwolić na tę zimną wojnę. Zwłaszcza że liczy na napływ kibiców z Egiptu i Arabii Saudyjskiej na mundial w 2022 roku.

- Zjednoczone Emiraty są dla Kataru trudnym partnerem. Ale z punktu widzenia piłkarskiego bardziej intensywne i emocjonujące są mecze reprezentacji niż spotkanie City - PSG. Kryzys między krajami został już zażegnany - powiedział dziennikowi "L’Equipe" przed środowym meczem wysoko postawiony dyplomatę z krajów Zatoki Perskiej.

Nieoczekiwanie Europa ma nowy mecz na szczycie, z historią zażartej rywalizacji w tle. W Hiszpanii jest "El Clasico", we Francji "Le Clasico". W Lidze Mistrzów przyszedł czas na Golfico.

Olgierd Kwiatkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje