Reklama

Reklama

Liga Mistrzów. Piotr Czachowski dla Interii: Lazio nie przestraszy się Bayernu Monachium

- Zobaczymy, co w starciu z Lazio zaprezentuje Bayern. Ostatnio Bawarczycy przegrali z Eintrachtem, a wcześniej ledwo uratowali punkt z Arminią. To wręcz niesamowite. Drużyna gra słabo w defensywie. To nie jest ten zespół, który gwarantował zwycięstwa w cuglach na każdym polu w minionej kampanii. Teraz podopieczni Hansiego Flicka przyjadą do Rzymu i staną naprzeciw ekipy, która ma swoje aspiracje - mówi w rozmowie z Interią Piotr Czachowski, były reprezentant Polski, a obecnie komentator w stacji Eleven Sports.

Tomasz Brożek, Interia: Za nami cztery mecze 1/8 finału Ligi Mistrzów, a ich w wyniki były w zdecydowanej większości dość nieoczywiste. Które z rozstrzygnięć zaskoczyło pana najbardziej?

Piotr Czachowski, były reprezentant Polski: - Jeśli popatrzymy na to, co proponowali bukmacherzy, trzeba stwierdzić, że nie wygrywali faworyci. Z drużyn notowanych wyżej od rywala tylko Liverpool wygrał swój mecz, choć jechał do Niemiec z duszą na ramieniu, bo w poprzednich meczach Premier League notował same porażki. Wygrał jednak to najważniejsze spotkanie w ostatnim czasie, rozbijając Niemców.

Nieco mniej szczęścia miała Barcelona...

Reklama

- Katalończycy kolejny raz mnie zaskoczyli, pokazując niemrawy, słaby futbol. Ulegli paryżanom, którzy pokazali wielką klasę i chyba chcieli się zrewanżować za ostatni dwumecz sprzed czterech lat. Przegrali wówczas na Camp Nou 1-6 i zostali wyeliminowani z dalszej gry w Lidze Mistrzów. Tym razem na tym samym stadionie Kylian Mbappe i spółka pokazali, jak silną są drużyną. Nie na tyle jednak silną, by w ostatnim spotkaniu ligowym wygrać z AS Monaco. To wszystko jest bardzo nieobliczalne. Liga Mistrzów jednak wciąż pozostaje Ligą Mistrzów. Po tym co zrobiły ekipy Liverpoolu i PSG, są one faworytami przed meczami rewanżowymi.

Nie wierzy więc pan już w kolejną "remontadę" i awans Barcelony?

- Gdyby to była porażka 1-2, jeszcze byłbym w stanie uwierzyć w to, co zobaczyliśmy w 2017 roku. Ale nie przy takiej grze Barcelony, oj nie. To nie ten sam sezon, nie ci sami zawodnicy. Spójrzmy chociażby na grę "Barcy" w ostatnim spotkaniu ligowym z Cadiz FC - minimalizm, niewykorzystane sytuacje, a później rzut karny dla rywala i w rezultacie utrata punktów z ekipą, która broni się przed spadkiem.

Warto zaznaczyć, że ekipa z Kadyksu już wcześniej w tym sezonie "urwała" punkty Barcelonie.

- Tak, poprzednio Katalończycy przegrali 1-2. Tym razem mieli świetną okazję, zwłaszcza, że Atletico Madryt przegrało z Levante 0-2. Mogli więc nieco podgonić lidera ze stolicy. Real wykorzystał potknięcie rywala, Barcelona nie, kolejny raz demonstrując słabą postawę. Ten sezon generalnie jest dziwny. My, kibice, nie jesteśmy przyzwyczajeni do takich rezultatów zespołów, które jeszcze w nie tak odległym czasie potrafiły cieszyć oko, grać bardzo ładnie. W tym momencie tak nie jest. Leo Messi, Antoine Griezmann i pozostali piłkarze muszą wziąć się solidnie do roboty. Wielkim błędem było oddanie do Atletico Madryt jednego ze swoich najlepszych piłkarzy - Luisa Suareza. Dodatkowo "Barca" wciąż mu płaci, a Urugwajczyk strzela jak na zawołanie w drużynie wielkiego rywala. Atletico wprawdzie nie wygrało dwóch ostatnich spotkań z Levante, ale spora część piłkarzy była po zakażeniu koronawirusem, wśród nich młodziutki Joao Felix. Portugalczyk to objawienie oraz jeden z tych zawodników, którzy mają tworzyć zagrożenie do spółki z Suarezem. Wracając jednak do Barcelony - choć to nietypowy sezon i w rewanżach wszystko może się zdarzyć, nie wierzę w awans "Blaugrany". Ekipa z Camp Nou musi już zapomnieć o triumfie z Lidze Mistrzów.

Tego jeszcze nie widziałeś! Sprawdź nowy Serwis Sportowy Interii! Wejdź na sport.interia.pl!

Znacznie bardziej napięta zdaje się być sytuacja przed rewanżami w dwóch pozostałych parach, o których jeszcze nie wspomnieliśmy.

- Tak i mieliśmy tam dwie kolejne niespodzianki. FC Porto ograło Juventus, a Borussia Dortmund pokonała Sevillę. Sevillę, która grała kapitalnie i straciła zaledwie jedną bramkę w pięciu ostatnich meczach ligowych. Borussia natomiast była pogrążona w kryzysie, ale ma Erlinga Haalanda, który potrafi w jednej sytuacji strzelić dwie bramki. Tak też się stało. Borussia zagrała kapitalny mecz. Lubię oglądać ligę niemiecką. Patrzę, jak dortmundczycy swoimi ostatnimi występami zaskakują "in minus". To jednak drużyna, która potrafi grać z lepszymi drużynami i świetnie czuje się w kontrze. Tak było chociażby w Lipsku, gdzie piłkarze BVB wygrali 3-1. Z Sevillą Borrussia pokazała cały wachlarz swoich umiejętności piłkarskich. Hiszpanie są jednak w stanie zaprezentować swoją siłę. Mimo porażki 2-3 mają na tyle mocny zespół, że mogą odgryźć się Niemcom na ich terenie. 

A co z Juventusem? Bramka Federico Chiesy strzelona w końcówce wyjazdowego starcia z FC Porto sporo zmienia przed rewanżem.

- "La Gazzetta dello Sport" nazwała nawet trafienie Włocha "złotą bramką". Oby miała ona swoje potwierdzenie w meczu rewanżowym. Juventus ma o czym myśleć. Awansował do finału Pucharu Włoch, w którym zmierzy się z Atalantą, musi odrobić straty w Lidze Mistrzów i gonić w tabeli Serie A Inter, który pokonał w niedzielnych derbach Mediolanu AC Milan i ucieka spod kontroli turyńczyków.

W niedzielę na boiskach Serie A świetnie poradziła sobie także wspomniana już Atalanta, rozbijając 4-2 SSC Napoli Piotra Zielińskiego, który zdobył piękną bramkę. Drużyna z Bergamo może być czarnym koniem rozgrywek i ograć borykający się ze sporymi problemami kadrowymi Real Madryt?

- Tak wszyscy mówią, powtarzając, że "kiedy jak nie teraz". To bardzo nieprzychylny czas dla piłkarzy. Real jest obecnie wiceliderem La Liga i traci trzy punkty do pierwszego Atletico, ale podobnie jak "Barca" jest w niezbyt dobrej formie. Wszyscy czekają zapewne na powrót Karima Benzemy, którego zabrakło ostatnio w starciu z Realem Valladolid. Nie ma go na liście powołanych na mecz z Atalantą. Zinedine Zidane może więc mieć sporo problemów z zatrzymaniem rozpędzonego przeciwnika. Rozpędzonego to może zbyt duże słowo, ale druga połowa meczu z bardzo osłabionym Napoli pokazała, że tacy zawodnicy jak Luis Muriel czy Duvan Zapata potrafią wykorzystać każdą okazję. Od dłuższego czasu dobrze prezentuje się również Robin Gosens, zamykając każde dośrodkowanie z przeciwległej strony boiska. Potrafi się znaleźć tam, gdzie powinien być i zdobywa bramki.

Nie zapominajmy, że ewentualna gra w ćwierćfinale Champions League to dla Atalanty nie pierwszyzna.



- Zgadza się. W minionym sezonie Atalanta grała w Lidze Mistrzów nie na stadionie w Bergamo, a na San Siro w Mediolanie. Tam zmierzyła się z Manchesterem City, remisując 1-1. Ten punkt tak napędził drużynę, że później wyszła ona z grupy i zaszła właśnie do ćwierćfinału, gdzie przegrała w ostatnich minutach meczu z PSG. Później paryżanie dotarli do finału i uznali wyższość Bayernu. Atalanta na pewno będzie w stanie przeciwstawić się Realowi. To drużyna, która lubi atakować bramkę, gra szybko i zdecydowanie do przodu. To jednak nie usprawiedliwi Realu Madryt po ewentualnej porażce. W ekipie "Królewskich" grają w końcu profesjonaliści, którzy zarabiają ogromne pieniądze. One oczywiście się im należą, bo ciężko pracują, są najlepsi i grają w topowym klubie. Mając to wszystko na uwadze, wciąż pozostają wielkim Realem Madryt, który na pewno będzie się liczył w tym dwumeczu. Ekipa "Zizou" już pokazała się z dobrej strony na ziemi włoskiej, grając w fazie grupowej z Interem. Real wygrał 2-0, choć pomogła mu też głupota, jaką wykazał się Arturo Vidal, oglądając czerwoną kartkę w 33. minucie meczu. Atalanta chyba się troszeczkę mocniej postawi. Jej trener Gian Piero Gasperini narzeka jednak na natłok rozgrywanych spotkań. To wszystko się kumuluje, wywołując sporą liczbę kontuzji. Ale cóż, takie jest życie piłkarza. 

Inna włoska ekipa - Lazio - zmierzy się z Bayernem Monachium. To starcie szumnie zapowiadanie jako pojedynek Roberta Lewandowskiego z Ciro Immobile, który w poprzednim sezonie "skradł" Polakowi Złotego Buta. Sam Polak najprawdopodobniej wciąż o tym pamięta i ma tę myśl z tyłu głowy. Takie spojrzenie na włosko-niemiecką potyczkę jest słuszne czy jednak stanowi pewne spłycenie dyskusji o czekającym nas dwumeczu?

- Podobną sytuację mieliśmy w niedzielnych derbach Mediolanu. Tam Romelu Lukaku mierzył się ze Zlatanem Ibrahimoviciem. Musimy więc zwrócić uwagę na naszego Roberta Lewandowskiego, który będzie walczył z Ciro Immobile o kolejne trafienia, ale i zwycięstwo. Jest to niewątpliwie pewien dodatkowy smaczek.

Bayern przystąpi do rywalizacji po dwóch bolesnych wpadkach w Bundeslidze.

- I zobaczymy, co zaprezentuje. Ostatnio Bawarczycy przegrali z Eintrachtem, a wcześniej ledwo uratowali punkt z Arminią. To wręcz niesamowite. Drużyna gra słabo w defensywie. To nie jest ten Bayern, który gwarantował zwycięstwa w cuglach na każdym polu w minionej kampanii. Teraz podopieczni Hansiego Flicka przyjadą do Rzymu i staną naprzeciw ekipy, która ma swoje aspiracje. Nie są one związane z walką o mistrzostwo, bo to niemożliwe. Lazio ma zbyt krótką ławkę rezerwowych, co będzie przeszkadzało trenerowi Simone Inzaghiemu w walce o czołowe miejsca, ale czwarta lokata w Serie A jest jak najbardziej realna.

W tych ostatnich potknięciach Bayernu Lazio powinno wypatrywać swojej szansy?

- Rzymianie na pewno nie boją się tego, że przyjeżdża silny Bayern. Tu trzeba nadmienić, że Bawarczycy zagrają bez Thomasa Muellera i Serge'a Gnabry'ego, co w pewnym stopniu osłabi zespół z Monachium. Gospodarze będą chcieli wykorzystać każdą nadarzającą się okazję. Lazio potrafi świetnie grać z kontrataku. W ofensywie ma takich piłkarzy jak Immobile oraz Joaquin Correa, którzy są niezwykle szybcy i są w stanie sprawić problemy defensywie Bayernu. Przewagę za to na pewno będzie mogła stworzyć druga linia mistrzów Niemiec. Jest ona silna, bardzo mobilna i często daje przewagę. Futbol to jednak sport bardzo niewymierny. W rywalizacjach takich jak ta, o której rozmawiamy, będą decydowały detale i szczegóły. Jeden minimalny błąd przy wyprowadzeniu piłki może przesądzić sprawę. Takie sytuacje trzeba wykorzystywać, bo może ich nie być zbyt wiele. W ostatnich meczach Bayern traci bardzo dużo bramek. Remis z Arminią i porażka z Eintrachtem, który jest rozpędzony do granic swoich możliwości, na pewno dają nadzieję drużynie z Włoch. Lazio ograło już w fazie grupowej Ligi Mistrzów 3-1 Borussię Dortmund. Na początku rozmowy wspominaliśmy o niespodziankach, może do kolejnej dojdzie na Stadio Olimpico. Wszak za tę nieobliczalność wszyscy kochamy piłkę nożną, choć nie zawsze cieszą nas zaskakujące wyniki. Każdy ma swoją ulubioną drużynę. W Polsce wiele osób ze względu na Lewandowskiego będzie prawdopodobnie wspierało Bayern.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

A pan ma w stawce swoją ulubioną drużynę lub po prostu faworyta do sięgnięcia po "uszaty puchar"?

- Tak, mam, ale moja drużyna w pierwszym meczu przegrała 1-4. Zawsze kibicowałem, kibicuję i będę kibicował Barcelonie. Od dawna lubiłem patrzeć na grę Andresa Iniesty, Xaviego, Messiego i Gerarda Pique. Wciąż wspieram piłkarzy z Camp Nou, ale po Ligę Mistrzów w tym sezonie na pewno nie sięgną. W Barcelonie jest zbyt dużo problemów - walka o władzę, złe zarządzanie, nowy trener, który stara się to wszystko poukładać, a Messi nieuchronnie zbliża się do końca kariery, podobnie jak Cristiano Ronaldo. Dziękujemy im za to, że żyjemy w ich czasach, mogliśmy podziwiać i wciąż podziwiamy to, co robią. To jak finalizują ataki i asystują przy bramkach, to coś pięknego. Dali nam mnóstwo radości. Dochodzimy jednak do punktu, w którym zaczyna się schyłek tych dwóch królów piłki nożnej. Objawiają się nowe bestie w postaci Haalanda i Mbappe. To nowe gwiazdy, które już pokazały, jak wiele potrafią. Trzeba coraz bardziej przyzwyczajać się do tych nazwisk.

Liga Mistrzów - wyniki, terminarz, strzelcy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje