Reklama

Reklama

Liga Mistrzów. Manchester City - Borussia Dortmund 2-1 w 1/4 finału. Faworyt minimalnie lepszy

Manchester City pokonał Borussię Dortmund 2-1 w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów. Przez większość meczu "Obywatele" prowadzili skromnie 1-0, a w końcówce musieli jeszcze włożyć sporo wysiłku, by ostatecznie mecz wygrać.

Faworytem zwłaszcza pierwszej odsłony ćwierćfinałowego starcia był Manchester City - ale Pep Guardiola ani razu nie poprowadził Manchesteru City do półfinału Ligi Mistrzów. Wątpliwości istniały, zwłaszcza że po stronie Borussii Dortmund grał bramkostrzelny Erling Haaland.

BVB początkowo głęboko ustawiało się w obronie i próbowało kontrataków, kilka z nich było całkiem udanych i to właśnie goście jako pierwsi oddali celny strzał na bramkę rywali. Zrobił to aktywny, zaledwie 17-letni Jude Bellingham, drugi najmłodszy gracz w historii rozgrywek na tym poziomie (1/4 finału).

To jednak "Citizens" wyszli na prowadzenie i to za sprawą błędu przeciwników. Emre Can źle podawał na środkowym kole boiska, po czym szarże z piłką w kierunku pola karnego wykonał Kevin De Bruyne. 

Kapitan gospodarzy zrobił sprintem przewagę, co prawda nie wyszło późniejsze dogranie Phila Fodena do Riyada Mahreza, ale na końcu piłka znów znalazła się przy nogach Belga w polu karnym i to on zakończył tę ofensywę skutecznie, golem na 1-0.

Reklama

Od tego momentu do końca pierwszej połowy miały miejsce dwie kontrowersyjne sytuacje. W pierwszej sędzia użył nawet gwizdka i podyktował rzut karny, ale później wycofał się ze swojej decyzji. Dzięki analizie VAR ustalono, że Emre Can nie kopnął w twarz Rodriego.

Po drugiej stronie boiska Bellingham pędził już z futbolówką wcześniej odebraną bramkarzowi Edersonowi, ale arbiter uznał, że zagrywał on nakładką. Nie było nie tylko gola, ale pojawiła się nawet żółta kartka za niebezpieczne wejście Anglika.

W drugiej połowie na krótko "zapachniało" niespodzianką

Zaraz po starcie drugiej połowy BVB miało szansę na wyrównanie. Wymarzona akcja, bo szybkie przejście z obrony do ataku umożliwiło pojedynek bark w bark Haalandowi. Wygrał to starcie z Rodrim, ale stracił równowagę i przez to jego strzał został obroniony.

Nie próżnowali też "Obywatele", którzy polowali na drugiego gola, dającego więcej komfortu. De Bruyne do bramki omal nie dołożył asysty, po tym jak pomylił się Mats Hummels, belgijski pomocnik wystawił do Fodena, a ten pomylił się fatalnie strzelając z bliska wprost w golkipera.

Wynik uległ w końcu zmianie, a cieszyli się goście. Udział w akcji bramkowej wzięli najlepsi tego dnia na boisku po stronie BVB, czyli Bellingham, Haaland, a końcowy akcent postawił w polu karnym Marco Reaus. Kapitan niemieckiej drużyny wykończył sytuację wyrównując na 1-1.

Gdyby takim rezultatem zakończyło się spotkanie, City miałoby prawo czuć rozczarowanie. Wiele akcji skonstruował, ale tez zmarnował mający spore pokłady energii aż do końcówki Foden. W końcu los "wynagrodził" mu to, szansą na przechylenie szali w końcówce.

Stało się tak także za sprawą fenomenalnej wrzutki De Bruyne, pomyłki w kryciu Thomasa Meuniera, a także dobrze udzielonej pomocy i asyście Ilkaya Guendogana. Foden strzelił z ostrego kąta i ustalił wynik meczu na 2-1 dla gospodarzy. Rewanż odbędzie się 14 kwietnia.

MR

Reklama

Reklama

Reklama