Reklama

Reklama

Liga Mistrzów. Liverpool - Real Madryt. Najlepsza drużyna świata?

​- Wszyscy się na nas skarżą, ale to normalne, bo jesteśmy najlepszą drużyną świata - powiedział lider Realu Madryt Luka Modrić przed rewanżem z Liverpoolem w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Dziś na pustym Anfield Road Królewscy muszą utrzymać dwa gole przewagi z pierwszego meczu.

Juergen Klopp przeprosił za swoją ironiczną uwagę dotyczącą gry na stadionie Alfredo di Stefano. Osiem dni temu niemiecki trener Liverpoolu był rozczarowany, że ćwierćfinał Ligi Mistrzów odbędzie się na boisku treningowym Realu Madryt. Wykorzystując okres, w którym z powodu pandemii trybuny i tak są puste, prezes Florentino Perez zarządził przebudowę Santiago Bernabeu. W tym czasie drużyna gra w Valdebebas, w swoim ośrodku treningowym.

Liverpool-Real. Modric żałuje kibiców

Uwaga Kloppa wywołała w Madrycie kontrowersje i sporo złych emocji. Nie miało to wpływu na Real, który pokonał Liverpool 3-1 grając być może najlepszy mecz w sezonie. W rewanżu The Reds opierają swoje nadzieje na golu Mohameda Salaha. - Niech się Real przedwcześnie nie cieszy, rywalizacja o półfinał wciąż nie jest zakończona - przestrzega trener Liverpoolu.

Reklama

Analogie są złudne. Z punktu widzenia kibiców mistrza Anglii najłatwiej odwołać się jednak do półfinału Ligi Mistrzów sprzed trzech lat. Drużyna Kloppa przegrała wtedy pierwszy mecz w Barcelonie 0-3, by w rewanżu odrobić straty (4-0) i pojechać na finał. Od tamtej pory wszystko się jednak zmieniło.

Trybuny Anfield wrzały w 2018 roku jak kocioł z gorącą wodą, co dodało piłkarzom 15 procent sił. Teraz legendarny stadion będzie pusty, czego żałują nawet gracze Realu. - Atmosfera na trybunach Liverpoolu zawsze była niepowtarzalna - mówi Modric. Poznał ją jako piłkarz Tottenhamu.

Kibice nie będą mieli szansy wesprzeć drużyny walczącej o przetrwanie w Lidze Mistrzów. Jak ogromne znaczenie ma doping pokazuje przerwana właśnie fatalna passa Liverpoolu w meczach u siebie. Na Anfield piłkarze Kloppa przegrali sześć kolejnych meczów w Premier League i dopiero w ostatnią sobotę pokonali Aston Villę 2-1. Taki wynik z Realem wciąż nie da im awansu.

Królewscy to drużyna znacznie dojrzalsza od Aston Villi. W sobotę pokonała Barcelonę 2-1 w el Clasico. Pewność siebie w graczach Zinedine’a Zidane’a wzrosła, bo okazuje się, że nawet Sergio Ramosa i Raphaela Varane’a da się zastąpić. Obaj są zakażeni koronawirusem, nie grali już jednak ani w pierwszym meczu z Liverpoolem, ani z Barcą. Mimo wszystko Królewscy spisali się bardzo dobrze. Pomoc Modric-Toni Kroos-Casemiro znów zadziwia kibiców w Europie. Jak w latach 2016-2018, gdy Real był najlepszy w Lidze Mistrzów przez trzy kolejne sezony.

Liverpool-Real. Jest życie bez Ramosa

W starciu z Barceloną kontuzji doznał Lucas Vazquez i nie wróci do gry w tym sezonie. Ale tamten mecz Real kończył z ośmioma nominalnymi rezerwowymi. Nie dał sobie jednak wydrzeć zwycięstwa. Fede Valverde został bohaterem akcji, po której wspaniałą bramkę na 1-0 zdobył Karim Benzema. To dla niego przepustka na Anfield?

Największa zmiana w stosunku do 2018 roku zaszła jednak w formie Liverpoolu. Wtedy piłkarze Kloppa unosili się nad boiskiem. Grali z intensywnością niedostępną i wyniszczającą dla rywali. Teraz Liverpool zszedł na ziemię. Salah, a przede wszystkim Sadio Mane i Roberto Firmino nie budzą przerażenia. W 40 spotkaniach tego sezonu Mane zdobył 12 bramek, Firmino o połowę mniej. W pierwszym meczu z Realem Brazylijczyk wylądował na ławce rezerwowych, ale zastępujący go Diogo Jota nie zdziałał nic.

"Dawaj pluskwo, pożerasz go" - krzyczał z trybun kapitan Sergio Ramos do Viniciusa Jr. Osiem dni temu 20-letni Brazylijczyk grał swój życiowy mecz w Realu. Trent Alexander-Arnold z Liverpoolu uchodzi za jednego z najlepszych prawych obrońców w Europie. Vinicius Jr robił z nim w pierwszym meczu co chciał. Po jednym z fauli Anglika przepraszał Brazylijczyka nawet Klopp. Forma Viniciusa eksplodowała w najlepszym momencie sezonu. Jedna jego szarża na Anfield i sytuacji Liverpoolu może się stać ekstremalnie trudna. A przecież jeszcze niedawno Brazylijczyk grał chaotycznie, pudłował pod bramką, przypominał jeźdźca bez głowy. Zdesperowany Benzema namawiał kolegów z Realu, by jak najrzadziej podawali do niego.

Zespół Kloppa wciąż stać na rzeczy wielkie. Wygrana 2-0 i awans do półfinału nie jest poza jego zasięgiem. Musi zagrać o dwie klasy lepiej, szybciej, agresywniej niż na Alfredo di Stefano. - My nie przyjechaliśmy do Liverpoolu, żeby się bronić. Nie przyjechaliśmy nawet po remis, ale po zwycięstwo - przekonuje Modric.

Ze słów 35-letniego Chorwata bije pewność siebie. Wciąż jest jednym z najlepszych pomocników w Europie. Obok ma regularnego jak zegarek Kroosa - najlepszego gracza pierwszego meczu z Liverpoolem. Po porażce w el Clasico trener Barcelony Ronald Koeman protestował. Uważał, że w 84. minucie sędzia Gil Manzano powinien podyktować karnego dla jego drużyny. Modric pytany o słowa Kloppa i Koemana powiedział, że to normalne, iż rywale skarżą się. - Jesteśmy przecież najlepszą drużyną świata. Żadne słowa nie umniejszą naszej historii - dodał.

Real wygrał Puchar Europy 13 razy. Liverpool 6. Jeśli chodzi o osiągnięcia to para wagi ciężkiej.

Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL