Reklama

Reklama

Liga Mistrzów. Kto wygra i dlaczego znowu Real Madryt?

W jedenastu ostatnich edycjach Ligi Mistrzów Real Madryt docierał do półfinału dziewięć razy. Chelsea, PSG i Manchester City w sumie tylko siedem. Czy to daje "Królewskim" przewagę?

W 27. minucie pierwszego meczu z Liverpoolem w ćwierćfinale, Vinicius Junior podbiegł do Toniego Kroosa, podniósł ręce, a potem skłonił się do ziemi. 20-latek dziękował koledze za ponad 50-metrowe podanie, które zamienił na pierwszą bramkę dla Realu Madryt. - Straty dwóch kolejnych goli mogliśmy uniknąć, pierwszego się nie dało - skomentował trener "The Reds" Juergen Klopp.

Liga Mistrzów. Kroos widzi więcej

Statystyki wskazują, że Kroos to jeden z najlepszych specjalistów w Europie od przenoszenia piłki z własnej połowy w okolice pola karnego przeciwnika. Przy czym gra z celnością podań powyżej 90 procent, zaliczając w każdym meczu minimum 80 kontaktów z piłką. W filmie nakręconym o nim kilka lat temu powiedział: - Kluczowe jest to, żebym wiedział, co chcę zrobić z piłką, zanim ona do mnie dotrze.

Reklama

Komentujący mecze dla Sky Alessandro del Piero zwraca uwagę na harmonię, która przez 5,5 roku wspólnej gry wytworzyła się w pomocy Realu Madryt. Kroos, Modrić i Casemiro są wobec siebie solidarni, sprawiają, że "Królewscy" zdobywają przewagę w środku boiska. Modrić mówił przed rewanżem z Liverpoolem, że mając u boku Kroosa czuje się komfortowo. Trzykrotnie wygrywali razem Ligę Mistrzów. Takiego doświadczenia nie ma nikt w Europie.

Real wciąż nie jest faworytem bukmacherów w tej edycji Ligi Mistrzów, ale trudno uniknąć wrażenia, że przytłacza innych swoją historią. Także tą najnowszą. Od sezonu 2010-2011 aż dziewięć razy grał w półfinale najważniejszych rozgrywek. PSG, Manchester City i Chelsea wspięli się na ten poziom w sumie zaledwie siedmiokrotnie. "Królewscy" wznosili Puchar Europy 13 razy, ich półfinałowi rywale zaledwie raz - Chelsea w 2012 roku. Historia ma mały wpływ na teraźniejszość? Hiszpanie wierzą, że jest wręcz przeciwnie.

Kiedy Real grał finał Ligi Mistrzów z Atletico na San Siro w 2016 roku, podzieleni, jeśli chodzi o sympatie, dziennikarze z Madrytu zgodni byli z jednym: "los stanął po stronie większych". Sformułowanie z pozoru mętne, hiszpańscy koledzy po fachu wyjaśniali mi w ten sposób. Po pierwsze, gol dla Realu padł ze spalonego, przyznał to po latach angielski sędzia Mark Clattenburg. Po drugie, mając karnego Antoine Griezmann kopnął piłką w poprzeczkę. Po trzecie, w serii jedenastek zawiódł tylko obrońca Atletico Juanfran. - No i co z tego? - dopytywałem. Takie rzeczy zdarzają się w każdym meczu.

Zdaniem dziennikarzy hiszpańskich, z którymi wtedy rozmawiałem, w pojedynku wagi ciężkiej nogi drżą tym, którzy mają więcej do stracenia. A i decyzje sędziowskie faworyzują zwykle wielkie firmy. Dla Realu gra w finale Ligi Mistrzów jest czymś naturalnym, dla Atletico historyczną, niepowtarzalną szansą. Potwierdza to statystyka. "Królewscy" wygrali siedem ostatnich finałów Pucharu Europy, w których grali, Atletico przegrało wszystkie trzy. Raz po powtórzonym meczu (1974), raz po dogrywce (2014), raz po karnych (2016). Zawsze brakowało niewiele, ale jednak brakowało. To rodzi martyrologiczną tradycję. W każdych innych rozgrywkach (liga hiszpańska, Puchar i Superpuchar Hiszpanii) drużyna Diego Simeone potrafiła wygrywać z Realem, tylko w Lidze Mistrzów regularnie dostawała od nich łupnia.

Liga Mistrzów. Co da ci Real Madryt?

Nie znaczy to oczywiście, że "Królewscy" zdobędą w tym roku 14. tytuł najlepszej drużyny Europy. Modrić, Kroos, Casemiro i reszta graczy Zinedine’a Zidane’a wie, jak wygrywa się Ligę Mistrzów. Ich rywale są nowicjuszami na tym poziomie, choć Neymar wygrywał rozgrywki z Barceloną w 2015 roku.

Real będzie faworytem półfinału z Chelsea, a gdy uda mu się pojechać na finał do Stambułu, jego przewaga doświadczenia nad PSG lub Manchesterem City będzie kolosalna. Ani jeden, ani drugi z petrodolarowych klubów z Paryża i Manchesteru nigdy nie wygrał rozgrywek, w których "Królewscy" czują się bardzo pewnie.

Wydawało się, że w 2018 roku era Kroosa, Modricia i Casemiro przeminęła. Po wygraniu finału w Kijowie z Liverpoolem drużyna Zidane’a była syta i znużona. Straciła dwa największe symbole. Zidane podał się do dymisji, Cristiano Ronaldo znalazł sobie nowe wyzwanie z Juventusem. Minęły trzy kolejne lata i CR7 nie wrócił do półfinału Ligi Mistrzów. "Królewscy" dwa razy przepadli już w 1/8 finału, przed rokiem z Zidane’em, który wrócił na ławkę. Minął kolejny rok i dwaj panowie po trzydziestce: Kroos i Modrić mają szansę na piąty w karierze triumf w Champions League. Wiedzieli co robią, gdy opuszczali Bayern i Tottenham. By przenieść się na Santiago Bernabeu Chorwat nawet strajkował w Londynie.

Jaki wpływ na ich decyzje miały pieniądze? Real płaci swoim zawodnikom relatywnie niskie pensje. To było ustawicznym powodem do frustracji dla CR7, który miał znacznie niższą gażę niż rywalizujący z nim o tytuł numeru 1 na świecie Leo Messi w Barcelonie. Dwoma najwyżej opłacanymi graczami Realu są dziś Gareth Bale i Eden Hazard - obaj nie dają zespołowi absolutnie nic. Pierwszy jest wypożyczony do Tottenhamu, drugi notorycznie się leczy.

Wyniki, tabele, terminarz Ligi Mistrzów znajdziesz tutaj!

Zachęcając Kyliana Mbappe do przenosin z Parc des Princes w Paryżu na Santiago Bernabeu dziennikarz madryckiej "Marki" pisał: "Real nie da ci takiej pensji jak PSG, ale da ci coś więcej".

Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje