Reklama

Reklama

Liga Mistrzów. Keylor Navas - niechlubny bohater z krainy wulkanów

Kostarykański bramkarz Keylor Navas był na Allianz Arena w Monachium bohaterem PSG w stopniu nie mniejszym niż Neymar i Mbappe. Obronił 10 strzałów graczy Bayernu w wygranym 3-2 pierwszym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów. A przecież przeżywa ciężkie chwile. W ojczyźnie ciąży na nim poważne oskarżenie.

Thomas Mueller się wściekał. Przekonywał, że gdyby wynik zamiast 2-3, brzmiał 6-3, lepiej oddawałby przebieg pierwszego meczu Bayernu z PSG w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Bawarczycy oddali 30 strzałów z czego 12 celnych. Przy padającym śniegu, śliskiej piłce Keylor Navas udowodnił, że zasługuje na przydomek "Pantera". Kostarykanin wypadł znakomicie na tle najlepszego bramkarza świata Manuela Neuera, który obronił zaledwie jeden strzał drużyny z Paryża. Tego wieczoru to Navas zrobił różnicę. 

Sąd nad Navasem

A przecież okres przeżywa ciężki. W Kostaryce oskarżają go o planowanie porażek drużyny narodowej, by pozbyć się kolumbijskiego selekcjonera Jorge Luisa Pinto. Były prezes kostarykańskiej federacji zeznał, że Keylor namawiał go do zaaranżowania trzech kolejnych porażek, bo w kontrakcie Pinto był zapis, że po tak złej serii automatycznie traci posadę. Sprawa jest sensacyjna, dotyczy największego sukcesu w historii kostarykańskiej piłki na mundialu w Brazylii w 2014 roku. Pinto doprowadził drużynę do ćwierćfinału, ale właśnie podczas mistrzostw popadł w konflikt z piłkarzami. Ci chcieli się go pozbyć. Rozmawiali o tym z działaczami już w Brazylii. Ostatecznie celowo przegrywać nie było trzeba, bo po MŚ Pinto odszedł do pracy z kadrą Hondurasu. Sprawa wypłynęła, gdy Navas, a także dwaj inni gracze Bryan Ruiz i Celso Borges podali do sądu za zniesławienie dwóch działaczy kostarykańskiej federacji. Keylor jest kapitanem drużyny narodowej. Śledztwo trwa.

Reklama

Historia Navasa jest opowieścią o chłopaku z peryferii, który drogę na szczyt miał krętą i długą. 185 cm wzrostu to mało jak na bramkarza. Manuel Neuer jest wyższy o 9 cm. W liczącej 5 mln mieszkańców Kostaryce piłka nożna jest sportem numer 1, ale równiny występują tylko na wybrzeżu, lub w dolinach rzek. To kraj górzysty, z wieloma wulkanami, wciąż aktywnymi. W wielkiej piłce nigdy się nie liczył.

Keylor pochodzi ze stołecznego San Jose w centrum kraju między wybrzeżem Pacyfiku i wybrzeżem karaibskim. Z Deportivo Saprissa zdobył sześć tytułów mistrza kraju i wygrał Ligę Mistrzów strefy Concacaf, dzięki czemu w 2005 roku pojechał na mundial klubów (był rezerwowym). Pięć lat później w wieku 23 lat kupiło go drugoligowe hiszpańskie Albacete, w którym dwie dekady wcześniej bronił jego rodak Gabelo Conejo. Klub spadł jednak do III ligi, na szczęście w kontrakcie Navasa był zapis, że nie może grać poniżej II ligi.

Albacete wypożyczyło go do Levante, które wykupiło go za 150 tys euro. Pierwszym bramkarzem w klubie z Walencji był Urugwajczyk Gustavo Munua. Navas dostał szansę, by olśnić Hiszpanię dopiero w sezonie 2013-2014. On, Thibaut Courtois z Atletico Madryt i Willy Caballero z Malagi zostali nominowani do nagrody dla najlepszego bramkarza Primera Division, którą ostatecznie przyznano Kostarykaninowi.

Mundial w Brazylii to było prawdziwe szaleństwo. Kostaryka trafiła do grupy z Anglią, Włochami, Urugwajem i zajęła w niej pierwsze miejsce. W boju w ćwierćfinał pokonała Greków po serii rzutów karnych i na koniec także po loterii jedenastek odpadła z Holandią. Krok od strefy medalowej. Navasowi przyznano złote rękawice dla najlepszego bramkarza mistrzostw świata.

Wtedy Real Madryt zapłacił za niego 10 mln euro. Debiutował na Stadionie Narodowym w Warszawie w sparingu z Fiorentioną (1-2), ale nikt nie wyobrażał sobie, że wygra rywalizację z kapitanem Ikerem Casillasem, z którym Królewscy wygrali właśnie "La Decima" - dziesiąty w historii Puchar Europy. Navas został pierwszym bramkarzem Królewskich dopiero w sezonie 2015-2016, gdy trenerem został Rafael Benitez. I to też przez pomyłkę.

Prezes Realu szuka lepszego bramkarza

Dla Florentino Pereza nigdy nie był wystarczająco dobry. 31 sierpnia 2015 roku prezes Realu chciał go wymienić z dopłatą na Davida de Geę z Manchesteru United, ale skończyło się na kompromitacji, bo dokumenty nie trafiły do siedziby władz ligi hiszpańskiej przed zamknięciem okna transferowego.

Kostarykanin się nie obrażał. Wygrał z Realem Ligę Mistrzów trzy razy. W finale 2018 roku Perez przekonał się jak ważna jest rola gracza stojącego między słupkami, gdy obiecujący niemiecki bramkarz Loris Karius zawalił Liverpoolowi dwa gole. Tymczasem Keylor bronił jak w transie.

Nie zmieniło to postanowienia prezesa Realu, który zapłacił 35 mln euro Chelsea za Courtoisa. Navas przesiedział sezon na ławce, a potem za 15 mln euro przeniósł się do PSG. W Parku Książąt jest w końcu doceniany. Po wyeliminowaniu Barcelony w 1/8 finału Ligi Mistrzów trener Mauricio Pochettino stwierdził: - Jesteśmy w ćwierćfinale w dużej mierze dzięki grze Keylora. W rewanżu obronił rzut karny wykonywany przez Leo Messiego i osiem innych strzałów Katalończyków.

Wczoraj został bohaterem na Allianz Arena. Jego odwaga, refleks, spokój pomogły PSG zwyciężyć Bayern 3-2. Rzecz jasna medialnie znalazł się w cieniu strzelca dwóch goli Kyliana Mbappe, ale do ról drugoplanowych Navas jest przyzwyczajony. W Madrycie pięć lat kwestionowano jego klasę i kompetencje.

Czy ktoś jednak pamięta Juana Alonso? To hiszpański bramkarz, który w latach 1956-1958 wygrywał z Realem trzy razy Puchar Europy. Bronił w klubie do 1960 roku, ale dwa kolejne trofea wywalczył jako rezerwowy. Z tamtych czasów przetrwała legenda Alfredo di Stefano, Paco Gento, Ferenca Puskasa i wielu innych. Juan Alonso został zapomniany, jego dokonanie (trzy triumfy w Pucharze Europy rok po roku) powtórzył Keylor Navas 60 lat później.

Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama