Reklama

Reklama

Liga Mistrzów już bez Anglików. Oto główne przyczyny

Zaledwie po raz w drugi od 1996 roku w ćwierćfinałach piłkarskiej Ligi Mistrzów zabraknie zespołu angielskiego. Miejscowi eksperci winią władze Premier League za zbyt napięty terminarz, ale również same kluby za wyścig za pieniędzmi kosztem budowy tożsamości drużyn.

Jeszcze przed rewanżowym meczem z Barceloną brytyjskie media, przeczuwając porażkę i odpadnięcie Manchesteru City, przyzwyczajały kibiców do myśli o braku angielskich klubów w najważniejszej części pucharowego sezonu. Wszelkie statystyki działały bowiem na niekorzyść przedstawicieli Premier League.

Po ostatnim gwizdku w meczu Barcelony z Manchesterem City (1-0) w komentarzach angielskich mediów dominowały pochwały pod adresem... bramkarza Joe Harta, który obronił 10 z 11 strzałów gospodarzy.

Pierwszy z krytyką postawy angielskich klubów pospieszył Gary Lineker, który winą za niepowodzenia klubów na europejskiej arenie (w 1/8 finału Ligi Europejskiej rywalizuje tylko Everton) obarczył napięty terminarz ekstraklasy.

Reklama

- To kryzysowy moment dla Premier League. Jeśli nie wprowadzamy przerwy zimowej, to przynajmniej zmniejszmy liczbę meczów w okresie świąteczno-noworocznym i zlikwidujmy powtórki spotkań w Pucharze Anglii - powiedział Lineker.

Legenda angielskiej piłki nie jest w tej opinii osamotniona. O wprowadzenie zimowej przerwy w rozgrywkach ligowych apelowali zarówno Alex Ferguson, Arsene Wenger, jak i Jose Mourinho.

Do tej grupy dołączył również menedżer Manchesteru City Manuel Pellegrini, który przed środowym meczem powiedział: "Docieramy do kluczowego momentu sezonu nie będąc w optymalnej formie ze względu na brak przerwy w rozgrywkach, którą mają inne europejskie ligi. Dajemy w ten sposób przewagę konkurentom. Zdaję sobie sprawę z pewnych tradycji, których nie da się zmienić, jak choćby mecze ligowe w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, ale nie można wymagać od klubów rozegrania dziewięciu meczów w grudniu i tyle samo w styczniu".

Do tego dochodzą jeszcze krajowe puchary, które dla niektórych klubów stanowią często jedyną szansę na wywalczenie jakiegokolwiek trofeum w sezonie.

Dziennik "Daily Mail" porównuje natężenie meczów Arsenalu i Monaco. Francuska drużyna, która wyeliminowała "Kanonierów" w 1/8 finału LM, od 20 grudnia do 4 stycznia odpoczywała. W tym samym okresie drużyna Wojciecha Szczęsnego rozegrała aż pięć spotkań.

Poprzednio ćwierćfinały LM bez ekip z Anglii miały miejsce dwa lata temu. Według ekspertów, ta częstotliwość może rzeczywiście niepokoić, tym bardziej, że wcześniej podobny przypadek to sezon 1995/96.

Zdaniem Dana Roana, eksperta BBC, przyczyn, oprócz większej częstotliwości meczów w Premier League, można szukać we wprowadzeniu reguł finansowego fair play, które bardziej dotknęły kluby w Anglii niż w Hiszpanii czy Niemczech.

- Jedna rzecz jest pewna - nowa umowa telewizyjna warta pięć miliardów funtów pozwoli naszej lidze pozostać konkurencyjną pod względem rywalizacji o największe piłkarskie talenty - uważa Roan.

Według części komentatorów, najbardziej prawdopodobną przyczyną odpadnięcia wszystkich angielskich klubów już na tym etapie rozgrywek jest fakt, iż były po prostu słabsze od konkurentów.

- Kto odpowiada za rekrutację piłkarzy w Manchesterze City? Jakimi kryteriami kieruje się, by stworzyć drużynę godną miana faworyta Ligi Mistrzów? - pyta retorycznie Chris Waddle, były reprezentacyjny piłkarz, a obecnie komentator w BBC Radio 5.

Jego zdaniem Manchester City był w tym roku po prostu zbyt słaby na Ligę Mistrzów.

- Ta drużyna jest bardziej utalentowana fizycznie niż technicznie, a na Ligę Mistrzów trzeba czegoś więcej niż tylko siły - ocenił Waddle.

W podobnym kierunku, choć nieco głębiej, przyczyn szuka Joe Cooper na łamach "Huffington Post". Jego zdaniem brytyjskim klubom brakuje innowacyjności.

- Zamiast tworzyć, skupiają się na importowaniu. Dopóki Anglia nie zacznie generować talentów na skalę europejską zamiast jedynie ściągać je z zagranicy, nie może być mowy o sukcesach pucharowych - wyrokował.

Podał przykłady Barcelony z czasów Josepa Guardioli i Bayernu Monachium z ery Juppa Heynckesa jako drużyn zbudowanych wokół własnych wychowanków, które potrafiły dotrzeć na szczyt europejskiego futbolu. Dodał, iż ostatnim angielskim klubem zbudowanym w tym duchu był Manchester United w latach 90. poprzedniego stulecia.

Jak ocenił, napływ ogromnych pieniędzy do Premier League spowodował, że drużyny klubowe są "produkowane zamiast być budowane od podstaw i pielęgnowane", a a kluby zamiast wychowywać i szkolić młodzież wolą iść prostszą drogą i ponosić ryzyko kosztownych porażek w postaci transferów za dziesiątki milionów funtów.

Według niego nowa umowa telewizyjna, o której wspominał też Roan, zamiast szansy może okazać się kolejnym gwoździem do trumny angielskiego futbolu na arenie europejskiej.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje