Reklama

Reklama

Liga Mistrzów: Grzegorz Mielcarski: Champions League jest jak bitwa pod Grunwaldem

- Liga Mistrzów to dla mnie bitwa pod Grunwaldem. Wpadają na siebie dwie wielkie grupy ludzi. Ktoś ma trochę szczęścia, ktoś się potrafi dobrze ukryć i potem skutecznie wycelować. Po minucie mówią: „przerwa” i wtedy połowa leży, a połowa stoi – mówi w rozmowie z Interią Grzegorz Mielcarski po pierwszej kolejce Ligi Mistrzów. Były napastnik reprezentacji Polski twierdzi, że Marc-Andre ter Stegen absolutnie nie popełnił błędu przy straconym golu Barcelony, „Blaugranie” należał się karny po interwencji Wojciecha Szczęsnego, a dla gola Alessandro Florenziego można zarwać noc.

Sprawdź szczegóły Ligi Mistrzów - kliknij!

Reklama

- Faza grupowa to sieczka Ligi Mistrzów. Tak naprawdę Champions League zaczyna się w fazie pucharowej, po wyjściu z grup. Wszyscy wtedy są maksymalnie sprężeni. Ta pierwsza kolejka jakoś szczególnie mnie nie zaskoczyła. Były delikatne niespodzianki, ale na tym etapie rozgrywek nie można mówić o sensacjach - uważa Mielcarski.

Byłego zawodnika między innymi FC Porto, zaskoczył jedynie Juventus Turyn, który na wyjeździe pokonał Manchester City 2-1.

- Po odejściu takich osobowości jak Arturo Vidal, czy Carlos Tevez, wydawało się, że będą słabszym zespołem, a właśnie nie. Trochę więcej spodziewałem się po Manchesterze City. Oglądając to spotkanie można było odnieść wrażenie, że to turniej towarzyski. Było sennie na trybunach. Pamiętam derby Manchesteru - doping kibiców był wtedy wspaniały. Teraz z trybun wiało nudą. Gdyby kibice reagowali inaczej, odbiór meczu z Juventusem mógłby być inny - uważa.

W innym hitowym starciu pierwszej kolejki Roma zremisowała 1-1 z Barceloną.

- Taka Barcelona ma do rozegrania jeszcze jakieś 50 meczów w sezonie. Nie można mówić, że grała słabo. Ona kontrolowała spotkanie. Nie jestem rozczarowany występem "Dumy Katalonii" - ocenia Mielcarski.

Niesamowitą bramkę dla rzymian strzelił Alessandro Florenzi, który w pełnym biegu uderzył niemal z połowy boiska!

- Dla takiego gola warto nawet zarwać noc. Absolutnie nie winiłbym ter Stegena. Nie każdą bramkę trzeba rozpatrywać w kategorii błędu. To jest takie uderzenie, że jeśli nawet ma się dziesięć prób, to nie uda się tego powtórzyć. Wszystko było na milimetry. Piłka odbiła się jeszcze od słupka. Ja się cieszę, że wpadła, bo takie gole na długo zostają w pamięci - mówi były napastnik.

W bramce Romy do 50. minuty stał Szczęsny. Potem zszedł z urazem palca po brzydkim zachowaniu Luisa Suareza. W pierwszej połowie Polak podciął Urugwajczyka, próbując wybić mu piłkę spod nóg.

- Moim zdaniem po interwencji Szczęsnego był rzut karny - twierdzi Mielcarski.

Inauguracji Ligi Mistrzów do udanych nie zaliczą angielscy potentaci. Oprócz Manchesteru City porażek doznali także: Arsenal Londyn (1-2 z Dinamo Zagrzeb) i Manchester United (1-2 z PSV).

- Nie spodziewam się, żeby nagle zabrakło angielskich drużyn we wczesnym etapie Ligi Mistrzów. W tamtym roku to się przytrafiło, ale to są markowe kluby - uważa Mielcarski.

Jedynym angielskim zespołem, który wygrał, jest Chelsea Londyn. Piłkarze Jose Mourinho za to bardzo słabo wystartowali w Premier League. Po pięciu meczach mają na koncie cztery punkty i zajmują dopiero 17. miejsce.

- W przypadku Chelsea takie zwycięstwo w meczu pucharowym może sprawić, że odbiją się w lidze. Tak jak w Ekstraklasie Lech Poznań i Legia Warszawa również potrzebuję impulsu w czwartkowych spotkaniach Ligi Europejskiej - analizuje były reprezentant Polski.

Mielcarski w tym sezonie Ligi Mistrzów stawia na sukces Paris-Saint Germain.

- Paryżanie to dla mnie jeden z faworytów. Swego czasu Borussia Dortmund była klubem, który czarował. Teraz PSG, jeszcze po dojściu Angela di Marii, może być drużyną, która zaskoczy. Nie można przejść obojętnie obok tria Ibrahimović - Cavani - di Maria. Zespół cały czas się rozwija. Dochodzą coraz lepsi piłkarze. Mają super stadion, super kibiców. Może się mylę, ale dla mnie to ekipa, która może namieszać. Była dwa razy w ćwierćfinale, teraz może być przynajmniej jeden stopień wyżej - mówi.

W pierwszej kolejce Ligi Mistrzów oprócz Szczęsnego wystąpiło także dwóch Polaków: Robert Lewandowski i Grzegorz Krychowiak.

- Krychowiak pokazał, że jest sercem zespołu. Zbiera doświadczenie w Lidze Mistrzów. Hymn Champions League dłużej zostaje w pamięci niż pieniądze na koncie za zwycięstwo. Polscy piłkarze w Lidze Mistrzów na pewno przyciągają przed telewizory. Kiedyś kibice identyfikowali się z Borussią Dortmund, a teraz z Bayernem Monachium, Sevillą, a pewnie niedługo z Romą - mówi Mielcarski.

Druga kolejka Ligi Mistrzów już 29 września.

Grzegorz Zajchowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje