Reklama

Reklama

Liga Mistrzów. Barcelona znów spróbuje dokonać niemożliwego

​We wtorek i środę rozegrane zostaną cztery rewanżowe mecze 1/8 finału piłkarskiej Ligi Mistrzów. W Paryżu stratę spróbuje odrobić Barcelona, która pierwsze spotkanie z Paris Saint-Germain przegrała 1-4. W 2017 roku Hiszpanie byli w podobnej sytuacji i cel osiągnęli.

Dwumecz 1/8 finału pomiędzy Barceloną i PSG z sezonu 2016/17 zapisał się w historii Ligi Mistrzów. "Duma Katalonii" przegrała na wyjeździe 0-4, ale trzy tygodnie później zwyciężyła w rewanżu 6-1 i została pierwszym w Champions League zespołem, który odrobił czterobramkową stratę.

Reklama

Może się wydawać, że choć teraz Barcelona również potrzebuje czterech goli, to będzie jej trudniej, bo zagra na boisku rywala. Jednak w dobie pandemii mecze rozgrywane są przy pustych trybunach i atut własnego obiektu nie ma aż takiego znaczenia. Hiszpańska ekipa ma w środę niewielkie szanse na powtórzenie tego wyczynu przede wszystkim dlatego, że oba kluby są obecnie w zupełnie innym miejscu niż cztery lata temu.

W poprzedniej edycji LM Barcelona odpadła w ćwierćfinale po upokarzającej porażce z Bayernem Monachium 2-8. Bawarczycy ostatecznie zdobyli Puchar Europy, a w finale tylko 1-0 pokonali... PSG.

W ostatnim czasie Barcelona spisuje się nieźle, ale jest cieniem dawnej potęgi. W tabeli ligi hiszpańskiej zajmuje drugie miejsce. Do prowadzącego Atletico Madryt traci trzy punkty, w dodatku lider rozegrał o jeden mecz mniej.

PSG natomiast wciąż marzy o sukcesie na europejskiej arenie, bo w kraju dominuje od dłuższego czasu. W ostatnich ośmiu sezonach mistrzostwo Francji zdobywało siedem razy. 2 stycznia zespół objął trener Mauricio Pochettino, który ma w pełni wykorzystać potencjał w drużynie zbudowanej za pieniądze katarskich szejków.

Żaden z pierwszych meczów 1/8 finału obecnej edycji LM nie zakończył się remisem. Również w środę Liverpool zagra z RB Lipsk. Pierwsze spotkanie wygrała angielska ekipa 2-0.

Z powodu restrykcji w podróżowaniu dwumecz ten rozgrywany jest w Budapeszcie. Niespodziewanie okazało się to korzystne dla "The Reds", którzy w Premier League na własnym obiekcie ostatnio spisują się fatalnie.

W lidze angielskiej Liverpool ostatni raz wygrał u siebie 16 grudnia. Później zanotował dwa remisy, a następnie sześć porażek z rzędu. W niedzielę uległ 0-1 broniącemu się przed spadkiem Fulham i w tabeli zajmuje dopiero ósme miejsce.

"Zdecydowanie jest to najtrudniejszy moment w mojej karierze szkoleniowej. Jesteśmy jednak bardzo utytułowanym zespołem i wierzę, że przezwyciężymy obecne problemy" - powiedział trener Juergen Klopp, który w 2019 roku doprowadził Liverpool do triumfu w LM.

RB Lipsk natomiast od porażki z Liverpoolem wygrał w Bundeslidze wszystkie trzy mecze i w tabeli jest drugi z dwoma punktami straty do prowadzącego Bayernu Monachium.

Już we wtorek zagrają dwie drużyny mające w kadrach polskich piłkarzy. W lepszej sytuacji jest Borussia Dortmund Łukasza Piszczka, która podejmie Sevillę. W Hiszpanii BVB wygrało 3-2. 35-letni polski obrońca ma jednak małe szanse na występ, bo w tym sezonie stracił miejsce w podstawowym składzie.

W bramce Juventusu Turyn stanąć za to powinien Wojciech Szczęsny. "Stara Dama" będzie próbowała na własnym obiekcie odrobić stratę z przegranego w Portugalii meczu z FC Porto 1-2.

Juventus dobrze zaprezentował się w sobotę, kiedy w Serie A pokonał Lazio Rzym 3-1. Trener Andrea Pirlo zadbał, aby w spotkaniu z Porto pełen energii był Cristiano Ronaldo. Portugalczyk mecz z Lazio zaczął na ławce rezerwowych i wszedł dopiero na ostatnie 20 minut.

Pozostałe rewanże odbędą się 16-17 marca. Finał LM 2020/21 zaplanowano na 29 maja w Stambule.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama