Liga Mistrzów. Atletico – Juventus w 1/8 finału, czyli taktyka, która się broni

Nikt nie traci mniej goli ani w Hiszpanii, ani we Włoszech. Czy zatem w spotkaniu Atletico – Juventus szykuje się kolejny bezbramkowy remis jak po dwóch wtorkowych meczach Ligi Mistrzów? Nadzieja w dwóch wyjątkowych snajperach, tym bardziej, że Antoine Griezmann i Cristiano Ronaldo znowu strzelają jak na zawołanie.

Zobacz, kto gra z kim gra w Lidze Mistrzów

Reklama

Oto cały paradoks dzisiejszego hitu. Z jednej strony, nikt tak bardzo nie uosabia w całej Europie dobrej  defensywy. Nikt nie wpoił tej filozofii swoim zawodnikom z takim skutkiem. Atletico straciło w 24 meczach La Liga zaledwie 17 goli, bo dla trenera Simeone skuteczna obrona to podstawa, nawet napastnicy muszą zaangażować się w nią w sposób ponadprzeciętny.

Juventus jest jeszcze lepszy. Wojciech Szczęsny może liczyć na kolegów z defensywy, ponieważ licznik wskazuje na razie tylko 15 bramek straconych (też w 24 spotkaniach).

Z drugiej strony, najlepsi strzelcy obydwu drużyn przeżywają renesans. To prawda, Cristiano nie miał dobrej jesieni w Lidze Mistrzów. Zaledwie jeden gol dla zawodnika, który dzierży rekord wszech czasów, a Champions League stała się dla niego w ostatnich latach najbezpieczniejszą przystanią to prawie jak nic. Ale od tego czasu Portugalczyk wrócił na znane sobie tory. W Serie A znowu regularnie trafia (19 bramek, 6 asyst), a gra całej drużyny jest podporządkowana temu, aby czuł się w Turynie jak najlepiej.

"Co za piłkarz!" Drużyna jest od niego uzależniona


Z kolei Griezmann wygląda tak, jakby był całkowicie odporny na efekt pomundialowy. To już czwarty sezon, w którym Francuz bierze odpowiedzialność za atak Atletico, teraz ma na koncie 18 goli (we wszystkich rozgrywkach), a jeśli tylko trzeba rozwiązać jakiś problem, zawsze jest do dyspozycji. Jak w ostatnim spotkaniu z Rayo Vallecano, w którym "Grizou" trafił do siatki już po raz 130. dla swojego klubu. Oczywiście - przesądzając o zwycięstwie. Jego bramki przyczyniły się już bezpośrednio do zdobycia trzynastu punktów przez "Los Colchoneros" w tym sezonie. Nikt nie jest bardziej efektywny. - Co za piłkarz! Griezmann jest wyjątkowy, potrafi dostosować się do każdej sytuacji, gdy drużyna tego potrzebuje - mówił w ostatni weekend Diego Simeone.

Tutaj kryje się jednak pewna pułapka, bo uzależnienie od formy Francuza bije po oczach. Czy po bardzo intensywnym roku, zakończonym tytułem mistrzowskim na mundialu, kolejne miesiące mogą być równie efektywne? To też byłoby swoiste mistrzostwo świata. "Grizou", który po ostatniej podwyżce zarabia w Madrycie ok. 20 mln euro (netto), ma w każdym razie solidny impuls, a nawet dwa. Po pierwsze chciałby doprowadzić Atletico do finału, który jest zaplanowany na "swoim" stadionie, Wanda Metropolitano. Po drugie, do składu wraca po kontuzji Diego Costa, a Francuz bardzo lubi grać z partnerem, który umie absorbować obrońców rywali, zostawiając mu trochę więcej miejsca.

Nie ma jasnego faworyta tego dwumeczu. Dla jednych i dla drugich stawka jest bardzo wysoka. Atletico ma coraz mniejsze szanse na dogonienie Barcelony w lidze, z krajowego pucharu już odpadło, więc sukces na arenie europejskiej jest pożądany. Juventusowi praktycznie nic nie grozi w Serie A, zgodnie z przewidywaniami, ale priorytet tkwi gdzie indziej. Cristiano Ronaldo został ściągnięty po to, aby podbić Europę i "Bianconeri" niespecjalnie kryją się z tym, że głównym celem w tym sezonie jest triumf w Lidze Mistrzów. W Madrycie Massimiliano Allegri znowu to powtórzył, więc porażka na tym etapie byłaby ogromnym rozczarowaniem.

Cel numer jeden - strzelić gola. Ale to nie takie proste

Jest też cel doraźny, o którym mówi trener. - Najważniejsze w pierwszym meczu jest to, abyśmy strzelili przynajmniej jednego gola.

Dlaczego Allegri tak bardzo to podkreśla? Nieprzypadkowo. Atletico nie tylko jest niepokonane w ostatnich dwunastu meczach fazy pucharowej na własnym stadionie, ale w dziesięciu z tych spotkań zaledwie raz (!) dało sobie strzelić gola. Wyzwanie dla Juve jest zatem niemałe.

Nawet dla takiego ataku jak Ronaldo - Mandżukić - Dybala. Czy ostatnie zwycięstwo Realu Madryt na Wanda Metropolitano (3-1) będzie dla turyńczyków jakąś wskazówką?

Na razie pewne jest tylko to, że goście muszą poradzić sobie bez Samiego Khediry, u którego niespodziewanie wykryto problemy kardiologiczne. Niemiec musi przejść szczegółowe badania i w najbliższym czasie na boisku się nie pojawi.

Remigiusz Półtorak

Dowiedz się więcej na temat: Liga Mistrzów | Juventus Turyn | Atletico Madryt

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje