Legenda chciała dzwonić do UEFA, by odwołali mecz Ligi Mistrzów. "Powinni kazać im zejść z murawy"
We wtorek poznaliśmy pierwszego finalistę tej edycji Ligi Mistrzów. Został nim Arsenal, który na własnym stadionie w rewanżu pokonał 1:0 Atletico Madryt. W dwumeczu łącznie padły tylko trzy bramki. Obie drużyny raczej skupiały się na defensywie, licząc na strzelenie gola i "zamurowanie" swojej szesnastki. Takie podejście do futbolu nie podoba się Wesley'owi Sneijderowi.

W pierwszym meczu na Estadio Metropolitano Atletico Madryt zremisowało z Arsenalem 1:1. Wszystko rozstrzygnęło się w Londynie, we wtorkowy wieczór. Zespół Diego Simeone czyhał na kontrataki i za wszelką cenę nie chciał dopuścić do utraty bramki. Jednocześnie gospodarze prowadzili ataki pozycyjne, które były mocno zachowawcze.
Obie drużyny charakteryzuje przede wszystkim pragmatyzm, solidna gra w defensywie i "zabicie meczu" tak, aby nie dopuścić przeciwnika do klarownej sytuacji. Nie da się ukryć, że nie jest to "futbol na tak".
Sneijder nie wytrzymał po tym, co stało się w Londynie. Ależ szpilka
W rewanżowym spotkaniu na Emirates Stadium kibice byli świadkami tylko jednego trafienia. "Znów w roli głównej był Trossard. Belg tym razem nie szukał jednak dryblingu, a strzału. Piłkę po jego próbie Oblak zdołał jeszcze sparować. Zrobił to jednak w taki sposób, że do futbolówki dopadł Bukayo Saka. Anglik z bliska wpakował ją do siatki" - relacjonował Rafał Sierhej z naszej redakcji.
Dzięki wygranej 1:0 Arsenal zameldował się w finale Ligi Mistrzów, pierwszy raz od 2006 roku. Jak się okazuje, obronny styl prezentowany przez obie drużyny nie przypadł do gustu Wesley'owi Sneijderowi.
Podczas transmisji na holenderskiej stacji Ziggo Sport legendarny zawodnik Realu Madryt czy Interu Mediolan nie gryzł się w język. - Chciałem zadzwonić do UEFA po 35 minutach, żeby anulować mecz i żeby kazali zawodnikom opuścić boisko - powiedział na wizji, jeszcze w trakcie rywalizacji.
Po ostatnim gwizdku również nie szczędził krytyki. - Oglądanie Arsenalu przeciwko Atletico nie przypominało półfinału Ligi Mistrzów. Brakowało intensywności, kreatywności i jakości w ofensywie. W finale trudno mi sobie wyobrazić, by mogli zagrozić takim zespołom jak PSG czy Bayern - przyznał, choć w późniejszych wypowiedziach docenił pracę Mikela Artety, który doprowadził "Kanonierów" do historycznego finału.
Wszystko wskazuje na to, że bardziej efektowne widowisko będzie miało miejsce w środowy wieczór na Allianz Arena. W pierwszym meczu w Paryżu PSG pokonało Bayern 5:4. Zapraszamy do śledzenia relacji w Interii Sport.













