Lech Poznań w poprzednim sezonie został mistrzem Polski. To sprawiło, że poznaniacy lada moment rozpoczną walkę w eliminacjach Ligi Mistrzów. Marcin Kikut wywalczył w 2010 roku mistrzowski tytuł, a następnie walczył z Kolejorzem o Champions League. Wtedy poznaniacy w dramatycznych okolicznościach pokonali Inter Baku, a następnie nie mieli większych szans ze Spartą Praga. Były piłkarz wspomina tamte spotkania, ale także opowiada o tym, co będzie kluczowe, aby Lech zaszedł w rozgrywkach, jak najdalej i spróbował obronić mistrzowski tytuł.
Maciej Brzeziński (Interia Sport): Lech Poznań rozpoczął sezon od przegranego Superpucharu z Legią Warszawa. Czy po tym meczu można już wyciągać jakieś wnioski w kontekście sezonu, czy należy jeszcze potraktować to spotkanie, jako element przygotowań do tego, co rozpoczyna się w piątek?
Marcin Kikut (były piłkarz Lecha Poznań): - Myślę, że bym podszedł z dystansem do tego wydarzeń z niedzieli. Rzeczywiście mecz o Superpuchar w Poznaniu nie wyszedł Lechowi i zaliczył mały falstart. Jednakże jest to tylko i aż Superpuchar. Skład był nieco eksperymentalny, a w tej fazie przedsezonowej jest zawsze wiele znaków zapytania. Formę należy budować całą rundę. Ona musi być mocna, ale nie tylko w pierwszych kolejkach, ale aż do końca maja. Wiadomo, że pierwsze mecze zawsze będą budzić pewne wątpliwości, ale w związku z tym nie sugerowałbym się mocno spotkaniem z Legią.
Najważniejsze jest to, żeby dobrze wejść w sezon i pogodzić grę na kilku frontach. W piątek mecz PKO BP Ekstraklasy z Cracovią, a we wtorek Kolejorz rozpoczyna walkę w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Tak więc gra co trzy dni stanie się codziennością. Czy to najtrudniejsze wyzwanie teraz dla sztabu szkoleniowego i piłkarzy? Pamiętamy, że w przeszłości gra co trzy dni to był pocałunek śmierci dla wielu, także dla Lecha.
- Ten problem istnieje w polskiej piłce klubowej od wielu lat. Oczywiście Jagiellonia czy Legia pokazały ostatnio, że da się to względnie pogodzić. Gra co trzy dni to kwintesencja dla piłkarzy, a dla sztabu szkoleniowego to wyzwanie, aby dobrze zarządzać mikrocyklami treningowymi. Tutaj należy pamiętać także o zarządzaniu również pod kątem mentalnym i personalnym. Roszady w zespole z mojej perspektywy są bardzo istotne, a temu może pomóc także szeroka kadra, którą Lech buduje. Mam nadzieję, że Kolejorzowi się w końcu uda pogodzić grę w lidze i pucharach, bo zaglądając w przeszłość, to różnie z tym bywało. Lech ma już też olbrzymie doświadczenie w tym zakresie. Widzimy, że ruch transferowy się poruszył mocno w ostatnich dniach. Po cichu liczę, że uda się pogodzić te wszystkie fronty.
Przeszliśmy do tematu transferów. Na razie wzmocniona została głównie defensywa graczami, którzy doskonale znają polskie realia. Mam tutaj na myśli Mateusza Skrzypczaka, Roberta Gumnego i Joao Moutinho. Jak panu - jako byłemu obrońcy - podobają się te ruchy?
- Z mojej perspektywy wygląda to pozytywnie. To właśnie formacja defensywna, w mojej opinii, miała największy problem ze stabilizacją w poprzednim sezonie. Nie od dziś wiemy, że nie tracąc bramki w meczu, na pewno nie przegrasz. Drużynę zawsze buduje się od tyłu, a tym bardziej taką mistrzowską, silną i gotową do sukcesów na kilku frontach. Lech zdobył mistrzostwo w poprzednim sezonie i chwała mu za to, ale formacja obronna pozostawiała wiele do życzenia.
Zdecydowanie się z panem zgadzam. Często wynik opierał się na geniuszu Afonso Sousy, Aliego Gholizadeha czy Mikaela Ishaka. Oni też jednak potrzebują zmienników, a tych na razie nie ma. Szczególnie kapitanowi potrzebny jest godny dubler, bo zdarzały mu się strzeleckie przestoje.
- Pełna zgoda. Zdrowa rywalizacja jest potrzebna i to klucz. Tylko tak można pobudzić wszystkich do maksymalnego zaangażowania i wykrzesania z siebie jeszcze większych pokładów umiejętności. Musi być dwóch zawodników na jedną pozycję, którzy są na podobnym poziomie. Tylko tak można pogodzić grę na trzech frontach z sukcesami. Widać, że taki jest cel działaczy i chwała im za to, bo to będzie duży komfort dla trenera.
Ekstraklasa rusza w piątek, ale w Poznaniu najwięcej mówi i myśli się o eliminacjach Ligi Mistrzów. Lech zmierzy się z Breidablikiem Kopavogur. Ten pierwszy dwumecz w pucharach wydaje się kluczowy i najważniejszy. Wygranie go daje już spokój i jesienią fazę ligową co najmniej Ligi Konferencji. To da się wyczuć przy Bułgarskiej. Czy takie myślenie może zgubić?
- Byłbym bardzo ostrożny przed pierwszym meczem w Europie. Naprawdę podszedłbym z dużą pokorą i szacunkiem do przeciwnika. Starcia z islandzkimi rywalami podpowiadają mi, aby zachować maksymalną koncentrację. Lech jest faworytem, ale piłka w Islandii od wielu lat się rozwija. Zresztą już wiele razy widzieliśmy, że kluby, które dla wielu są anonimowe, mogą sprawić psikusa faworytom.
Pan też walczył z Lechem o Ligę Mistrzów w 2010 roku. Najpierw był dramatyczny, ale zwycięski dwumecz z Interem Baku, a później porażka ze Spartą Praga. Czego wtedy zabrakło Lechowi?
- Z perspektywy wielu lat, myślę, że w dwumeczu ze Spartą Praga zabrakło trochę tej rywalizacji w okresie przygotowawczym. Nie było poszerzonej, równej i mocnej kadry. Brakowało także takiego zarządzania mentalnego. Trener wówczas stawiał na graczy, którzy zdobyli mistrzostwo i było widać taki wewnętrzny podział. Moim zdaniem zabrakło nowego rozdania dla wszystkich. Wówczas wszyscy byliby pobudzeni na te pierwsze mecze. Dlatego podkreślam, że to jest bardzo ważne w dzisiejszej szatni Lecha, aby nie było gry za zasługi. Powinien grać w danym momencie najsilniejszy skład. Jeśli ktoś był wiosną kluczową postacią, a teraz jest przetrenowany albo ma mikro uraz, to bezwzględnie nie powinien grać.
Wydaje się, że trener Niels Frederiksen potrafi zarządzać składem w tych wszystkich aspektach, o których pan wspomina. Duńczyk to wiele razy pokazał. To odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu?
- Wspominał pan o tych inklinacjach trenera do odważnych decyzji i zmian personalnych. Pokazał on, że potrafi postawić na zawodników, których kibice nie do końca widzą w składzie. To dobry sygnał i znak przed eliminacjami, że trener swoim warsztatem i doświadczeniem może podejmować optymalne decyzje personalne. To niezwykle ważne.
Trudna droga Lecha Poznań. To może być koniec. Jest jeden wyjątek
Gra jesienią w pucharach jest w Poznaniu koniecznością. Celem minimum jest Liga Konferencji, ale czy Lecha stać na coś więcej? Mamy w ogóle prawo marzyć o hymnie Champions League przy Bułgarskiej?
- Myślę, że należy marzyć i nie bać się tych marzeń. Lech poczynił już solidne wzmocnienia, a słyszymy o kolejnych ruchach. Teraz trzeba nabrać rozpędu i pokonać pierwszego rywala. Później wiele będzie zależeć od losowania. Jeśli Kolejorz znajdzie się w czwartej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów, to hymn już usłyszy, ale nie będzie miał też nic do stracenia. To zadanie bardzo trudne, ale nie jest niewykonalne.
Losowanie dla Lecha może być kluczowe. Dla wielu optymalnym scenariuszem byłoby wylosowanie węgierskiego Ferencvaros w trzeciej rundzie, pokonania go i przejęcie jego współczynnika. To pozwoliłby na rozstawienie w play-off Ligi Mistrzów. Teraz jednak to jest gdybanie. Teraz trzeba wykonać ten pierwszy krok, a to nie zawsze jest takie łatwe. Z Interem Baku w 2010 też byliście faworytem, a skończyło się nerwową serią rzutów karnych...
- Zdecydowanie nie można dopuścić do nerwowości. Przez pierwszą rundę trzeba przejść pewnie i z rozmachem. To na pewno pomoże piłkarzom psychicznie przed kolejnymi meczami. Muszą oni budować czucie grania co trzy dni. Dlatego myślę, że zarówno piątkowy mecz z Cracovią oraz wtorkowy mecz z Breidablik mają olbrzymie znaczenie dla dalszych kroków Lecha w eliminacjach.
Celem Lecha zawsze jest mistrzostwo Polski więc muszę zapytać o to czy Kolejorz obroni tytuł? Tym bardziej, że ligowi rywale nie próżnują.
- Liczę, że Lech obroni mistrzostwo. To w ostatnich latach się nie udawało drużynom zbyt wiele razy. Oczywiście to nie jest takie proste. Lechici mają już trochę doświadczeń z 2010, 2015, 2022 i 2025 roku i ta wiedza może procentować. Kluczem będzie jednak początek sezonu. Gra w pucharach zawsze motywuje i wzmacnia poczucie wartości drużyny. Najistotniejszym punktem jest jednak szeroka kadra i mocna ławka rezerwowych. Jak tego zabraknie to może to się odbić na wyniku końcowym.















![Polska wygrywa z Izraelem 3:0 w meczu mistrzostw Europy siatkarzy [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000NA8KGTQ94SNWL-C401.webp)