Koszmar legendy. Piekielne starcie i wielka niespodzianka w Lidze Mistrzów
W pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów w Stambule Galatasaray podjęło Liverpool. Mimo złego początku to właśnie gospodarze jako pierwsi zadali cios gościom. Tego wieczoru w stolicu Turcji doszło do dużej niespodzianki, a Mohamed Salah rozegrał koszmarne spotkanie. To kolejny alarm ws. Egipcjanina. Jedna z największych legend klubu znów pokazała, że nie jest w stanie podnieść poziomu gry swojej drużyny. Spotkanie zakończyło się wynikiem 1:0.

Galatasaray rozpoczęło to spotkanie bardzo nerwowo. Gospodarze nie potrafili wyjść z piłkę z własnego pola karnego. Kilka fatalnych podań kończyło się zagrożeniem pod bramką Cakira.
W 7. minucie Liverpool został jednak całkowicie zaskoczony ze stałego fragmentu gry. Obrońcy "The Reds" pokpili sprawę przy kryciu Victora Osimhena, który wygrał pojedynek o górną piłkę w polu karnym. Piłka po jego odbiciu trafiła do Mario Leminy, który wbił ją do siatki.
Po tym goli Galatasaray ewidentnie się "ogarnęło" i nabrało wiatru w żagle. W 12. minicie Victor Osimhen oddał strzał głową na bramkę Mamardashviliego, ale tym razem Nigeryjczyk minimalnie spudłował.
W 24. minucie Galatasatay miało kolejną znakomitą szansę po dośrodkowaniu. Tym razem strzał oddał Davinson Sanchez, dobrze interweniował bramkarz Liverpoolu.
W pierwszej połowie Liverpool zdołał stworzyć sobie kilka niezłych okazji, ale gola nie zdobył. Do przerwy przegrywał więc 0:1 z dobrze dysponowanym Galatasaray.
Fatalny występ Salaha. Liverpool przegrał w Stambule
Kibice Liverpoolu pewnie mieli na dzieję na to, że po zmianie stron ich ulubieńcy ruszą do ataku i zdominują rywala. Nic takiego jednak się nie wydarzyło.
Liverpool miał, co prawda, piłkę przez większość czasu, ale ewidentnie nie miał pomysłu na to, jak "ugryźć" rywala i rozpracować jego obronę.
Warto dodać, że fatalne spotkanie rozgrywał ten, od którego w Liverpoolu wymaga się bardzo wiele, czyli Florian Wirtz. Latem Liverpool wydał na niego największą kwotę w swojej transferowej historii. W swoim pierwszym sezonie Niemiec jednak kompletnie nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań. Ta sytuacja być może ulegnie zmianie, jeśli zespół z Anfield obejmie Xabi Alonso, czyli trener, z którym Wirtz w Bayerze Leverkusen był jednym z najlepszych zawodników świata mimo młodego wieku.
Równie źle jak Wirtz zagrał Salah, który opuścił boisko w 60. minucie. To był kolejny występ Egipcjanina, który pokazał kibicom Liverpoolu, że dalsza gra legendy w "The Reds" nie ma większego sensu. Salah po prostu przeszedł obok tego meczu.
W 62. minucie meczu padł drugi gol dla Galatasaray, ale sędzia nie uznał go ze względu na pozycję spaloną jednego z zawodników, którzy brali udział w akcji. Warto jednak podkreślić, że w tamtej sytuacji Ibrahima Konate nie po raz pierwszy w tym meczu zachował się komicznie. Francuz łączony z Realem Madryt miał olbrzymie szczęście, ponieważ trafiłby do piłkarskiej księgi memów. Upiekło mu się, mimo że zawodnik będący na spalonym nie odegrał żadnej roli w akcji. Wystarczyło, że wykonał ruch w kierunku bramki.
W 71. minucie padł gol dla Liverpoolu po rzucie rożnym i gigantycznym zamieszaniu w polu karnym. Piłka odbijała się od zawodników w sposób niekontrolowany i wpadła do siatki. Czesław Michniewicz powiedziałby, że była to typowa "bramka z kurzu". Piłka chwilę wcześniej odbiła się jednak od ręki Ibrahimy Konate. Tym razem Francuz znowu okazał się pechowcem. Gol ostatecznie nie został uznany.
W koncówce meczu Liverpool starał się strzelić gola na 1:1, ale było to bardo trudne zadanie. Mimo porażki Liverpool w przyszłość może patrzeć z optymizmem. 0:1 to najniższy wymiar kary, a na dodatek w rewanżu na Anfield zabraknie nie tylko kibiców goście, ale prawdopodobnie także Victora Osimhena, który nabawił się kontuzji w ostatnich minutach meczu.











