Kosmiczny gol Viniciusa, a potem nagła przerwa zarządzona przez sędziego. Sceny w Lizbonie
Real Madryt swój ostatni mecz Ligi Mistrzów rozegrał przeciwko Benfice w Lizbonie. Tamtym spotkaniem "Królewscy" zaprzepaścili całą pracę wykonaną przez siedem kolejek. "Los Blancos" przegrali 2:4 i wypadli do strefy barażowej. Los chciał, że szansa rewanżu nadeszła błyskawicznie. Real trafił bowiem na Benficę właśnie w barażach, a pierwszy mecz rozegrano w Lizbonie. Do 49 minuty dominowała nieskuteczność, aż sprawy w swoje ręce wziął Vinicius Junior. Brazylijczyk magicznym kopnięciem zapewnił zespołowi wygraną 1:0, ale emocji nie brakowało.

Real Madryt zdaje się wstawać z kolan, na które upadł po trzech bardzo złych wynikach. Najpierw przyszła porażka 2:3 z FC Barcelona w Superpucharze Hiszpanii. Zaraz potem zwolniono Xabiego Alonso, a stery w drużynie przejął Alvaro Arbeloa. Hiszpan na starcie swojej kariery trenerskiej z pierwszą drużyną przegrał z Albacete.
Później przyszła poprawa, ale dobry nastrój zburzyła kolejna sensacyjna porażka. Tym razem "Królewskich" pokonała Benfica w ósmej kolejce fazy ligowej Ligi Mistrzów. Porażka 2:4 w Lizbonie oznaczała, że "Los Blancos" dokonali prawie niemożliwego i wypadli z TOP8 tabeli fazy ligowej.
Triumf Realu Madryt w Lizbonie. Niewiarygodne emocje
W związku z tym czeka ich przeprawa przez baraże, a tam dwumecz z... Benficą Lizbona. Po porażce w Portugalii Real zanotował serię trzech przekonujących wygranych z rzędu, ale do miasta położonego nad rzeką Tag przyleciał bez trzech bardzo ważnych ogniw. Niedostępni byli: Jude Bellingham, Eder Militao i Raul Asencio.
Mimo tego trudno było przed meczem typować innego faworyta niż Real, tym bardziej, że Arbeloa odnalazł bardzo wysoką formę Viniciusa Juniora, a wypoczęty po weekendzie na ławce był Kylian Mbappe. To wszystko sprawiało, że na papierze zapowiadał się kolejny świetny mecz między tymi zespołami.
W przeciwieństwie do rywalizacji ze stycznia tym razem pierwsza połowa nie stała na tak wysokim poziomie intensywności. Bez wątpienia można napisać, że pierwsze 30 minut należało do gospodarzy. Kilka razy zatrudniony został Thibaut Courtois, ale nie były to z pewnością sytuacje stuprocentowe.
Takie miał na stopie Kylian Mbappe. Francuz najpierw został obsłużony w fantastyczny sposób przez Trenta Alexandra-Arnolda, ale w pozornie nieskomplikowanej sytuacji nie trafił w piłkę z kilku metrów. Potem w jeszcze piękniejszy sposób podał mu Vinicius który zagrał piętą, ale Mbappe kopnął wysoko nad bramką.
To nie był koniec zmarnowanych szans Mbappe. Kilkadziesiąt sekund później w dogodnych okolicznościach kopnął prosto w bramkarza i do przerwy mieliśmy 0:0, głównie za sprawą indolencji strzeleckiej 27-latka oraz bardzo dobrej formie obu bramkarzy. Przed drugą połową wszystko było otwarte.
Druga rozpoczęła się od bardzo mocnego akcentu ze strony Viniciusa Juniora. Brazylijczyk w 50. minucie dostał podanie na skrzydle, ściął delikatnie do środka i huknął idealnie w okienko bramki, wyprowadzając zespół na prowadzenie. Po tym golu mieliśmy aż dziesięciominutową przerwę zarządzoną przez sędziego.
Ta wynikała z faktu, że strzelec gola zgłosił arbitrowi rasistowskie wyzwiska w swoim kierunku. Arbiter pokazał charakterystyczny gest "X" rękami, który potwierdzał, że grę przerwano z powodu zastosowania "protokołu trzech kroków". W czasie tej przerwy Jose Mourinho starał się uspokoić Viniciusa i przekonać go do powrotu do gry.
Ostatecznie tak się stało i od 60 minuty wznowiliśmy granie. Mecz po przerwie znacząco stracił jednak na swoim tempie. Od tego wydarzenia zdecydowanie częściej oglądaliśmy wszelkiej maści interwencje sędziego z Francji. Sam Vinicius próbował powtórzyć swoją akcję, ale tym razem dobrze zachował się bramkarz Benfici.
Do ciekawych wydarzeń z pewnością można zapisać jeszcze czerwoną kartkę, którą obejrzał Jose Mourinho, protestując po jednej z decyzji sędziego. W związku z tym Portugalczyk nie wróci na Bernabeu, aby stanąć przy linii. Rewanż obejrzy z poziomu trybun, a jego zespół będzie musiał odrobić jednobramkową stratę.











