Reklama

Reklama

Kazimierz Oleszek, polski delegat UEFA: Superliga? Trzeba to rozpędzić kijem

- Amerykanie mają rację, nie powinno się negocjować z terrorystami. Ten temat dojrzewał jednak na tyle długo, że nie mówiłbym tutaj ani wojnie światowej, ani o zamachu jądrowym. Tak bym tego nie określił. Wydaje mi się jednak, że trzeba będzie to rozpędzić kijem - mówi w rozmowie z Interią Kazimierz Oleszek, polski delegat UEFA.

Reklama

Medialne przecieki z niedzielnego popołudnia znalazły potwierdzenie w faktach w godzinach nocnych. Grupa najbogatszych klubów Europy ogłosiła utworzenie Superligi, co de facto oznacza początek futbolowej rebelii. O rzeczywistym znaczeniu próby przewrotu i przewidywanym rozwoju zdarzeń rozmawiamy z człowiekiem, który od lat aktywnie działa w strukturach UEFA.    

Reklama

Łukasz Żurek, Interia: Rację mają ci, którzy mówią dzisiaj o zamachu na futbol i jego nienaruszalne fundamenty?

Kazimierz Oleszek: - Wydaje mi się, że to jednak zbyt mocne sowa. Natomiast to, co się wydarzyło - czy też to, co chciałoby się wydarzyć - nie jest przecież niczym zaskakującym. Należało się tego spodziewać. Ale zamachem bym tego nie nazwał

Prezes Zbigniew Boniek mówi nawet o wybuchu bomby atomowej i trzeciej wojnie światowej.

- Śledząc ten temat od wielu lat, zdawałem sobie sprawę, że coś takiego może kiedyś nastąpić. I właśnie następuje. Czy to jest dobre, czy złe? Uważam, że to jest złe. Tyle że to już któraś z kolei próba stworzenia czegoś, co ma być zabawką tylko dla bogatych. Kilka razy szefom UEFA udawało się stłumić takie pomysły w zarodku, bo sięgali po argumenty finansowe. Pamiętajmy, że stworzenie Ligi Mistrzów też było jakąś odpowiedzią na roszczenia najbogatszych klubów. Ci wielcy ciągle coś kombinują. Im się nie chce jeździć na mecz na przykład do Azerbejdżanu. Dla nich to nie jest biznes - tak mi się wydaje. A w zasadzie jestem pewien.

Prognozy co do dalszego biegu zdarzeń można dzisiaj stawiać w zasadzie bez większego ryzyka - bo żadna nie wydaje się bardziej prawdopodobną od innych...

- Uważam, że UEFA znajdzie jakiś sposób, żeby bogatych przywołać do porządku. Ma przecież środki dyscyplinujące. Samo postraszenie tym, że zawodnicy grający w Superlidze nie będą mogli występować w reprezentacji kraju, to już duży bat. Ale być może komunikat o utworzeniu nowych rozgrywek to tylko próba wybadania, jak zareaguje UEFA. Rzucimy coś w eter i zobaczymy, jak to się skończy - na tej zasadzie.

Już w niedzielę w siedzibie UEFA trwała gorączkowa narada, w jaki sposób odpowiedzieć rebeliantom - sięgnąć po kij czy po marchewkę...

- Trudno mi wyobrazić sobie teraz marchewkę. W okresie pandemii trzeba by znaleźć jeszcze dodatkowe pieniądze, a dopiero co ogłoszono, że Liga Mistrzów liczyć będzie 36 uczestników. Pytanie, czy organizatorzy Superligi znajdą odpowiednich sponsorów. Bo kto się będzie chciał w to bawić? Nie wydaje mi się, żeby było tak łatwo znaleźć porównywalne pieniądze z tymi, które oferuje UEFA.

Wyznaje pan zasadę, że z "terrorystami" się nie negocjuje?

- Amerykanie mają rację, nie powinno się negocjować z terrorystami. Ten temat dojrzewał jednak na tyle długo, że - jak wspomniałem - nie mówiłbym tutaj ani wojnie światowej, ani o zamachu jądrowym. Tak bym tego nie określił. Wydaje mi się jednak, że trzeba będzie to rozpędzić kijem.

Karać niezwłocznie? A jeśli tak, to jak dotkliwie?

- Najpierw postraszyć. I zobaczyć, jak oni na to odpowiedzą. UEFA dysponuje szerokim karomierzem.

A co, jeśli reakcja będzie butna? Zakazać piłkarzom z buntowniczych klubów udziału już w Euro 2020? Nie brakuje również tak radykalnych głosów...

- Nie, nie, nie. Tak bym tego nie zrobił. Absolutnie nie. I mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Uważam, że tak się nie stanie. Oni ustąpią, tak jak kilka razy już ustępowali. Za każdym razem UEFA dusiła podobne inicjatywy i do tej pory dawała pieniądze. Czy teraz znajdzie dodatkowe środki? To już pytanie bezpośrednio do centrali.

Polskie kluby mogą na tym klinczu więcej stracić czy zyskać?

- W mojej ocenie mogą zyskać. UEFA musi coś obiecać tym mniej zamożnym. Musi coś zrobić, żeby ci mniej zarabiający głośno krzyczeli. Jeśli będą głośno protestować, to może coś za to dostaną. Może większe pieniądze za udział w poszczególnych fazach Ligi Mistrzów? A może podniesione zostaną premie za zwycięstwo? Nie wiem, spekuluję. Bo istota tego, co się obecnie dzieje, jest taka, żeby bogaci się bawili we własnym gronie. I patrząc z boku - brzydko to wygląda.

Rozmawiał Łukasz Żurek 

Liga Mistrzów - zobacz aktualny stan rywalizacji w fazie pucharowej

Dowiedz się więcej na temat: UEFA | Liga Mistrzów | Superliga | Kazimierz Oleszek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje