Reklama

Reklama

Kamil Glik zyskał uznanie czerwonymi kartkami. „Były inspiracją do raperskiego utworu”

​Dziś wielki dzień dla AS Monaco i Kamila Glika. Jedenastka z Księstwa walczy o kolejny, po 13 latach przerwy, finał Champions League. Z kolei dla polskiego obrońcy starcie z Juventusem Turyn ma dodatkowe znaczenie, jako były kapitan Torino nieraz musiał się mierzyć ze znienawidzonym przez kibiców "Granaty" rywalem, w starciu z którym zresztą często oglądał czerwone kartki.

Już po losowaniu półfinałowych par Ligi Mistrzów Glik zamieścił na Facebooku wymowne zdjęcie, jeszcze jako zawodnik Torino "kosi" w derbowym meczu pomocnika "Starej Damy" Emanuele Giaccheriniego. Było to 1 grudnia 2012 roku. Torino ledwie kilka miesięcy wcześniej awansowało do Serie A, były to pierwsze derby w mieście od trzech lat. Wszystko działo się kilka minut przed zakończeniem I połowy. Polak wszedł w Giaccheriniego z takim impetem, jakby chciał mu urwać nogę. Sędzia Gianluca Rocchi nie zastanawiał się długi i pokazał Glikowi czerwony kartonik. Grające w osłabieniu Torino straciło w drugiej połowie trzy bramki, nie strzelając przy tym żadnej.

Niespełna pół roku później sytuacja się powtórzyła. W kwietniowym spotkaniu obu zespołów Polak ponownie wyleciał z boiska, tyle tylko, że było to już w 90. minucie. Sfaulował wtedy późniejszego kolegę z zespołu Fabio Quagliarellę i za drugą żółtą kartkę opuścił murawę. W osłabieniu Torino straciło jeszcze jednego gola i ostatecznie przegrało 0-2.

Zdjęcie z Giaccherinim wywołało kontrowersje o tyle, że niektórzy odebrali to, jako budowanie niepotrzebnego napięcia przed półfinałowym starciem Monaco - Juventus.  - Te kontrowersje mnie śmieszą. Nie chciałem nikogo podburzać. Część mojego serca nadal jest w Turynie. Zresztą po losowaniu wielu znajomych z Torino kontaktowało się ze mną - spokojnie wyjaśnił polski piłkarz.

Jak przekonałem się w Turynie czerwone kartki, jakie Kamil zobaczył w derbach z Juventusem, okazały się dla turyńskiego rapera Willie Peyote, zresztą zagorzałego fana Torino, inspiracją do napisania muzycznego utworu!  Słynny raperski kawałek "Glik" w wykonaniu włoskiego artysty, przedstawia polskiego piłkarza w wyjątkowo  korzystnym świetle, na tle jego wyżelowanych rywali, oczywiście byłych piłkarzy Juve, jak Alessandro Matri czy Marco Boriello.

- Z tym utworem było tak, po pierwszej czerwonej kartce Kamila w derbach myślałem o tym, żeby nagrać taki kawałek. Po drugiej czerwonej nie miałem już wątpliwości - zakochałem się w Kamilu! Styl, pasja, sposób, w jaki chciał zademonstrować rywalowi, że nie będzie mu łatwo, wzbudził powszechny poklask i szacunek. Kamil pokazał przeciwnikowi, z kim będzie miał do czynienia. Odebrał piłkę Giaccheriniemu z taką mocą, że od razu bardzo mi się to spodobało. Za takie zagranie, mimo czerwonej kartki, zasłużył na uznanie - tłumaczył mi w Turynie na potrzeby książki "Kamil Glik. Liczy się charakter" Willie Peyote.

Nawet ostatni derbowym mecz Glika w barwach Torino przeciwko Juventusowi, w marcu zeszłego roku, wzbudził sporo emocji. Nasz obrońca kończył mecz z żółtą kartką na koncie, a w I połowie ostro starł się z prawym defensorem rywala Stephanem Lichsteinerem.  Szwajcar w teatralnym geście, po starciu z Polakiem, padł wtedy na murawę. - Takie starcia były i będą jeszcze nie raz - skwitował wtedy wszystko Kamil. Jego ostrych starć z Gonzalo Higuainem i innymi graczami Juve nie zabraknie też pewnie i dzisiaj wieczorem na Stadionie Ludwika II czy tydzień później w Turynie.

Michał Zichlarz

Zobacz zestaw par półfinałowych Ligi Mistrzów

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama