Jeszcze nie opadły emocje po porażce, a tu 2:0 dla Barcelony. Bez zawahania
FC Barcelona mocno skomplikowała sobie awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, przegrywając 0:2 na Camp Nou. O tym, co działo się w stolicy Katalonii dyskutowano oczywiście nie tylko w hiszpańskich, ale i polskich mediach. Zanim obie ekipy spotkają się w rewanżu, w świat poszedł już werdykt w sprawie wyniku rewanżu. Ten jest pozytywny dla ekipy Roberta Lewandowskiego.

Wynik starcia Barcelony z Atletico zszedł nieco na dalszy plan, przy okazji decyzji podejmowanych przez arbitra głównego Istvana Kovacsa oraz oburzenia Hansiego Flicka. Rumuński sędzia nie zainteresował się nawet sytuacją, w której Marc Pubill dotknął piłkę ręką już po tym, jak bramkarz "Los Colchoneros" rozpoczął akcję od własnej bramki. Co więcej, "Blaugrana" ma planować nawet specjalny protest.
O tym, co działo się na Camp Nou w środowy wieczór, na antenie "Kanału Sportowego" dyskutowali Artur Wichniarek i Igor Lewczuk. Sytuacja z ewentualnym rzutem karnym jasno pokazała, że zdania w tej kwestii są mocno podzielone.
- To jest dziwne zachowanie, że to jest drugie, identyczne kopiuj - wklej zachowanie i nie ma karnego. No bo to jest jednak wznowienie gry przez bramkarza, a obrońca łapie sobie... - rozpoczął Wichniarek.
Nie wahali się ani chwili. Gorąco po porażce Barcelony, jasny werdykt
- Wiadomo, że to jest kwestia interpretacji sędziego. Ale to nie było tak, że piłka została dotknięta ręką po strzale, czy po dośrodkowaniu. Po prostu sędzia uznał, że nie była akcja rozpoczęta - moim zdaniem była. Natomiast mógł stwierdzić "nie róbmy z tego dramy" - dodał Lewczuk poniekąd zgadzając się ze zdaniem rozmówców, jednak przy okazji wskazując, że decyzja sędziego "się broni".
To jednak nie koniec, bo chwilę później nadeszły pokrzepiające informacje dla ekipy Roberta Lewandowskiego. Obaj byli reprezentanci Polski spodziewają się, że jeśli ktoś z pary Real Madryt - FC Barcelona ma odrobić straty w rewanżu, to bliżej osiągnięcia celu jest ekipa z Katalonii. - Ja powiem, że dla mnie bardziej "Barca" - rzucił krótko Wichniarek.
- Real też stwarzał sytuację. To nie było tak, że Real fartem strzelił na 2:1, ale patrząc na to, jak gra Barca - ile sytuacji stworzyła z taką lekkością, grając w 10, to Barcelona - dorzucił z przekonaniem Lewczuk.
Czy te słowa okażą się prorocze? Przekonamy się już we wtorek 14 kwietnia, kiedy to FC Barcelona zmierzy się z ekipą Diego Simeone na Estadio Metropolitano w Madrycie. Relacja tekstowa z meczu prowadzona będzie na portalu sport.interia.pl.















