Reklama

Reklama

Jerzy Dudek: To najlepszy moment dla Liverpoolu, aby wyjść z kryzysu

Liverpool musi pokonać FC Basel we wtorkowym meczu Ligi Mistrzów, aby awansować do 1/8 finału. Były bramkarz "The Reds" i reprezentacji Polski Jerzy Dudek wierzy w swój były zespół. Przyznał też, że nie przekonuje go polityka transferowa menedżera Brendana Rodgersa. Mimo że wydał 120 mln funtów, zespół nie może zbliżyć się do poziomu z ubiegłego sezonu.

Po pięciu kolejkach Champions League Liverpool zajmuje trzecie miejsce w grupie B i traci dwa punkty do drugiego w tabeli FC Basel (6 pkt). Żeby awansować do 1/8 finału angielski zespół musi pokonać szwajcarską ekipę w ostatniej kolejce fazy grupowej.

Reklama

- Liverpool jest przyzwyczajony do takich pojedynków. Z czasów swojej gry w tym klubie pamiętam, że ostatnie spotkania w fazie grupowej LM były nadzwyczajne. One decydowały o naszym dalszym losie. Otoczka tych rozgrywek i presja działają na tyle mobilizująco, że drużyna wierzy w osiągnięcie sukcesu - powiedział  41-letni Dudek.

Urodzony w Rybniku, a mieszkający w Krakowie najstarszy reprezentant Polski w historii ma nadzieję, że we wtorek tradycji stanie się zadość. - Jest to bowiem najważniejszy moment sezonu dla Liverpoolu i zarazem najlepsza okazja do wyjścia z kryzysu. Wierzę, że ta drużyna będzie w stanie stworzyć we wtorek magiczny wieczór na Anfield Road - dodał.

W przypadku innego wyniku niż zwycięstwo, Liverpool nie awansuje do dalszej fazy rozgrywek. Ewentualne trzecie miejsce w grupie, pozwoli tej drużynie na występy w Lidze Europejskiej.

- Nie ma wątpliwości, że The Reds nie chcą występować w LE. To byłby duży zawód. Z drugiej strony Chelsea potrafiła się zmobilizować w tych rozgrywkach i triumfowała w 2013 roku. Odpowiednie nastawienie również po wtorkowej porażce może być kluczowe dla dalszej części sezonu - ocenił były bramkarz reprezentacji Polski.

Obecny sezon jest zupełnie odmienny od poprzedniego, w którym Liverpool liczył się w walce o mistrzostwo kraju (ostatecznie zajął drugie miejsce tracąc dwa punkty do Manchesteru City). W obecnych rozgrywkach The Reds zajmują dopiero dziewiątą pozycję w tabeli i do prowadzącej Chelsea Londyn mają 15 punktów straty.

- Co stało się z tą drużyną, która tak dobrze spisywała się w ubiegłym roku? Duży wpływ miała polityka transferowa trenera Brendana Rodgersa. Latem przyszło do Liverpoolu sporo nowych zawodników, którzy muszą się dopasować do drużyny. To wiąże się również z większą odpowiedzialnością za wyniki. W ubiegłym sezonie ekipa straciła szansę na mistrzostwo dopiero na finiszu. Dlatego w obecnych rozgrywkach odpowiedzialność na nowych graczach automatycznie jest dużo większa. To może mieć kluczowy wpływ na postawę drużyny - ocenił Dudek, który od listopada pełni rolę ambasadora marki Citizen.

Latem z klubu odszedł do FC Barcelona kluczowy zawodnik, jakim był Luis Suarez. 27-letni napastnik z 31 golami był królem strzelców poprzedniego sezonu. - To prawda, że największym problemem tej drużyny jest brak Suareza. Kiedy byłem w Liverpoolu w ubiegłym roku, widziałem jak wyglądała gra ofensywna. Można ją było porównać do postawy Realu Madryt. Szybki atak, agresywny pressing oraz wykorzystanie szybkości swoich najlepszych piłkarzy. W tym sezonie nic nie zostało z tych elementów. Na pewno duży wpływ na to miała kontuzja Daniela Sturridge'a i odejście Suareza - podkreślił.

Były bramkarz, który w barwach Liverpoolu triumfował w Lidze Mistrzów w 2005 roku przyznał, że odejście Urugwajczyka nieco go zaskoczyło.

- Dziwi mnie postawa Suareza, który od trzech lat powtarzał, że odejdzie z Anfield Road, jeżeli Liverpool nie zakwalifikuje się do Ligi Mistrzów. Jednak w momencie, kiedy ten klub awansował do tych rozgrywek, on odszedł. Zastanowiło mnie jego zachowanie - przyznał Dudek.

Za Urugwajczyka angielski klub zainkasował 81 milionów euro. - To bardzo atrakcyjna kwota, którą można było dobrze wykorzystać. Warunkiem było przygotowanie się na zastępstwo tak kluczowej osoby. Powinno się pozyskać dwóch zawodników pokroju Suareza. Jednak transfery, których latem dokonano, zaprocentują dopiero w późniejszym czasie - ocenił.

Póki co nic nie wynika z zakupów, a menedżer wydał 120 milionów funtów. - Za te pieniądze można było pozyskać dwóch klasowych napastników. Teoretycznie można było nawet pokusić się o pozyskanie Cristiano Ronaldo. Czasami warto kupić jednego wybitnego gracza, niż pięciu średnich - uważa Dudek.

Obecną sytuacją Liverpoolu porównał do tej z 2003 roku, kiedy był członkiem tego zespołu. W sezonie 2002-03 The Reds zajęli drugie miejsce w angielskiej ekstraklasie (7 punktów za Arsenalem).

- Po zakończeniu rozgrywek Gerard Houllier pozyskał sześciu zawodników. Nasz zespół wymagał wówczas jedynie "kosmetyki", ale nowe twarze potrzebowały trochę czasu na aklimatyzację. Poza tym każdy chciał grać w podstawowym składzie, co spowodowało, że atmosfera w zespole nie była najlepsza. Teraz ta historia się powtórzyła - zaznaczył.

Przed obecnym sezonem do Liverpoolu dołączyli m.in. Mario Balotelli, Rickie Lambert, Adam Lallana. Zwłaszcza w stosunku do tego pierwszego były duże oczekiwania.

- Z tego towarzystwa Lambert miał najmniej okazji do zaprezentowania swoich umiejętności. Z kolei Balotelli moim zdaniem został ściągnięty "rzutem na taśmę". Rodgers widział, że w ataku ma zbyt mały potencjał i zdecydował się na Włocha. Pewnie cały czas szkoleniowiec liczy, że jest w stanie zmobilizować tego napastnika do ciężkiej pracy. Jednak to zupełnie inny typ zawodnika niż Suarez. Wokół Urugwajczyka, można bowiem budować zespół, dokładając kolejne elementy niczym puzzle. Jednak wokół Balotellego bardzo trudno jest budować drużynę. To trudne zadanie, któremu póki co szkoleniowiec nie potrafi sprostać - powiedział Dudek.

Grupa B Ligi Mistrzów - zobacz wyniki, strzelców, składy, terminarz i tabelę

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje