Reklama

Reklama

Hiszpańscy kibice nie chcą rozmawiać o Barcelonie

W Dortmundzie od rana zbierają się kibice Realu Madryt, którzy wieczorem będą dopingować swój zespół w półfinałowym meczu piłkarskiej Ligi Mistrzów z Borussią. Żaden nie chce rozmawiać o porażce Barcelony, ale każdy wierzy w wysokie zwycięstwo "Królewskich".

- Przylecieliśmy w środę rano. Trochę chodzimy po mieście, a o 18 jedziemy pod stadion. Czy boimy się takiego pogromu, jak dzień wcześniej w Monachium? Nie interesuje mnie Barcelona, ale uważam, że wynik 4-0 jest możliwy także w środę, lecz dla Realu. Katalończycy grają schematami, łatwo ich rozpracować. Inaczej wyglądają akcje naszej ekipy, dlatego uważam, że tak przykry scenariusz nam nie grozi - powiedział przedstawiciel 10-osobowej grupy fanów z Madrytu.

Reklama

Hiszpanie zebrali się w centrum miasta. Wszyscy ubrani w klubowe koszulki, z flagami narodowymi, na przemian skandują nazwisko trenera Jose Mourinho oraz "Viva Espana". Ręce zacierają restauratorzy, którzy od rana mają otwarte lokale i liczyli właśnie na kibiców z Półwyspu Iberyjskiego.

- Normalnie otwieramy ok. 15, ale w środę postanowiliśmy pracować już od 10. Pierwsi goście przyszli parę minut później i byli to Hiszpanie. To hojni klienci i wcale nie widać po nich, że w ich kraju jest teraz kryzys - powiedział jeden z kelnerów pubu na głównej ulicy handlowej.

Fani z Madrytu bezbłędnie wymieniają tylko jedno nazwisko piłkarza, grającego w Borussii Dortmund - Roberta Lewandowskiego. To właśnie jego obawiają się najbardziej.

- Dużo się o nim pisze w Hiszpanii. W gazetach pojawiają się spekulacje, że od lata zagra w Realu. Podobno chce go w swojej drużynie Mourinho. Ja nie miałbym nic przeciwko temu. To bardzo dobry gracz, który gole strzela największym bramkarzom. Ma niesamowity instynkt. Na niego musi właśnie najbardziej uważać nasza obrona - powiedział jeden z kibiców.

Na ulicach nie brakuje również ludzi ubranych w żółto-czarne stroje, barwy klubowe BVB. U nich jednak znacznie częściej przewija się temat odejścia od lipca Mario Goetzego do Bayernu Monachium. Oba kluby potwierdziły to dzień wcześniej, co wywołało oburzenie nawet u najmłodszych fanów.

- On powiedział, że nigdy nie zagra w Bayernie. I co? - mówił wściekły sześciolatek.

Tym bardziej trudno mu ten ruch wybaczyć, bo Goetze jest wychowankiem Borussii, a Bawarczycy są obecnie ich największym rywalem. Na forach rozgorzała ostra dyskusja, jak "przywitać" pomocnika niemieckiej reprezentacji w środowym meczu. Wielu było za tym, by szybko przygotować odpowiedni transparent, ale prawdopodobnie pomysł upadnie, ponieważ większość chce się skupić na dopingowaniu BVB. Goetze może spodziewać się jednak gwizdów. Z ulubieńca bardzo szybko stał się wrogiem.

- To jest zdrada. Inaczej tego nazwać nie można. I nie będzie miało dla mnie znaczenia nawet to, jeśli strzeli bramkę Realowi. On już nie jest naszym graczem - skomentował fan Borussii z 37-letnim stażem.

Półfinałowe spotkanie Realu z Borussią rozpocznie się w Dortmundzie o 20.45. Oba zespoły zmierzyły się już w fazie grupowej. Na Westfalen Stadion podopieczni Juergena Kloppa pokonali "Królewskich" 2-1. Na Santiago Bernabeu padł remis 2-2.

Oprócz Lewandowskiego w BVB grają kapitan polskiej reprezentacji Jakub Błaszczykowski oraz Łukasz Piszczek.

Z Dortmundu - Marta Pietrewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje