Reklama

Reklama

Hiszpania kontra Niemcy w Lidze Mistrzów?

Jeszcze bardziej niż po losowaniu prawdopodobne są hiszpańsko-niemieckie półfinały Ligi Mistrzów - pisze w swym felietonie Dariusz Wołowski.

Zapewne długo jeszcze potrwa spór o rolę, jaką odegrał w Realu Madryt Jose Mourinho. Jedno jest bezsprzeczne: przejmował zespół, gdy ten, mimo milionowych inwestycji, przez sześć lat bezradnie odbijał się od ściany 1/8 finału Ligi Mistrzów. Dziś stoi o krok od trzeciego z kolei awansu do półfinału mając wszelkie dane, by spełnić w końcu obsesyjne marzenie o "La Decima". Jak oceniają hiszpańskie media, mecz z Galatasaray na Santiago Bernabeu był dla "Królewskich" spacerem, z jedną kontrowersją, gdy Sergio Ramos nadepnął w polu karnym na stopę Buraka Yilmaza. Norweski arbiter pomylił się oceniając, że Turek chciał wymusić jedenastkę.

Apele "Mou"


Poza tym Mourinho musi już dziś apelować do drużyny, by do rewanżu w Stambule podeszła na serio. Powodów do zmartwień nie widać: Real miał wczoraj taką przewagę, że Sergio Ramos i Xabi Alonso mogli pomyśleć o oczyszczeniu się z kartek przed półfinałem. Wszyscy w Madrycie są zdrowi, Diego Lopez przerwał serię siedmiu meczów ze straconą bramką, Cristiano Ronaldo wreszcie nie mógł narzekać na brak wsparcia Gonzalo Higuaina i Karima Benzemy. Bramki zdobywało całe trio. Nastoletni wciąż stoper Raphael Varane rozegrał kolejne świetne spotkanie. Wystarczy powiedzieć, że na ławce usiedli: Higuain, Modrić, Kaka, Pepe, Arbeloa i Marcelo (a niedługo dołączy do nich Iker Casillas), by zdać sobie sprawę z potencjału ludzkiego, jakim zarządza Mourinho.

Reklama

Sukces za rozsądne pieniądze


Tak samo wysoko jak akcje Realu, stoją notowania Bayernu Monachium, który pokonał Juventus po kontrowersyjnym drugim golu ze względu na spalonego. Bawarczycy wykorzystali fakt, że Gianluigi Buffon zagrał jeden z gorszych meczów w karierze. Stracili jednak Toniego Kroosa, piłkarza fundamentalnego. Zrobił on miejsce w jedenastce dla Arjena Robbena, który zawalił końcówkę poprzedniego sezonu, marnując karne w decydującym starciu z Borussią Dortmund w Bundeslidze i w finale Champions League. Czy chimeryczny i nieprzewidywalny, ale wciąż genialny holenderski indywidualista wykorzysta szansę do rewanżu, czy sprowadzi na zespół kolejne nieszczęścia?
Borussia Dortmund zaliczyła wczoraj pierwszy mecz w tej edycji Champions League bez gola. Z winy swoich największych gwiazd: Maria Goetzego i Roberta Lewandowskiego. Ich pudła na La Rosaleda sprawiły, że Malaga zachowała szanse na półfinał. Za pięć dni na Signal Iduna Park zespół Juergena Kloppa powinien jednak wywalczyć awans. Wygrał tam w tej edycji wszystkie mecze: z Ajaksem, Realem, Manchesterem City i Szachtarem Donieck tracąc w nich zaledwie jednego gola, po strzale genialnego Cristiano Ronaldo. Malaga nie wydaje się być zdolna do przerwania tej passy.

Juergen Klopp musi być wyjątkowo skupiony. Zespół z Dortmundu ma szansę na dziejowy sukces. Gdyby dotarł do półfinału, byłby tam osobliwym wyjątkiem przekonującym niedowiarków, że wciąż można budować wielki zespół, za rozsądne pieniądze. Przed rokiem Borussia przepadała w grupie z rywalami tak przeciętnymi jak Arsenal, Olympiakos i Marsylia, dziś udowadnia sobie, że nie musi bić pokłonów przed nikim w Europie. Ani Bayern, ani Real nie są rywalami poza jej zasięgiem. Jako jedyny zespół w Lidze Mistrzów Borussia nie poniosła jeszcze porażki.
Dla kibiców z Polski byłaby to historyczna przygoda zobaczyć trzech graczy z pola w batalii o finał Champions League. Borussia ma biedną ławkę rezerwowych, ale kiedy wróci Mats Hummels będzie mogła walczyć w optymalnym składzie. Kuba Błaszczykowski wydobrzeje już na rewanż z Malagą.

Po raz pierwszy Barca nie jest głównym faworytem


W jakimś sensie wyjątkiem w gronie półfinalistów będzie Barcelona, jeśli za sześć dni na Camp Nou zdoła odeprzeć atak PSG. Kłopoty z wysokim pressingiem, dotąd znakiem firmowym drużyny, zbiegły się z plagą urazów w defensywie. Katalończycy przypominają teraz damę w luksusowej sukni, której przez przypadek ktoś wcisnął na nogi gumofilce. Niewiarygodny potencjał w ataku, miesza się z fundamentalnymi kłopotami w tyłach. Nawet jedyny zdrowy środkowy obrońca Gerard Pique wydaje się bardzo daleki od szczytu formy.

Oczywiście Xaviego, Iniestę i Messiego stać na to, by zrujnować plany Realowi, Bayernowi i Borussii. Po raz pierwszy od dawna Katalończycy nie są jednak głównym faworytem Ligi Mistrzów. W ostatnich siedmiu latach sięgali po najważniejsze trofeum trzy razy, podczas gdy "Królewscy" i Bawarczycy mogli o nim tylko pomarzyć. Borussia nawet marzyć nie miała prawa.

Autor: Dariusz Wołowski

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama