Hiszpania dołącza do Polski. Otwarta dezaprobata. UEFA jest już bezradna
Arsenal po długich 20 latach oczekiwania ponownie zagra w wielkim finale Ligi Mistrzów. Awans "Kanonierów" przypieczętował wtorkowy triumf 1:0 w rewanżowym starciu z Atletico Madryt. Sęk w tym, że wynik tego spotkania mógł być zgoła inny, a wpływ na to miała błędna - zdaniem ekspertów - decyzja sędziego Daniela Sieberta i wspomagających go arbitrów VAR. Głos protestu poniósł się z Polski, a dołączyła do niego także między innymi Hiszpania.

Wczoraj wieczorem na murawie Emirates Stadium poznaliśmy pierwszego tegorocznego finalistę Ligi Mistrzów. Została nim ekipa Arsenalu, która pokonała Atletico Madryt 1:0, co po remisie 1:1 w pierwszej odsłonie dwumeczu zapewniło jej wymarzoną przepustkę do Budapesztu, gdzie 30 maja wyłoniona zostanie najlepsza drużyna klubowa na Starym Kontynencie.
We wtorkowym starciu nie zabrakło jednak - a jakże - kontrowersji sędziowskich. A jedna z sytuacji mogła mieć bezpośrednie przełożenie na wynik. Co więcej, w sprawie dobiegają jednogłośne werdykty ekspertów, którzy wskazują na błąd zespołu arbitrów.
Liga Mistrzów: Arsenal - Atletico. Kontrowersje w półfinale, wskazują na błąd
Chodzi o zdarzenia z 56. minuty, które miały miejsce w "szesnastce" Arsenalu. W pierwszej fazie akcji obrońca gospodarzy Gabriel upada pod - jak mogłoby się wydawać - naporem Marca Pubilla, za co Daniel Siebert ostatecznie odgwizdał rzut wolny. Na tamtym etapie nie przerwał jednak akcji gwizdkiem, dzięki czemu piłka trafiła do Antoine'a Griezmanna. A Francuz podczas próby dryblingu został nadepnięty przez Riccardo Calafioriego i upadł, domagając się "jedenastki".
- Trzeba pochwalić sędziego, że wstrzymał się z tym gwizdkiem i poczekał do zakończenia tej akcji, otwierając jednocześnie bramę dla sędziów VAR, jeżeli uznaliby finalnie decyzję za błędną - powiedział na antenie Canal+ Sport były sędzia, pełniący obecnie funkcję eksperta Adam Lyczmański.
Zaznaczył jednak przy tym, że ostateczna interpretacja całej sekwencji zdarzeń była błędna, bo finalnie powinna zakończyć się wskazaniem "na wapno".
- Moim zdaniem brak konsekwencji, jeżeli chodzi o działania sędziego w tym meczu. Oczywiście, łatwiej gwiżdże się rzut wolny na obrońcy w polu karnym, kiedy to napastnik fauluje, a nie odwrotnie, bo ta druga decyzja w drugą stronę jest bardzo odpowiedzialna. Tutaj jest brak tej konsekwencji - stwierdził Adam Lyczmański. I dodał:
Ja powiem tak - w pierwszej sytuacji nie dopatruję się przewinienia, czyli w tej, po której został podyktowany rzut wolny dla Arsenalu, natomiast następnie dochodzi do faulu na Griezmannie. Tu powinna być interwencja sędziów VAR i finalnie rzut karny dla Atletico
Do "protestów" płynących z Polski dołączyła także Hiszpania.
- Nadepnął mu na stopę, to jest rzut karny. Zaatakował jego nogę postawną i przewrócił go - grzmi po decyzji Daniela Sieberta na łamach "Asa" jego były kolega po fachu Eduardo Iturralde Gonzalez.
59-latek podkreśla jednocześnie, że nie było mowy o wcześniejszym przewinieniu na obrońcy Arsenalu. - Gdyby Pubill go uderzył, noga Gabriela by się przesunęła, ale obrońca po prostu cofa nogę, żeby nie popełnić rzutu karnego - stwierdził.
Wszelkie doszukiwanie się niesprawiedliwości jest już jednak bezskuteczne. UEFA nie może już cofnąć werdyktu, który zapewnia Arsenalowi miejsce w wielkim finale Ligi Mistrzów.











