Historyczny mecz w Lidze Mistrzów. Remontada stała się faktem. Oto pierwszy ćwierćfinalista
Bodo/Glimt to zdecydowanie największa rewelacja tego sezonu Ligi Mistrzów. Norwegowie podbili serca kibiców szczególnie po tym, jak wyrzucili z fazy pucharowej Inter Mediolan. Później - w 1/8 finału - u siebie rozbili 3:0 Sporting CP. We wtorek w Lizbonie odbył się rewanż, w którym gospodarze dokonali remontady! W dogrywce dokończyli dzieła zniszczenia i zameldowali się w ćwierćfinale jako pierwsza z drużyn. Piękny sen Bodo dobiegł końca.

Bodo/Glimt rozgrywało swój debiutancki sezon w Lidze Mistrzów po udanych kwalifikacjach. W fazie ligowej norweska ekipa zajęła 23., czyli przedostatnie miejsce dające awans do play-offów. W nich w kapitalnym stylu wyeliminowała Inter Mediolan Piotra Zielińskiego. I nie był to żaden przypadek.
Wcześniej Bodo pokonywałoManchester City i Atletico Madryt, co ostatecznie zaważyło o awansie. To jedna z najpiękniejszych serii "kopciuszka" w całej historii Champions League. O ćwierćfinał Norwegowie bili się ze Sportingiem, z którym najpierw na własnym stadionie wygrali aż 3:0. Było to piąte z rzędu zwycięstwo zespołu Kjetila Knutsena w Lidze Mistrzów. Warto zaznaczyć, że 57-latek jest trenerem zespołu od 2018 roku.
Sporting liczył na remontadę. Strzelanie zaczęło się w 34. minucie
Jasnym stało się, że w Lizbonie Sporting musi strzelić co najmniej trzy gole, aby dokonać remontady. Spotkanie rozpoczęło się o godz. 18:45. Od pierwszych minut gospodarze dosłownie rzucili się na Bodo, zdając sobie sprawę z faktu, iż szybko zdobyta bramka może ponieść ich do odrobienia strat.
W efekcie ekipa Ruiego Borgesa masowo ostrzeliwała bramkarza gości, nawet jeśli nie były to stuprocentowe sytuacje. Próbowali niemal wszyscy ofensywni piłkarze, jednak Nikita Haikin stał na posterunku. Przełamanie nastąpiło dopiero w 34. minucie, kiedy pokonał go Goncalo Inacio.
Goście zostali zdominowani, ale nie oznacza to, że byli całkowicie bierni. Doskonałą okazję zmarnował m.in. Kasper Hogh. Aż trudno opisać, jak fatalny strzał 25-latek oddał, będąc sam na sam z Rui Silvą. Później z główki w poprzeczkę po dośrodkowaniu z rzutu rożnego kropnął Odin Luras Bjortuft.
Sporting po 45. minutach wygrywał 1:0, jednak w dwumeczu to fenomenalne Bodo nadal prowadziło 3:1.
"Kopciuszek" nie zachwycał, ale za to był bardzo pragmatyczny. Utrudniał Sportingowi rozgrywanie piłki, lecz nie zdołał uniknąć drugiej kapitulacji. Na 2:0 po godzinie gry i cudownym wyłożeniu przez Luisa Suareza trafił Pedro Goncalves. Stadion ożył natychmiastowo, do remisu potrzebny był jeszcze jeden gol.
Portugalski hegemon nie przestawał atakować. Do 66. minuty oddał łącznie 24 strzały. Norwegowie już nieco rozpaczliwie bronili wątłej zaliczki. Tym razem byli sparaliżowani i wystraszeni. Jednocześnie remonrada wisiała na włosku. Sporitng wielokrotnie był naprawdę bardzo, bardzo bliski trzeciego, upragnionego trafienia.
Kiedy do upływu regulaminowego czasu gry pozostał kwadrans, futbolówkę ręką we własnym polu karnym dotknął Fredrik Bjorkan. Sędzia podbiegł do monitora, decyzja mogła być tylko jedna - rzut karny. Jedenastkę wykorzystał Suarez. Starty zostały odrobione! Gospodarze nie odpuszczali. Aż trudno uwierzyć, że po tylu uderzeniach i takiej dominacji nie wpakowali czwartego gola do 90. minuty.
Przyszła pora na dogrywkę. Tej lepiej nie mogli wyobrazić sobie zawodnicy i kibice gospodarzy. Do siatki po mocnym strzale na bliższy słupek piłkę wpakował Maximiliano Araujo. Asystował Trincao. Akcja została przeprowadzona chyba przez dwóch najlepszych piłkarzy Sportingu tego wieczoru. Było już 4:0 i to Portugalczycy sensacyjnie, jedną nogą mieli w garści awans. Rzutem na taśmę piątego gola dołożył Rafael Nel.
Takim wynikiem zakończyło się całe spotkanie. Sporting jest pierwszą ekipą z całej stawki, która awansowała do ćwierćfinału Ligi Mistrzów.
Sporting CP - Bodo/Glimt 5:0 (5:3 w dwumeczu)











