Reklama

Reklama

Historia polskich klubów w Lidze Mistrzów i PE: Legia, Gwardia, Wisła, Górnik, Ruch i Widzew

Zanim Legia odczarowała dla Polski Ligę Mistrzów, w jej poprzedniczce - Pucharu Europy Widzew Łódź dochodził do półfinału, a Górnik Zabrze, Wisła Kraków i Ruch Chorzów do ćwierćfinału! Poznaj historię występów naszych ekip w tych elitarnych rozgrywkach, których by nie było, gdyby nie ... dziennikarze z Francji!

W początkowej erze dzisiejszej Champions League decydował czasem ... rzut monetą. Powszechnie znaną historią jest zwycięstwo w ten sposób Górnika Zabrze nad AS Roma, w Pucharze Zdobywców Pucharu. Tymczasem znacznie wcześniej, w Pucharze Europy w ten sposób odpadła Gwardia Warszawa.

Po raz ostatni polski klub wystąpił w fazie grupowej Ligi Mistrzów UEFA w sezonie 1996/1997. W tych najbardziej prestiżowych, klubowych rozgrywkach piłkarskich reprezentował nas Widzew Łódź. Dokładnie 20 lat później klątwę z polskiego futbolu po meczu z irlandzkim Dundalk FC zdjęła wreszcie Legia Warszawa. Prześledźmy zatem, jak zmieniał się format tych rozgrywek na przestrzeni lat i jak radziły sobie w nim polskie zespoły.

Reklama

Białe plamy na mapie piłkarskich rozgrywek

W połowie XX wieku na futbolowej mapie świata brakowało spektakularnych imprez piłkarskich. Jedynym wyjątkiem były organizowane co cztery lata, począwszy od 1930 roku, mistrzostwa świata (choć do 1950 roku odbyły się zaledwie trzy edycje). Oprócz mundialu był co prawda piłkarski turniej olimpijski, ale mogli w nim rywalizować tylko amatorzy.

Podrażniona duma Francuzów

W mecze międzynarodowe rzadko angażowały się kluby z Anglii. Tradycyjnie, mieszkańcy Wysp Brytyjskich uważali, że ich zespoły są najlepsze na świecie. Reprezentacja Anglii  m.in. od 1930 do 1938 roku nie wzięła udziału w mundialu. Jakby na potwierdzenie tej tezy, mistrz Albionu z sezonu 1953/54 Wolverhampton Wanderers, wygrał interkontynentalny turniej, pokonując silne zespoły z ZSRR i Węgier. Błyskawicznie brukowiec "Daily Mail" okrzyknął ich klubowymi mistrzami świata. Takie buńczuczne oświadczenie zirytowało redaktora ulokowanej po drugiej stronie Kanału La Manche gazety "L'Équipe" - Gabriela Hanota. Wraz z kolegami, w kwietniu 1955 r. wpadł na pomysł sprawdzenia mistrzów poszczególnych lig w wielkim europejskim turnieju. Wysłał zaproszenia do 18 najlepszych klubów Starego Kontynentu.

Trudne początki nowego pucharu

Początkowo drużyny odmówiły, tłumacząc się umowami z powstałą zaledwie kilka miesięcy wcześniej UEFA (Unia Europejskich Związków Piłkarskich). UEFA była wtedy na etapie organizowania pierwszych mistrzostw Europy i niespecjalnie chciała się angażować w kolejne przedsięwzięcie. Po tym, jak na pierwszym kongresie UEFA w Wiedniu, włodarze europejskiej piłki nożnej nie porozumieli się w sprawie mistrzostw kontynentu, dla inicjatywy "L'Équipe" zapłonęło zielone światło. 

Pierwszym warunkiem do realizacji projektu gazety było uzyskanie zgody FIFA. Po debacie Komitet Wykonawczy Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej przychylił się do pomysłu Francuzów. UEFA nie pozostało nic innego jak tylko zatwierdzić regulamin rozgrywek oraz uzgodnić datę i nazwę turnieju. Ustalono, że nowe rozgrywki przyjmą miano Pucharu Europy Mistrzów Klubowych, a inaugurujący turniej gwizdek zabrzmi 6 września 1955 roku. Zasady, aż do 1992 roku, pozostały niezmienne. Mecze odbywały się w systemie mecz-rewanż (z wyjątkiem finałów), a prawo udziału mieli tylko mistrzowie poszczególnych lig.


Wśród zaproszonej osiemnastki znalazł się także mistrz Polski - Gwardia Warszawa. Przygoda w nowych rozgrywkach dla Gwardii skończyła się bardzo szybko, bo już w I rundzie. Przeszkodą nie do przejścia okazał się szwedzki Djurgardens IF. W pierwszym spotkaniu, w Skandynawii padł bezbramkowy remis, ale w rewanżu przed swoją publicznością Gwardziści przegrali wysoko 1-4. Wynik ustalono już do przerwy, a honorową bramkę strzelił Krzysztof Baszkiewicz.

Real Madryt deklasuje rywali

 Pierwszą edycję 1955/56 wygrał Real Madryt. W finale zwyciężył francuski Stade Reims 4-3 (2-2). "Królewscy" niepokonani w Pucharze Europy byli aż pięć razy a rzędu. Nikt później nie dokonał tej sztuki. System rozgrywek, w którym brali udział tylko mistrzowie, sprzyjał seryjnemu wygrywaniu najmocniejszych klubów. Po passie Realu dwa razy z rzędu triumfowała Benfica Lizbona, potem w 1964 i 1965 r. puchar wznosili gracze Interu Mediolan, a w latach 1971-73, trzykrotnie bezkonkurencyjny okazał się Ajax Amsterdam. Zaraz po nim dwa razy z rzędu nie do pokonania był Bayern Monachium (1974-76), FC Liverpool (1977-78) i Nottingham Forest (1979-80).

Trudne początki polskich drużyn - przegrana ... rzutem monetą

Polscy mistrzowie w pierwszych latach mieli mocno pod górkę. W rozgrywkach brało udział coraz więcej klubów, więc potrzebna była dodatkowa runda wstępna. Rodzimym klubom nie wiodło się w niej zbyt dobrze. Najbliżej przejścia do I rundy była ponownie Gwardia. 

W sezonie 1957/58, aby wyłonić zwycięzcę w rywalizacji z niemieckim  Wismut Karl Marx Stadt potrzebne były trzy spotkania, a ostatniego meczu nie można było dokończyć z powodu awarii oświetlenia. Przesądził rzut monetą, który za burtę Pucharu Europy wyrzucił Gwardię.

Dopiero w 1962 roku Polonii Bytom jako pierwszemu polskiemu zespołowi  udało się przebrnąć rundę wstępną. W dwumeczu pokonali grecki Panathinaikos Ateny 5-3. Awans do trzeciego etapu Pucharu Europy okazał się zbyt trudnym zadaniem. Piłkarze Polonii ulegli na wyjeździe tureckiemu Galatasaray Stambuł 1-4. U siebie na osłodę wygrali 1-0.

Następne lata to niepodzielne panowanie w ekstraklasie Górnika Zabrze. Klub ze Śląska, od 1963 do 1967 r., pięć razy z rzędu wygrywał ekstraklasę. Pozycja piłkarskiego hegemona w kraju pozwoliła mu się skupić na rywalizacji międzynarodowej. Najdalej "Górnicy" w Pucharze Mistrzów Klubowych  zaszli w sezonie 1967/68. Najpierw pokonali Djurgardens IF (3-1 w dwumeczu), później po ciężkich bojach wyeliminowali Dynamo Kijów (2-1; 1-1). Odpadli dopiero w ćwierćfinale po starciu z ówczesnym mistrzem Anglii - Manchesterem United (0-2; 1-0).

Piękny sen Legii

Dwa lata później po przetartej przez zabrzan drodze, jeszcze dalej zaszli piłkarze Legii Warszawa. W sezonie 1969/1970, polscy kibice przecierali oczy ze zdumienia. Najpierw "Wojskowi" rozgromili rumuński UT Arad (2-1; 8-0). Potem w II rundzie po dwóch zwycięstwach wyeliminowali francuski AS Saint- Etienne (2-1; 1-0). W ćwierćfinale sposobu na mistrza polski nie znalazł Galatasaray Stambuł. Zdołał zremisować 1-1 u siebie, ale już na wyjeździe Legia nie pozostawiła złudzeń, kto jest lepszy, pewnie zwyciężając 2-0. 

Obie bramki strzelił Lucjan Brychczy. Legia awansowała do półfinału rozgrywek o Puchar Europy, a największy sukces w historii polskiej klubowej piłki nożnej stał się faktem. Rozpędzonej Legii na drodze do finału stanął Feyenoord Rotterdam. W pierwszym meczu, w Polsce padł bezbramkowy remis, dający nadzieję na przejście Holendrów. Niestety, na wyjeździe ulegli Feyenoordowi 2-0, po bramkach Franza Hasila i Wima van Hanegema. Drużyna z Rotterdamu ostatecznie wygrała całe rozgrywki.

W kolejnym sezonie niewiele brakowało, a Legia powtórzyłaby osiągnięcie sprzed roku. W 1/4 finału odpadła z Atletico Madryt, mając ten sam bilans bramkowy 2-2 (0-1; 2-1). Na awansie Hiszpanów zaważyła bramka strzelona "Legionistom" na wyjeździe.


Polskie kluby dały radę

Przełom lat 70. i 80. Był dla polskich drużyn szczególnie udany. W 1975 roku, w ćwierćfinale swoją przygodę z Pucharem Europy zakończył Ruch Chorzów. Pojedynek o półfinał przegrał z AS Saint-Etienne (3-2; 0-2) Cztery lata później wyczyn chorzowian skopiowała Wisła Kraków kończąc boje w rozgrywkach ze szwedzkim Malmo FC (2-1; 1-4).

W 1980 roku na arenie międzynarodowej zaprezentował się nawet niespodziewany mistrz Polski - Szombierki Bytom - kończąc grę w Pucharze Europy na II rundzie.

Poprzednie występy polskich klubów blado prezentowały się jednak wobec wyczynu Widzewa Łódź z sezonu 1982-1983. 

W naszym kraju trwał wtedy stan wojenny, a ulice patrolowały pojazdy opancerzone i czołgi. W takiej atmosferze kibice śledzili postępy widzewiaków w Europie. Na "rozgrzewkę" łodzianie ograli Hibernians Paola z Malty (4-1; 3-1).W kolejnych rundach trafiali już na renomowane piłkarskie marki. O awans do 1/4 finału zagrali z Rapidem Wiedeń. Na wyjeździe minimalnie byli gorsi od Austriaków (1-2), ale za to u siebie po meczu obfitującym w bramki (5-3), wywalczyli promocję do kolejnej rundy. 

Widzew Łódź, w ćwierćfinale, sensacyjnie odprawił z kwitkiem wielki Liverpool FC. Zaledwie dwa lata wcześniej mistrz Anglii wznosił Puchar Europy, teraz jednak musiał uznać wyższość Polaków. W pierwszym spotkaniu Widzew wygrał 2-0, dzięki trafieniom Mirosława Tłokińskiego i Wiesława Wragi. W Liverpoolu bronić dwubramkowej zaliczki nie było łatwo. "The Reds" rzucili się na rywali, ale dzięki postawie bramkarza Widzewa - Józefa Młynarczyka i skutecznej grze w ataku, porażka 2-3 dała awans do kolejnej fazy.

W półfinale na łodzian czekał już Juventus Turyn. Na Stadio Olimpico "Stara Dama" ze Zbigniewem Bońkiem w składzie, zwyciężyła po trafieniach Marco Tardellego i Roberto Bettegi 2-0.  Rewanż na stadionie ŁKS-u zakończył się remisem 2-2 i piękna przygoda Widzewa Łódź stała się wspomnieniem. Jak dotąd, jest to ostatni tak wielki sukces rodzimego klubu.

Do końca starej formy rozgrywek, a więc sezonu 1991/1992, naszym drużynom nie udało się wiele zdziałać. Najczęściej kluby odpadały już w drugiej rundzie. Na usprawiedliwienie należy dodać, że ulegały naprawdę silnym zespołom, takim jak : Real Madryt, Bayern Monachium, czy FC Liverpool.

Idzie nowe - Liga Mistrzów

W 1992 roku włodarze światowego futbolu doszli do wniosku, że Puchar Europy potrzebuje wprowadzenia świeżych rozwiązań. Reorganizacji uległo parę podstawowych kwestii:

-  w ramach eliminacji wprowadzono więcej niż jedną rundę wstępną

-  format rozgrywek właściwych (dodano fazę grupową)

- liczbę uczestników: wprowadzono po kilka zespołów z danego kraju

- nazwa turnieju, która od sezonu 1992/1993 nosi nazwę UEFA Champions League

Nowa formuła miała także ułatwić start w fazie grupowej słabszym drużynom ze Starego Kontynentu. Niestety, nie licząc tegorocznego sukcesu Legii Warszawa, sztuka ta do tej pory udała się zaledwie dwa razy.

W sezonie 1995/1996 Legia, po raz pierwszy, dotarła do bram piłkarskiego raju. W grupie wylosowała norweski Rosenborg BK, rosyjski Spartak Moskwa i angielski Blackburn Rovers. Fazę grupową zakończyła z dobrym rezultatem - 7 pkt i na drugim miejscu, dającym awans do ćwierćfinału. 

Tam czekał na Legię mistrz Grecji Panathinaikos Ateny. Po  bezbramkowym remisie na stadionie Wojska Polskiego, rewanż (0-3) okazał się bolesnym przeżyciem dla legionistów. Szczególnie, że dwie bramki dla Panathinaikosu strzelił reprezentant Polski Krzysztof Warzycha. Legia Warszawa zakończyła Ligę Mistrzów z przyzwoitym bilansem meczowym: czterema zwycięstwami, dwoma remisami i czterema porażkami. Do tej pory to jedyny raz, kiedy polski klub przeszedł fazę grupową tych prestiżowych rozgrywek.

Rok później eliminacje Ligi Mistrzów przeszedł Widzew Łódź. W dwumeczu pokonał Duńskie Broendby (2-1; 2-3). W fazie grupowej nie było już jednak tak kolorowo: Borussia Dortmund, Atletico Madryt i Steaua Bukareszt, dały sobie wydrzeć tylko cztery punkty. Łodzianie wygrali u siebie 2-0 ze Steauą i zremisowali 2-2 z późniejszymi tryumfatorami rozgrywek - Borussią Dortmund. Bilans: dwa zwycięstwa, remis i pięć porażek.


20 lat niepowodzeń

Kolejne sezony to bezskuteczne próby prześlizgnięcia się przez coraz gęstsze sito eliminacji. Polskie kluby odbijały się od fazy grupowej Ligi Mistrzów jak od stoków szklanej góry.


Litania drużyn, z którymi odpadały polskie zespoły liczy 20 pozycji. Silniejsze były: AC Parma (1997), Manchester United (1998), ACF Fiorentina (1999), Panathinaikos Ateny(2000, 2005), FC Brcelona (2001, 2002, 2008), Anderlecht Bruksela (2003), Real Madryt (2004), Szachtar Donieck (2006), Steaua Bukareszt (2007, 2013), Levadia Tallin (2009), Sparta Praga (2010), Apoel Nikozja (2011), Helsingborgs IF (2012), Celtic FC (2014) i FC Basel (2015).

Blisko awansu polski zespół był w 2005 roku, kiedy Wisła Kraków po wysokim zwycięstwie 3-1 przy Reymonta, jechała do Aten jako faworyt. Niestety, dla "Białej Gwiazdy", po bezbramkowej pierwszej połowie, nastąpiła katastrofa. Krakowianie dali wbić sobie trzy bramki -odpowiadając jednym trafianiem - i dodatkowo, w 90. minucie z czerwoną kartką boisko musiał opuścić Radosław Sobolewski. Aby rozstrzygnąć mecz potrzebna była dogrywka. W niej lepsi okazali się gracze Panathinaikosu, strzelając w 114 minucie decydującą bramkę na 4-1.

Nie umieliśmy policzyć kartek

Kuriozalne zakończyły się eliminacje Ligi Mistrzów dla Legii Warszawa w 2014 roku. W pierwszym spotkaniu legioniści" rozbili Celtic 4-1. Na wyjeździe wygrali 2-0, ale przez to, że w drużynie Legii pojawił się nieuprawniony do gry Bartosz Bereszyński, mecz zakończył się walkowerem 0-3 dla mistrzów Szkocji. Za błąd kadrowy Legia musiała słono zapłacić. Nie awansowała do fazy grupowej Ligi Mistrzów za sprawą bramki straconej przy Łazienkowskiej.

Miejmy nadzieję, że w sezonie 2016/2017, Legia Warszawa nawiąże do tych piękniejszych kart zapisanych przez polskie kluby w Lidze Mistrzów.

Paweł Maj

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje