Reklama

Reklama

Greccy kibice są fantastyczni

Jerzy Engel miał rację, mówiąc na konferencji prasowej, że kibice w Grecji są fantastyczni. We wtorkowy wieczór można było się przekonać, jaką siłę ma 65 000 gardeł na akustycznym stadionie.

Jerzy Engel miał rację, mówiąc na konferencji prasowej, że kibice w Grecji są fantastyczni. We wtorkowy wieczór można było się przekonać, jaką siłę ma 65 000 gardeł na akustycznym stadionie.

Z hotelu na mecz wyjechałem dwie i półgodziny przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Im było bliżej Stadionu Olimpijskiego, tym na drodze był coraz większy korek. W pewnej chwili w eskorcie policji na stadion jechał autobus z piłkarzami Panathinaikosu. Prawie wszyscy kierowcy (oprócz fanów Olympiakosu) klaksonami pozdrawiali swoich ulubieńców. Ostatnie 500 metrów przed stadionem taksówkarz pokonał w 20 minut. Ulice pełne były młodych i starszych kibiców w zielonych koszulkach, wśród których dostrzegłem wiele z nazwiskiem Olisadebe. W powietrzu unosiła się atmosfera piłkarskiego święta.

Reklama

Jeszcze godzinę przed meczem na OAKA było więcej wolnych miejsc niż zajętych. Jednak już pół godziny później zieloni fani Koniczynek wręcz zalali trybuny Stadionu Olimpijskiego.

Wychodzących na rozgrzewkę piłkarzy Panathinaikosu powitały potężne brawa i okrzyki. Już wtedy można był usłyszeć próbkę możliwości fanów z Aten. Wiślaków powitały przeraźliwe gwizdy, ale oni jakby nie słyszeli tego.

W czasie meczu kibice PAO reagowali bardzo emocjonalnie. Każda wątpliwa decyzja arbitra wywoływała u nich prawdziwy szał. Natychmiast wstawali z miejsc i wygrażali angielskiemu sędziemu.

Kiedy padła pierwsza bramka wulkan wybuchł. Jednak prawdziwe wariactwo nastąpiło, gdy Emmanuel Olisadebe zdobył gola na 2:0. Hałasu, jaki panował na trybunach nie da się opisać. Trzeba tego doświadczyć osobiście.

Gdy Sobolewski zdobył bramkę na 1:2 ateńscy fani "Koniczynek" dalej z wielkim zapałem dopingowali swoich ulubieńców, a gdy przy piłce byli piłkarze z Krakowa, przeraźliwy gwizd odbijał się od wspaniałego dachu OAKI.

W stronę schodzącego za czerwona kartkę Sobolewskiego poleciały z trybun butelki z wodą. Ten jeszcze zaczął wymachiwać rękoma w stronę kibiców i wtedy na jego głowę spadł prawdziwy grad plastykowych butelek z woda mineralną...

Po golach na 1:3 i 1:4 greccy kibice oszaleli: rzucali się sobie w ramiona, całowali, rzucali w powietrze butelki, papierosy i zapalniczki. Chwilę później wraz z końcowym gwizdkiem sędziego na OAKA zapanowała euforia, która później przeniosła się na ulice miasta.

Andrzej Łukaszewicz, Ateny

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama