Głośno w Hiszpanii po męczarniach Barcelony. Biją na alarm i już odliczają
Słaby styl, jeden strzał celny z gry i złoty remis 1:1 - to bilans, jaki zanotowała na St. James' Park FC Barcelona. Mistrzowie Hiszpanii powinni być zadowoleni, że po wyjeździe na stadion Newcastle United sytuacja w dwumeczu 1/8 finału Ligi Mistrzów jest "neutralna". Gości z rzutu karnego uratował Lamine Yamal. Hiszpańskie media piszą o jego golu jako "makijażu" przykrywającym mankamenty.

FC Barcelona we wtorek po raz kolejny pokazała, dlaczego jej fani nie mogą być zbytnio pewni siebie przed wyjazdowymi meczami w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Zagrała na St. James' Park w Newcastle słabo, zremisowała 1:1 dzięki bramce Lamine'a Yamala z rzutu karnego w 96. minucie. To był drugi i zarazem ostatni celny strzał "Dumy Katalonii" w tym spotkaniu.
Nie bez powodu więc "Mundo Deportivo" pisze o "paliwie", które było "na styku". Hiszpańskie media są dalekie od chwalenia podopiecznych Hansiego Flicka. Wszyscy mają świadomość, że będą oni musieli pokazać inną twarz w środowym rewanżu (18 marca, godzina 18:45 na Camp Nou).
Przegląd środowej prasy. Dziennikarze delikatnie chwalą Barcelonę wyłącznie za wynik
"Na granicy" - woła z okładki wspomniany dziennik, mówiąc też o "kluczowym remisie".
"Sport" też był stanowczy: "Uratowani". Podkreślił, że trafienie Yamala było "makijażem" przykrywającym niedoskonałości w grze. Wszystko rozstrzygnie się na Camp Nou z powiększoną frekwencją ponad 62 tys. kibiców.
"Lamine przyszedł na ratunek z karnego" - komentuje madrycka "Marca".
"Zły dzień, słaby występ, dobry remis" - pisze z kolei "As", również sięgając po określenie "makijażu". Gazety ze stolicy skupiły się mocniej na meczach Atletico i Realu. "Los Colchoneros" pokonali Tottenham Hotspur 5:2, a "Los Blancos" odliczają godziny do kolejnego w ostatnich latach szlagieru z Manchesterem City.











