Ekipa Polaka doszczętnie zdemolowana. Padło 12 bramek. To była egzekucja
Bayern Monachium pokonał 4:1 Atalantę Bergamo w rewanżowym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów. Losy awansu zostały rozstrzygnięte w zasadzie już w pierwszej konfrontacji. Mistrzowie Niemiec przywieźli z Włoch pięciobramkową zaliczkę. Ale dziś zamiast taryfy ulgowej ponownie zafundowali gościom "ścieżkę zdrowia". Nicola Zalewski kolejny pogrom swojego zespołu tym razem obserwował z ławki rezerwowych.

Sytuacja przed rewanżem była iście niecodzienna. Bayern mógł doznać na swoim obiekcie blamażu, a i tak awansowałby do ćwierćfinału. 0:4? Żaden kłopot.
To efekt pogromu, jaki Bawarczycy zafundowali ekipie z Bergamo w ubiegłym tygodniu. W gościnie wygrali 6:1, odzierając rywali ze złudzeń w zasadzie już po 90 minutach. Ekipa z Serie A do Monachium poleciała przede wszystkim po odzyskanie honoru.
Harry Kane wraca i pociąga za spust. Bayern nie zastosował taryfy ulgowej. Deklasacja raz jeszcze
W pierwszym starciu obu ekip nie wziął udziału Harry Kane. Teraz bombardier powrócił do wyjściowej jedenastki "Die Roten". Głodny gry - co skazanym na zagładę przeciwnikom nie wróżyło niczego dobrego.
Kapitan reprezentacji Anglii po raz pierwszy wpisał się na listę strzelców w 25. minucie. Skutecznie wyegzekwował wówczas rzut karny, tyle że na raty. Pierwsza próba okazała się fatalna, ale nieprzepisowo zachował się w tej sytuacji golkiper Atalanty - zarządzono zatem powtórkę. Po drugim strzale piłka była już w siatce.
Odpowiedź gości? Trudno było zauważyć w ich poczynaniach choćby cień ochoty do gry. W ofensywie nie istnieli. W grze destrukcyjnej nie wychodzili poza poprawność. Jak się miało okazać - do czasu.
Do przerwy rezultat nie uległ zmianie, ale wynikało to głównie z faktu, że gospodarze ani przez moment nie wrzucili w tej części gry piątego biegu.
Po zmianie stron Bayern nie ograniczył się jednak tylko do kontrolowania gry. Wystarczyło przyspieszenie gry i w kwadrans zrobiło się 4:0.
Najpierw prowadzenie podwyższył Kane, który po niezgrabnym dryblingu na linii pola karnego ostatecznie huknął w "okienko". Potem składaną akcję całego zespołu wykończył idealnie Lennart Karl. A kropkę nad "i" postawił Luis Diaz, w sytuacji sam na sam swobodnie lobując Marca Sportiello.
Honorową bramkę dla Atalanty zdobył wprowadzony z ławki rezerwowych Lazar Samardżić.
Nicola Zalewski przed tygodniem znalazł się w podstawowym składzie włoskiej drużyny. Został ściągnięty z murawy w 55. minucie. Tym razem całe spotkanie obejrzał zza linii bocznej.
Italia nie ma już przedstawiciela w bieżącej edycji Champions League. Strefą nie do przebrnięcia okazała się 1/8 finału.













