Egzekucja w "jaskini lwa". Gigant trafiony dwa razy. Koniec zwycięskiej serii
Manchester City przegrał 0:2 z Bayerem Leverkusen w 5. kolejce Ligi Mistrzów. Wynik spotkania przed przerwą otworzył Alejandro Grimaldo, drugi cios po zmianie stron zadał Patrik Schick. Przedmeczowe prognozy bukmacherów okazały się całkowicie chybione. Dla ekipy Josepa Guardioli to pierwsza porażka w obecnej edycji Champions League.

Manchester City przystępował do tego spotkania jako jeden z pięciu zespołów w bieżącej edycji Ligi Mistrzów, które pozostawały niepokonane. Czy mógł polec w starciu z "Aptekarzami"? Bukmacherzy w zasadzie nie brali pod uwagę takiego wariantu.
Tymczasem ekipa z Leverkusen pojawiła się w Anglii z trzema kolejnymi zwycięstwami na koncie. I nie zamierzała odgrywać roli ofiary. Tym bardziej, że ledwie trzy dni wcześniej "The Citizens" polegli w ligowym starciu z Newcastle (1:2).
Man City - Bayer. Pierwsza porażka angielskiego giganta. Ekipa Guardioli sprowadzona do parteru
Gospodarze mogli objąć prowadzenie już w 6. minucie, gdy w polu karnym Bayeru zrobił się gigantyczny "kocioł". Z bliska uderzał Nathan Ake. Szczęśliwą interwencją popisał się jednak Mark Flekken.
Niby wszystko zgodnie z przedmeczowym scenariuszem, ale... raptem miało się okazać, że to nie goście będą znajdować się tego wieczora w tarapatach. W 23. minucie zaskoczyli "Obywateli" składnym i skutecznym natarciem. Akcję z lewej strony zamknął strzałem bez przyjęcia kapitan Alejandro Grimaldo i było 0:1.
Aż do końca pierwszej połowy MC prowadził metodyczny atak pozycyjny. Nie przyniósł on jednak zmiany rezultatu. Najbliżej powodzenia był tuż przed przerwą Tijjani Reijnders, ale jego próbę wybronił Flekken.
Po zmianie stron gospodarze nie potrafili znaleźć sposobu na zdeterminowanego rywala. Nic nie pomógł manewr Josepa Guardioli, który wpuścił na drugie 45 minut trzech nowych graczy. Jeremy Doku, Phil Foden i Nico O'Reilly - w komplecie zawiedli.
Za to Bayer zdobył się na wyprowadzenie drugiego ciosu. Była 54. minuta, gdy Patrik Schick ośmieszył nieudolnie interweniującego Ake. Idealnie wyszedł na dziesiątym metrze do centry, przymierzył głową i zrobiło się 0:2.
W 65. minucie na placu gry pojawił się Erling Haaland. Ale nawet on nie był w stanie rozbić muru, jaki na City of Manchester Stadium wznieśli piłkarze z Bundesligi. Gospodarzy nie stać było choćby na trafienie honorowe.
Tym sposobem gigant został zatrzymany na swoim terenie, ponosząc pierwszą porażkę w Champions League tej jesieni. Trener zwycięzców, Kasper Hjulmand, odrobił zadanie domowe doskonale. Wygrana ekipy z Leverkusen - choć zaskakująca - w żadnym calu nie była dziełem przypadku.













