Reklama

Reklama

Dudek przed Zidane'em w historii Ligi Mistrzów

Podwójna parada Jerzego Dudka po strzałach Andrija Szewczenki w ostatniej minucie dogrywki finału z 2005 roku - to zdaniem dziennikarzy, piłkarzy i kibiców najbardziej niezwykły moment w historii Ligi Mistrzów.

"Takich strzałów się nie broni, one wynoszą futbol do rangi sztuki" - w tak poetycki sposób komentował Jerzy Dudek to, czego dokonał Zinedine Zidane w finale Champions League w 2002 roku.

Na Hampden Park w Glasgow był remis 1-1, gdy dobiegała 45. minuta spotkania Real Madryt - Bayer Leverkusen.

Na lewym skrzydle Santiago Solari podał do pędzącego jak pociąg Roberto Carlosa, ten wygrał wyścig z obrońcą, ale zdołał kopnąć piłkę w pole karne w tak rozpaczliwie, że sam wstydziłby się nazwać to asystą. Tam gdzie spadała nadbiegał jednak jeden z największych geniuszy futbolowych, by oddać strzał z woleja z lewej nogi.

Reklama

Każdy inny na miejscu Zinedine'a Zidane'a zrobiłby sobie krzywdę, on zdobył zwycięskiego gola dla Realu.

"Boże mój. Niech żyje matka, która wydała Cię na świat" - krzyknął komentator telewizji hiszpańskiej.

Tak Zidane wprowadził w ekstazę komentatorów:

Wydawało się, że gol Zidane'a będzie przez dekady najdoskonalszą wizytówką nie tylko rozgrywek w Lidze Mistrzów, ale wszystkich futbolowych. Czy mógł z nim rywalizować skromny bramkarz z Polski? Na zgrupowaniu przed mundialem w Japonii i Korei pytaliśmy Dudka, czy z punktu widzenia bramkarza była jakiekolwiek szanse, by taki strzał obronić? Odpowiedział, że futbolowi stałaby się krzywda, gdyby Hans Joerg Butt sięgnął wtedy piłki.

Polak ratował wysiłek kolegów z pola

Trzy lata później, w finale Liverpool - Milan Polak dokonał czegoś, co przyćmiło dokonanie Zizou. W 120. min gry obronił strzał głową Andrija Szewczenki, a potem jeszcze jego dobitkę z odległości kilkudziesięciu centymetrów. Liczył się też kontekst, Dudek uratował wysiłek kolegów z pola, którzy w drugiej połowie meczu w Stambule odrobili do Milanu trzy gole straty. Dudek i Szewczenko zmierzyli się ze sobą tego wieczoru jeszcze raz, w serii rzutów karnych, Ukrainiec ustawił piłkę 11 metrów od bramki, by ocalić szanse włoskiego zespołu. Strzelił w stylu Antonina Panenki, ale Polak zatrzymał piłkę, a zaraz potem mógł świętować jedno z najbardziej niewiarygodnych i zaskakujących zwycięstw w dziejach futbolu. Milan był wtedy drużyną lepszą, miał więcej gwiazd, wygrywał 3-0 do przerwy, a jednak waleczni liverpoolczycy dokonali cudu.

Zobacz niesamowity mecz Jurka Dudka:

Brytyjskie media uznały interwencję Dudka za nr 2 w historii futbolu, przyznając pozycję nr 1 Gordonowi Banksowi broniącemu strzał Pelego na mundialu w Meksyku w 1970 roku.

Tak Gordobn Banks głową obronił strzał głową Pelego:

Trwa właśnie 20. edycja Champions League. UEFA zorganizowała więc ankietę wśród dziennikarzy, kibiców i piłkarzy, by zagłosowali na 20 najbardziej niezwykłych momentów w tych rozgrywkach. Nie zwyciężył gol Zidane'a, ale parady Dudka. Tym bardziej jest to niezwykłe, że od chwili, gdy Puchar Europy zastąpiono Ligą Mistrzów, Polacy grają w najważniejszych klubowych rozgrywkach zwykle trzeciorzędne role. Trzecie miejsce w zestawieniu UEFA zajęła "minuta stulecia", czyli ostatnie kilkadziesiąt sekund finału z 1999 roku, w których Manchester United odwrócił losy starcia z Bayernem Monachium. Anglicy przegrywali 0-1 do 90. minuty, wygrali jednak "po niemiecku" - uratowały ich bramki Solskjaera i Sherinhghama.

Czwarte miejsce przypadło Ricardo Kace (Milan) za trzy gole i niewiarygodną grę w półfinałach 2007 roku przeciw Manchesterowi United. Piąte zdobył Steven Gerrard za bramkę w meczu grupowym z Olympiakosem w Pireusie (2004), a szóste slalom Leo Messiego między graczami Realu Madryt na Santiago Bernabeu w półfinale poprzedniej edycji. Siódme przyznano Ericowi Abidalowi, który wrócił do gry po operacji nowotworu wątroby, by po finale Barcelona - Manchester 3-1 odebrać trofeum, jako kapitan zespołu z Katalonii. Ośma pozycja przypadła Porto, za niespodziewany triumf w 2004 roku, a szczególnie za gola w 90. min rewanżu z faworyzowanym Manchesterem United w 1/8 finału.

Aby doszukać się kolejnego nagrodzonego bramkarza po Dudku, trzeba dojść do pozycji nr 14., którą nagrodzono Turka Sinana Bolatę ze Standardu Liege. Zdobył on gola przeciw AZ Aalkmar w 2009 roku, miał on jednak tylko taki skutek, że Belgowie zajęli trzeci miejsce w grupie i mogli kontynuować rywalizację w Lidze Europejskiej.

Ostatnie miejsce w zestawieniu zajął mecz Werderu z Anderlechtem z 1993 roku, w którym Niemcy wygrali 5-3 przegrywając 0-3. Tylko o jedno miejsce wyżej oceniono dokonanie Deportivo La Coruna, które w 2004 roku wyeliminowało Milan w ćwierćfinale po przegraniu aż 1-4 pierwszego meczu na San Siro. 18. pozycją nagrodzono Mauro Bressana z Fiorentiny, który w sezonie 1999-2000 zdobył gola strzałem przewrotką z 25 metrów w starciu z Barceloną. 17. miejsce zajął Dejan Savicevic (Milan) za gola w finale 1994 roku przeciw Barcelonie, przed nim jest Lars Ricken dzięki bramce w finale z 1997 roku Borussia Dortmund - Juventus Turyn.

Przed nim znalazł się Dado Prso za cztery bramki w meczu Monaco - Deportivo 8-3 w edycji 2003-2004. 13. pozycję zajął 18-letni Patrick Kluivert za zwycięskiego gola dla Ajaksu w finałowym starciu z Milanem w 1995 roku, 12. Roy Keane (MU) za bramkę w półfinale 1999 z Juventusem w Turynie. 11. pozycję otrzymał Rosenborg za wyeliminowanie Milanu w 1996 roku. Do dziś to jedna z większych sensacji Ligi Mistrzów.

"Dziesiątkę" zamyka gol Dejana Stankovicia strzałem z woleja z 50 m od bramki w meczu z Schalke przegranym przez Inter z kretesem na San Siro w ćwierćfinale poprzedniej edycji. Na 9. miejscu znalazł się Ronaldo za ćwierćfinał na Old Trafford przeciw Manchesterowi United w 2003 roku.

Obejrzyj niesamowite trafienie Stankovicia:

Magicznych wieczorów w Champions League było dużo. W środę może być kolejny: na przykład dzięki starciu na The Emirates, w którym Robert Lewandowski (Borussia) stanie naprzeciwko Wojciecha Szczęsnego (Arsenal). Dla mistrza Niemiec to mecz ostatniej szansy. W Neapolu emocje też będą ogromne: rewelacyjny lider najsilniejszej ligi świata Manchester City będzie bronił swoich szans na awans przeciw Napoli. Jutro prestiżowe starcie na San Siro dwóch kolosów z Mediolanu i Barcelony. I jak tu nie kochać Champions League, która w chwili powstania w 1992 roku, miała całą armię wrogów przewidujących, że rozgrywki w grupach zabiją emocje?

Dyskutuj z Darkiem Wołowskim na jego blogu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama