Dramat Liverpoolu, później nagły zwrot. To stało się 5 minut przed końcem meczu. Sędzia nie miał litości
9 grudnia kibice byli świadkami nie lada widowiska. Inter Mediolan podejmował bowiem Liverpool. Walka była zacięta, bowiem obydwie ekipy walczyły o możliwość ominięcia baraży LM. W pierwszej połowie aż dwóch graczy gospodarzy musiało opuścić plac gry ze względu na kontuzje. "Beneficjentem" tej sytuacji został Zieliński, który rozpoczął hitowe starcie na ławce rezerwowych. Jedynym golem w pierwszej połowie było trafienie Ibrahim Konate, które zostało anulowane przez arbitra. Jego późniejsza decyzja uratowała jednak ekipę Arne Slota. Ta ostatecznie wygrała mecz z Interem wynikiem 1:0.

9 grudnia kibice piłki nożnej byli świadkami kilku naprawdę ciekawych pojedynków. Wszystkie one toczyły się w ramach kolejnej kolejki najważniejszego trofeum Starego Kontynentu - Ligi Mistrzów.
Szczególnym zainteresowaniem cieszył się mecz, rozgrywany na legendarnym San Siro. To bowiem tam miał miejsce jeden z niekwestionowanych hitów - Inter Mediolan podejmował Liverpool. Dla obydwu ekip był to arcyważny mecz. "Nerazzurri" walczyli o utrzymanie pozycji premiowanej bezpośrednim awansem do fazy pucharowej, podczas gdy "The Reds" szukali swojej okazji na ominięcie dodatkowego dwumeczu, wynikającego z konieczności rozegrania rundy barażowej.
Warto przypomnieć, że Liverpool absolutnie nie może mówić o udanej kampanii. Na krajowym podwórku zespół ten radzi sobie zdecydowanie poniżej oczekiwań. Dodatkowo targany jest wewnętrznymi konfliktami, które powoli zaczynają wychodzić na światło dzienne.
Inter znajduje się natomiast w całkowicie odwrotnej sytuacji. Drużyna wciąż widnieje w czołówce Serie A oraz ma realne szanse na powtórzenie ubiegłorocznych sukcesów na międzynarodowym podwórku. Niemniej Liga Mistrzów udowodniła już nie raz, że wskazywanie faworytów konkretnych spotkań jest piekielnie trudne.
Zieliński rozpoczął mecz na ławce rezerwowych. Szybko zameldował się jednak na boisku
W pierwszym składzie na mecz z Liverpoolem trudno było doszukiwać się Piotra Zielińskiego. Cristian Chivu postawił bowiem na innych zawodników, lecz bardzo szybko zmuszony był sięgnąć po Polaka. W okolicy 11. minuty urazu nabawił się bowiem Hakan Calhanoglu. Turek momentalnie zasygnalizował potrzebę opuszczenia placu gry, czego "beneficjentem" okazał się właśnie Zieliński.
Ta sytuacja nie uspokoiła zapędów piłkarzy. Raptem kilka minut później Lautaro Martinez dość brutalnie sfaulował Andrewa Robertsona. Na szczęście Szkot mógł kontynuować swój udział w tym meczu. Nie dane było to jednak Francesco Acerbiemu, który murawę opuścił po nieco ponad 30 minutach gry. Jego miejsce zajął Yann Bisseck.
W pierwszej odsłonie spotkania stosunkowo niewiele było sytuacji podbramkowych. Nieco bliżej zdobycia premierowego trafienia byli goście z Anglii, lecz przytomnością umysłu wykazywał się Yann Sommer. Skapitulował on dopiero w 32. minucie, kiedy to po dobrze rozegranym rzucie rożnym piłkę w siatce umieścił Ibrahim Konate. Trafienie było jednak wnikliwie sprawdzane przez VAR, a to ze względu na zagrania piłki ręką przez jednego z zawodników "The Reds". Trybuny w dość głośny sposób wyrażały wątpliwości względem przyznania tego trafienia. Po kilkuminutowej analizie arbiter zdecydował się ostatecznie anulować bramkę, przywracając stan równowagi.
Od tego momentu piłkarze z Mediolanu nabrali nieco rozpędu i zaczęli coraz wyraźniej zaznaczać swoją obecność w tym meczu. Brakowało im jednak precyzji w wykończeniu akcji, skutkiem czego do końca pierwszej połowy na tablicy widniał bezbramkowy remis.
San Siro było pewne remisu. Decyzja sędziego przesądziła o losach hitu LM
Początek drugiej połowy również nie wskazał nam wyraźnego faworyta spotkania. Gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska, gdyż żadna z ekip nie potrafiła przełamać szczelnej defensywy rywali. Do 80. minuty raptem jeden z oddanych przez Liverpool strzałów zmierzał bezpośrednio w światło bramki. Inter nie mógł się natomiast pochwalić taką statystyką.
W pewnym momencie szala nieco przechyliła się na korzyść mediolańczyków, lecz wciąż, pomimo składnych akcji nie potrafili oni skutecznie zakończyć wypracowanych sytuacji podbramkowych. Niemal za każdym razem zagrożenie było bowiem neutralizowane przez dobrze dysponowanych defensorów Liverpoolu.
Później inicjatywa leżała niemal wyłącznie po stronie graczy Arne Slota. Ci raz po raz naciskali na gospodarzy, szukając ich słabych punktów. Wydawało się, że ta sztuka im się nie uda, lecz w 85. minucie doszło do nagłego zwrotu akcji. Alessandro Bastoni złapał bowiem swojego rywala za koszulkę we własnym polu karnym. Arbiter został przywołany do obejrzenia tej sytuacji i niemal natychmiast podjął decyzję - rzut karny dla "The Reds". Do wykonania "jedenastki" podszedł Dominik Szoboszlai i pewnie pokonał szwajcarskiego golkipera.
Gospodarze próbowali jeszcze odrobić stratę, jednak nieubłaganie uciekający czas działał na ich niekorzyść. Arbiter doliczył 6 minut, jednak i one nie pomogły w odwróceniu losów rywalizacji. Liverpool, którego wynik został pierwotnie uszczuplony o kluczową bramkę, doczekał się swoistej rekompensaty. Komplet punktów pozwolił angielskiej ekipie na tymczasowe wskoczenie do "bezpiecznej strefy", gwarantującej bezpośredni awans do dalszej fazy rozgrywek.












