Reklama

Reklama

Dinamo Zagrzeb – Legia Warszawa. Droga do Ligi Mistrzów wiedzie przez Maksimira. Zwycięstwo Legii będzie jednak sensacją

W środę o godz. 20 Legia Warszawa zagra na wyjeździe w meczu 3. rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Jej rywalem będzie najlepszy zespół Chorwacji, Dinamo Zagrzeb. W składzie gospodarzy zobaczymy kilku piłkarzy wycenianych na ponad 10 milionów euro. Ale Czesław Michniewicz zamierza grać o całą stawkę. Bo droga do Ligi Mistrzów wiedzie przez Zagrzeb.

Dla piłkarzy Legii Warszawa mecz z Dinamo Zagrzeb to najważniejsza bitwa w tym sezonie. Nie tylko zresztą dla zawodników, ale także dla trenera Czesława Michniewicza oraz prezesa Dariusza Mioduskiego, który od wtorku przebywa w stolicy Chorwacji. Dobry wynik wywieziony ze stadionu Maksimir będzie dużą sensacją, bo żelaznym faworytem w 3. rundzie eliminacji Ligi Mistrzów jest Dinamo. Pewni awansu do grupy Ligi Konferencji legioniści chcą jednak grać o pełną stawkę. Bo ich droga do Champions League wiedzie przez Zagrzeb.

Kibicuj naszym na IO w Tokio! - Sprawdź

Reklama

Pekhart znów na ławce?

We wtorek Polacy odbyli oficjalny trening na miejscowym stadionie (i mocno narzekali na nierówną oraz grząską murawę, gospodarze zresztą nie zgodzili się wpuścić ich na pole karne, które jest w złym stanie). Początkowo zajęcia miały być otwarte dla obecnych w Zagrzebiu przedstawicieli mediów tylko przez pierwszy kwadrans, ale w ich trakcie Michniewicz zmienił zdanie i poinformował, że dziennikarze mogą oglądać trening legionistów do końca.

Obserwując ustawienie na treningu można wnioskować, że Legia zagra dziś w składzie: Artur Boruc - Mateusz Hołownia, Artur Jędrzejczyk, Mateusz Wieteska - Filip Mladenović, Josip Juranović - Andre Martins, Bartosz Slisz, Rafael Lopes, Luquinhas - Mahir Emreli. Oznacza to, że kolejny mecz na ławce rozpocznie król strzelców poprzedniego sezonu, Tomas Pekhart.

Michniewiczowi z pewnością będzie doskwierał brak kontuzjowanego Bartosza Kapustki, szkoleniowiec nie będzie mógł skorzystać także z Mattiasa Johanssona. Ulgę z pewnością przyniosła informacja z poniedziałku, że po meczu z Radomiakiem Radom zdrowy jest Luquinhas. Brazylijczyk co prawda jest poobijany, ale pojawi się w wyjściowym zestawieniu.

Pewni siebie milionerzy z Zagrzebia

W chorwackiej prasie, która we wtorek rozpisywała się głównie o potencjalnym rywalu Dinamo w kolejnej rundzie, Crvenej Zvezdzie Belgrad (która niespodziewania zremisowała u siebie z Sheriffem Tyraspol), pojawiły się w końcu zapowiedzi meczu z Legią. Jednym z rozmówców dziennikarzy był Romeo Jozak, były szkoleniowiec warszawiaków, który szanse mistrzów Polski ocenił na 40 procent. Biorąc pod uwagę nastoje panujące w Zagrzebiu, to i tak dość życzliwa ocena. Nikt w mieście nie wyobraża sobie, aby miejscowi nie wygrali. Trudno się zresztą dziwić, bo piłkarskich argumentów gospodarze mają dziś znacznie więcej.

Kwoty, na jakie wyceniani są zawodnicy Dinamo, dla legionistów nie były i długo nie będą osiągalne. Portal Transfermarkt.de na ponad 10 mln euro szacuje wartość Dominika Livakovicia, Lovro Majera, Mislava Orszicia, Luki Ivanuszeca i Bruno Petkovicia. To ci gracze będą świadczyć o sile zagrzebskiego klubu w meczu z Legią. Jednocześnie w jedenastce zabraknie Arijana Ademiego, jednego z czołowych graczy Dinamo, który narzeka na uraz. Innym zawodnikiem, z którego nie będzie mógł skorzystać Damir Krznar, jest Marko Tolić.

Misja bardzo trudna, ale możliwa

Dinamo - obok Rangersów - to chyba najpoważniejszy rywal, z jakim zmierzy się w ostatnich latach Legia. Aby wyeliminować Chorwatów goście będą musieli zagrać co najmniej tak dobrze, jak w spotkaniu z innym szkockim klubem, Celtikiem Glasgow. Nie należy jednak stracić wiary w sukces, bo gospodarze nie są niezniszczalni, co niedawno udowodniła Rijeka (strzelając Dinamu trzy gole w 45 minut). Dwie bramki Chorwatom potrafili wbić także zawodnicy islandzkiego Valuru Reykjavik. I chociaż piłkarze Michniewicza również nie są w najwyższej formie, to walkę z gospodarzami powinni podjąć.

Jednocześnie gospodarzom nie pomogą miejscowi kibice, których ponad stuosobowa grupa - zrzeszona w bojówce "Bad Blue Boys" - w nocy z wtorku na środę zaatakowała kibiców Legii. Mecz z Rijeką obejrzało zaledwie tysiąc osób. Według informacji, które uzyskaliśmy w kasach biletowych stadionu Maksimir, na trybunach podczas spotkania z Polakami zasiądzie przynajmniej czterokrotnie więcej fanów. O pełnym stadionie nie ma jednak mowy. Nie jest to jednak problem Legii, która w Zagrzebiu nie musi, ale może. I oby z tej szansy skorzystała.

Z Zagrzebia Sebastian Staszewski, Interia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje