Reklama

Reklama

Czy projekt Superligi miał szanse powodzenia?

Choć, jak się wydaje, pomysł utworzenia Superligi upadł, to jednak wywołał on w świecie futbolu prawdziwą burzę. O zagrożeniach, jakie niósł ze sobą ten projekt i zmianach, które może wywołać, mówi w rozmowie z Interią dr Jakub Laskowski, Dyrektor ds. Prawnych i Administracji Sportowej Legii Warszawa, arbiter Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie.

Choć wiemy już niemal na pewno, że Superliga jednak nie powstania, to temat wciąż budzi spore dyskusje. Czy to w ogóle mogło się powieść?

Jeśli dwanaście czołowych europejskich klubów podjęło decyzję, aby w tajemnicy pracować nad tym projektem przez wiele miesięcy, to zapewne tak.. Na pewno pod kątem prawnym projekt Superligi był poprzedzony kompleksową weryfikacją wszystkich konsekwencji jej powstania nie tylko przez wewnętrznych prawników tych klubów, ale również największe europejskie kancelarie prawne. Dowodem tego są choćby kroki prawne, które Superliga podjęła we wszystkich kluczowych dla siebie europejskich jurysdykcjach w celu uniemożliwienia UEFA karania klubów mających brać w niej udział oraz jej zawodników. Co więcej, choć jej historia de facto trwała tylko 48 godzin, to takie zabezpieczenie udało się nawet Superlidze uzyskać, przed sądem w Madrycie.

Reklama

A jeśli chodzi o sam kształt Superligi? Czy z perspektywy prawnej był on akceptowalny?

W odniesieniu do samego modelu rozgrywek, to jest to dla mnie jako prawnika niezwykle trudne pytanie. Po pierwsze, tak naprawdę to oprócz komunikatu Superligi mamy bardzo mało szczegółowych informacji, na jakich zasadach miała ona funkcjonować. Zgodnie z doniesieniami medialnymi, rozgrywki te miały mieć formę całkowicie zamkniętą dla innych klubów, tzw. "closed shop", i byłyby one niezależne od UEFA i FIFA. Po drugie, gdyby projekt Superligi przetrwał, zapewne UEFA i FIFA, a być może również poszczególne kluby piłkarskie, podjęłyby próbę kwestionowania legalności takiej formuły rozgrywek, w tym w szczególności jako sprzecznej z unijnym prawem konkurencji. Można bowiem uznać, że Superliga jako zamknięta liga byłaby praktyką mającą na celu ograniczenie konkurencji na rynku wspólnotowym, a w konsekwencji naruszałaby artykuł 101 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Byłaby to jednakże wieloletnia batalia prawna. Pokazuje to choćby przykład sporu FIBA z Euroligą, który trwa już wiele lat, a Komisja Europejska nie jest zbyt chętna, aby jednoznacznie go rozwiązać.

A co z zawodnikami, którzy występowaliby w Superlidze? Czy groziłyby im jakieś konsekwencje?

To kolejne pytanie, na które nie udzielę Panu odpowiedzi wprost. Całkiem niedawny wyrok Sądu Unii Europejskiej w sprawie International Skating Union wyraźnie wskazuje, że związek sportowy taki jak UEFA nie może wprowadzić ograniczeń, które w sposób nieproporcjonalny ograniczałyby sportowcowi możliwość udziału w rozgrywkach mogących być jego źródłem dochodu. ISU zabroniła zawodnikom udziału w komercyjnych zawodach łyżwiarskich, będących konkurencją dla zawodów organizowanych przez unię łyżwiarską. Mamy tak więc w tym wyroku wiele analogii do zawodów Superligi. Niemniej jednak przykładanie tego wyroku jak kalki do sytuacji z Superligą jest błędem. Mamy bowiem tutaj o wiele bardziej złożony stan faktyczny, a UEFA i FIFA broniłyby poprzez wprowadzenie restrykcji dla zawodników nie tylko swój interes ekonomiczny, lecz również dotychczasową strukturę organizacyjną europejskiego futbolu oraz mechanizmy solidarnościowe.

Czy klub spoza Superligi mógłby sprzedać zawodnika do drużyny biorącej udział w tych rozgrywkach?

No właśnie, czy mógłby? To jest bardzo dobre pytanie. UEFA, a także krajowe federacje i ligi zawodowe, sugerowały, że uczestnicy Superligi zostaliby wykluczeni z rozgrywek krajowych. Co więcej, kluby uczestniczące w Superlidze mogłyby w ogóle zostać wykluczone ze struktur piłkarskich, czyli nie byłyby częścią systemu zarządzanego przez FIFA i nie mogłyby rejestrować zawodników zgodnie z obowiązującymi przepisami. W konsekwencji, kluby te najprawdopodobniej utraciłyby dostęp do swoich kont w Transfer Matching System i nie mogłyby formalnie rejestrować nowych zawodników, ani ich transferować. Pytanie, czy kluby spoza Superligi mogłyby sprzedawać piłkarzy do zespołów występujących w tych rozgrywkach? Wydaje się, że na takich zasadach, jak obecnie przebiegają transfery, nie.

Jeśli zbuntowane kluby zostałyby wyrzucone ze struktur piłkarskich, to czy nie byłoby niebezpieczeństwa, przynajmniej w teorii, że zawodnicy będą świadczyć usługi dwóm klubom? Jednym w strukturach FIFA, drugim poza nimi?

Przepisy FIFA mówią, że zawodnik może zostać w danym momencie wyłącznie do jednego klubu piłkarskiego. Dotyczy to jednakże tylko tzw. zorganizowanego futbolu, w ramach piramidalnej struktury organizacji piłki nożnej pod egidą FIFA. Jeżeli kluby zostałyby całkowicie wykluczone z FIFA, UEFA i krajowej federacji, to wydaje się, że czysto teoretycznie zawodnik na przykład Ajaksu Amsterdam mógłby w weekend grać w Ajaksie, a w środę w Superlidze reprezentować przykładowo Real Madryt. Bez żadnego transferu. Choć to oczywiście nierealne.

Czy presja, która powstała, wpłynie na zmiany w strukturach UEFA?

Została wypracowana nowa struktura europejskich pucharów, która została przyjęta dzień po ogłoszeniu powstania Superligi. Wydaje się, że uzyskała aprobatę ze strony wszystkich interesariuszy rynku, oczywiście oprócz "parszywej 12", jak nazwał kluby Superligi Prezydent UEFA Aleksander Ceferin. Natomiast od dłuższego czasu mówiło się, że FIFA chce wprowadzić większą solidarność klubów na rynku. Mowa była o "salary cup", czyli ograniczeniu budżetów klubów wydatkowanych na pensje dla piłkarzy, ograniczeniach kwot transferowych czy rozszerzeniu zastosowania mechanizmu solidarity contribution. Ostatni z tych mechanizmów zapewnia obecnie klubom, które przyczyniły się do wyszkolenia zawodnika do ukończenia przez niego 23 lat, do 5% kwoty transferowej płatnej za zawodnika w przypadku transferu.

Mam nadzieję, że FIFA będzie zdeterminowana w podjęciu działań regulacyjnych, mających na celu wprowadzenie większej konkurencyjności współzawodnictwa sportowego. Do tej pory takie rozwiązania były mało prawdopodobne właśnie ze względu na największe kluby, bo cały czas w powietrzu wisiała groźba Superligi. Najbliższe miesiące udziela nam odpowiedzi, czy fiasko idei zamkniętej ligi dla najbogatszych da asumpt do strukturalnych zmian w przepisach i większej ochrony małych i średnich klubów.

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama