Czerwona kartka, a potem nokaut. Siedem goli w Lidze Mistrzów, faworyt pod ścianą
Wznowione zostały rozgrywki piłkarskiej Ligi Mistrzów. Wielkie emocje przeżyli kibice w Stambule, gdzie Galatasaray podejmował Juventus Turyn. Goście z Włoch kończyli mecz w dziesiątkę. Wtedy ich gra też się całkowicie posypała i są oni w bardzo trudnym położeniu przed rewanżem.

Juventus Turyn zakończył fazę ligową Ligi Mistrzów na 13. miejscu. Z kolei Galatasaray uplasował się na 20. pozycji. Faworytem w dwumeczu 1/16 finału byli Turyńczycy, dla których odpadnięcie na tak wczesnym etapie byłoby katastrofą.
We wtorkowy wieczór doszło do pierwszego starcia w Stambule, które obfitowało w wielkie emocje. Gospodarze już w 15. minucie wyszli na prowadzenie za sprawą trafienia Gabriela Sary. Goście z Turynu natychmiastowo odpowiedzieli. Teum Koopmeiners dobijał piłkę po strzale Pierre'a Kalulu i bramkarz gospodarzy był bezradny.
To nie był koniec strzeleckich popisów Holendra, który w pierwszej połowie raz jeszcze wpisał się na listę strzelców. Tym samym podopieczni Luciano Spalletti'ego prowadzili 2:1 do przerwy.
Druga połowa to popis zespołu prowadzonego Okana Buruka. Już na samym początku Noa Lang doprowadził do wyrównania, ale był to dopiero początek strzeleckich popisów.
Piłkarze tureckiego zespołu nabrali wówczas jeszcze większego wiatru w żagle i po godzinie gry wyszli ponownie na prowadzenie. Sara dośrodkował z rzutu wolnego, a w polu karnym najlepiej odnalazł się Davinson Sanchez.
Juventus przegrywał, a chwilę później musiał pogodzić się także grą w osłabieniu. Drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył Juan Cabal. Kolumbijczyk wszedł na boisko tuż po przerwie, a w 67. minucie musiał opuścić plac gry.
Osłabiona "Stara Dama" nie była w stanie odwrócić losów meczu. Wręcz przeciwnie. Gospodarze jeszcze dwukrotnie znaleźli sposób na pogubionego bramkarza Michele Di Gregorio.
Rewanż między tymi zespołami zaplanowano na środę (25 lutego).











