Reklama

Reklama

Cudu nie było, Legia poza Ligą Mistrzów

Legia Warszawa nie zagra w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Mistrzowie Polski przegrali oba spotkania w III rundzie eliminacji tych rozgrywek z Szachtarem Donieck. Na wyjeździe ulegli Ukraińcom 0:1, w rewanżu rozegranym w środę na Łazienkowskiej przegrali 2:3.

To jednak nie koniec przygody Legii z europejskimi pucharami w tym sezonie. Podopieczni Dariusza Wdowczyka szansę na pokazanie się w Europie zyskają w Pucharze UEFA.

Reklama

"Nadzieja umiera ostatnia" - mówił przed meczem Wdowczyk. Po wyjściu obu zespołów z tunelu przed pierwszym gwizdkiem sędziego kibice na "żylecie" wywiesili transparent z napisem "I had a dream" (nawiązującym do słynnych słów amerykańskiego pastora Martina Luthera Kinga) i ogromny baner z chłopcem śniącym o grze w LM.

Polski sen o grze w rozgrywkach o najważniejsze trofeum w europejskich pucharach trwa. Od dziesięciu lat w LM nie grała żadna polska drużyna. Po wylosowaniu Szachtara wydawało się, że szansa na awans Legii jest realna. Ale takie same nadzieje towarzyszyły w ostatnich latach Wiśle Kraków. Ta także zawodziła.

Słowa Wdowczyka i prezentacja kibiców wiele mówią o szansach, jakie nawet najbliższe zespołowi osoby dawały Legii w meczu rewanżowym. W środę wieczorem mistrz Polski miał zapomnieć o targanych nim konfliktach, o przegranych w lidze i słabej formie. W meczu z Szachtarem piłkarze mieli nadzieję przekreślić nieudany początek sezonu i się odrodzić.

Dobrym sygnałem był powrót do drużyny Dicksona Choto, który w meczu ligowym z BOT GKS Bełchatów skręcił staw skokowy. Jednak nieźle grający obrońca z Zimbabwe nie był w stanie zbawić Legii. Wdowczyk postawił w rewanżu na wariant ofensywny, wystawiając po trzech pomocników i napastników. Drugą linię mieli w założeniu wspomagać boczni obrońcy.

Z kolei trener Szachtara Mircea Lucescu w podstawowym składzie wystawił pięciu obrońców. Rumun obawiał się zmasowanego ataku Legii. Ten jednak nigdy nie nastąpił i goście grali z tyłu z reguły trójką zawodników.

Swoją siłę zawodnicy Szachtara pokazali już w pierwszych minutach, kiedy mieli trzy rzuty rożne jeden po drugim, za każdym razem zagrażając bramce Łukasza Fabiańskiego. Do bezpośredniego uderzenia jednak nie doszło. Legia oddała pierwszy strzał w ósmej minucie, ale Dmytro Szutkow bez trudu zatrzymał piłkę po próbie Edsona.

W 16. minucie Sebastian Szałachowski był faulowany w okolicach pola karnego rywali. Do piłki podszedł Edson, uznawany za specjalistę od rzutów wolnych. Brazylijczyk zagrał miękko w pole karne, piłka trafiła do Mamadou Balde, ten przedłużył do Piotra Włodarczyka i napastnik Legii z bliska wbił piłkę do siatki.

Strata z pierwszego spotkania została w tym momencie odrobiona. Nadzieja na awans powróciła. Tymczasem radość Legionistów i kibiców, którzy mieli być i byli 12. zawodnikiem gospodarzy, trwała tylko pięć minut.

Wszystko zaczęło się od straty piłki przez Łukasza Surmę w okolicach połowy boiska. Szachtar wyprowadził szybką kontrę, Elano dośrodkował w pole karne i Fabiańskiego, po błędzie obrońców, z kilku metrów pokonał Ciprian Marica. Trzy minuty później Rumun mógł zdobyć drugiego gola, ale nie sięgnął piłki po podaniu Elano.

Kolejny gol dla ukraińskiego zespołu to efekt straty piłki przez Szałachowskiego. Zabrał mu ją obrońca Anatolij Tymoszczuk, przeprowadził kilkunastometrowy rajd, zagrał do Fernandinho i ten spokojnie uderzył obok Fabiańskiego. Obrońcy Legii tylko się przyglądali.

Nokaut nastąpił już w doliczonym czasie pierwszej połowy, kiedy po błędzie Balde Tomas Huebschmann podał do Maricy i Rumun strzelił swojego drugiego gola. Do szatni legioniści schodzili z opuszczonymi głowami. Było już jasne, że tak naprawdę mecz właśnie się skończył.

W drugiej połowie emocji było mniej. Szachtar kontrolował grę, starając się wyprowadzać groźne kontrataki. Legii nie było stać na przełamanie dobrze grającej defensywy rywali. W 62. minucie Marica mógł po raz kolejny pokonać Fabiańskiego, ale ten udanie interweniował. Chwilę później gospodarzom dopisało szczęście, kiedy piłka po uderzeniu Brandao trafiła w słupek. Później bramkarz Legii dwukrotnie uratował zespół po strzałach Tymoszczuka.

Zmiany dokonane przez Wdowczyka w drugiej części nie zmieniły gry Legii. Brakowało rozgrywającego, nadal zawodziła druga linia. Tuż przed końcem spotkania kontaktową bramkę po uderzeniu z linii pola karnego zdobył Włodarczyk. Nawet się nie ucieszył, bo przecież ten gol nic jego zespołowi nie dawał.

Legia Warszawa - Szachtar Donieck 2:3 (1:3)

Bramki: Włodarczyk (17., 88.) - Marica (22., 45.), Fernandinho (27.)

Legia: Fabiański - Radović, Choto, Balde, Edson - Szałachowski, Surma (74. Burkhardt), Roger - Gottwald (46. Korzym), Elton (65. Janczyk), Włodarczyk.

Szachtar: Szutkow - Świderski, Lewandowski, Huebschmann, Rat - Fernandinho, Tymoszczuk, Matuzalem (75. Jadson), Elano - Brandao (71. Okoduwa), Marica (71. Worobiej).

Sędziował Mark Riley (Anglia). Żółte kartki: Surma, Roger - Fernandinho, Matuzalem. Widzów 11 000. W pierwszym meczu 0:1.

Dowiedz się więcej na temat: donieck | Rumun | Warszawa | Legia Warszawa | "Mistrz"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje