Chelsea wierzyła w cud, PSG od razu ruszyło do akcji. Sceny na Stamford Bridge, awans już pewien
17 marca przyniósł pierwsze ostateczne rozstrzygnięcia w rywalizacjach 1/8 finału Ligi Mistrzów - i jednym z hitów bez dwóch zdań okazało się tu starcie Chelsea z Paris Saint-Germain. Francuski gigant w pierwszym pojedynku z angielskim potentatem wygrał 5:2 - sytuacja "The Blues" była więc trudna, ale nie chcieli oni składać broni. Ostatecznie jednak nie mieli szans - PSG zwyciężyło 3:0 i pewnym krokiem weszło do ćwierćfinału.

Pierwsze spotkanie Chelsea i PSG w 1/8 finału Ligi Mistrzów miało naprawdę elektryzujący przebieg - jeszcze niemal do 75. minuty między oboma zespołami był remis 2:2. ale potem Paryżanie włączyli tryb "turbo".
Po golu Vitinhi i dublecie Chwiczy Kwaracchelii zespół z Parc des Princes zatriumfował 5:2. Czas na rewanż nadszedł 17 marca - na Stamford Bridge unosiła się atmosfera nadziei na wielki zwrot akcji w prestiżowych rozgrywkach...
Liga Mistrzów. Brutalny pierwszy kwadrans dla Chelsea, potem PSG dopięło swego. Wielki triumf Paryżan w dwumeczu
Najpierw wybrzmiał charakterystyczny hymn, a równo o 21.00 pierwszy gwizdek - i obaj europejscy giganci ruszyli do akcji. Początkowo żadna ze stron nie objęła wizualnie wyraźnego prowadzenia, ale pierwszy naprawdę konkretny atak wykonali "Les Parisiens" - i to od razu skuteczny.
W 6. minucie długa piłka powędrowała w stronę Kwaracchelii, którego w fatalnym stylu nie upilnował Mamadou Sarr. Gruzin nie miał więc problemów z tym, by pokonać Roberta Sancheza, a tym, który dogrywał mu piłkę przez większość boiska był... bramkarz Matwiej Safonow.
"The Blues" próbowali szybko nadrobić stratę, ale nieskutecznie - w polu karnym PSG w pewnej chwili padł Joao Pedro, ale sędzia nie doszukał się tutaj faulu. Późniejsza ofensywa, z udziałem m.in. Enzo Fernandeza, również spaliła na panewce.
W 13. minucie niezłą szansę miał Pedro Neto - ale po jego strzale piłka zrykoszetowała od Andrey'a Santosa i od bramki rozpoczynał Safonow. Tymczasem dosłownie chwilę potem Londyńczykom przydarzył się kolejny klops.
W 14. minucie podopieczni Liama Roseniora stracili futbolówkę w środku boiska i to był sygnał do wielkiej ofensywy dla PSG - napędził ją Warren Zaire-Emery, który zgrał do Achrafa Hakimiego, ten zaś podał do Bradley'a Barcoli, który świetnym strzałem trafił do siatki. Było 2:0 i na tak wczesnym etapie starcia był to dla Chelsea prawdziwy dramat.
W kolejnych minutach Chelsea podejmowała kolejne próby, by zmniejszyć dystans dzielący ją od przeciwników - ataku próbował tu chociażby Neto, natomiast najlepszą sytuację miał ewidentnie Joao Pedro, który w 23. minucie oddał strzał głową po kapitalnym zagraniu Cole'a Palmera. Ostatecznie jednak Brazylijczyk trafił za linię końcową.
Następnie tempo zmagań nieco "siadło", aż w okolicach 30. minuty znów popis dał Kwaracchelia, który najpierw zaprezentował rajd w poprzek boiska, a potem też zdołał trafić z bliskiej odległości do siatki, natomiast... przy całej sytuacji sędzia dopatrzył się spalonego.
Niedługo potem "odezwał się" Barcola, który dostał niezłą piłkę na wolne pole, ale koniec końców uderzył obok słupka bramki Sancheza. W 36. minucie tymczasem nietuzinkowy płaski strzał wykonał Joao Neves - bramkarz Chelsea jednak był czujny.
Podobnie refleksem wykazał się zaraz potem Safonow, który skutecznie zablokował kolejny strzał Joao Pedro. Rosjanin skutecznie interweniował także po - bądź co bądź dosyć lekkim - uderzeniu Palmera z 42. minuty.
Do przerwy wynik, skrajnie korzystny dla "Les Parisiens", już się nie zmienił, choć jeszcze przed gwizdkiem Barcola wykonał szalony rajd z prawej flanki, zakończony jednak uderzeniem wprost w Sancheza.
Po zmianie stron "The Blues" ruszyli do zdecydowanych prób ataku - i trudno się dziwić, bo musieli postawić wszystko na jedną kartę. W ofensywie znów pokazał się m.in. Joao Pedro, który próbował zagrywać do Enzo Fernandeza, ale szeregi obrony rywali były nie do przejścia.
Joao Pedro nie odpuszczał - i w 56. minucie, po podaniu Marca Cucurelli wykonał niezły, podkręcony strzał, który trafił obok słupka bramki Safonowa. Była to zdecydowanie wyróżniająca się akcja w tamtym, nieco ospałym fragmencie meczu.
Gdy mijała godzina gry bramkarz Paris Saint-Germain znów popisał się refleksem - i odbił piłkę po ataku rywali. W odpowiedzi z ofensywą ruszył Kwaracchelia, który zagrał z flanki do Hakimiego. Ten został zatrzymany przez Andrey'a Santosa, ale potem do futbolówki dopadł Senny Mayulu, który pięknym uderzeniem pokonał golkipera "The Blues". To był moment, w którym część kibiców gospodarzy zaczęła opuszczać trybuny.
W 67. minucie szansę na skompletowanie dubletu miał Kwaracchelia, ale jego uderzenie powędrowało ponad poprzeczkę. Niecelny był także strzał Liama Delapa, tu oczywiście na bramkę PSG, sześć minut później. W ogólnym rozrachunku gra zrobiła się dosyć chaotyczna i nie prowadziła żadnej ze stron do zdobycia bramki.
Należy jednak oddać, że gospodarze co jakiś czas jeszcze próbowali zrywu - tak było w 78. minucie, kiedy uderzenie wykonał Delap, potem też o strzał na bramkę pokusił się Alejandro Garnacho. W obu przypadkach jednak Safonow zachował czujność.
Pod koniec spotkania na Chelsea spadł jeszcze cios innego typu - Trevoh Chalobah doznał urazu i musiał zostać zniesiony z murawy na noszach. Rosenior tymczasem wykorzystał wcześniej wszystkie zmiany, więc jego podopieczni musieli kończyć spotkanie w dziesiątkę...
Arbiter nie przedłużał tej męczarni angielskiej drużyny - nie doliczył ani minuty do podstawowego czasu. Paris Saint-Germain zatriumfowało zdecydowanie, zarówno w tej potyczce, jak i w dwumeczu.
Liga Mistrzów. PSG czeka na swojego rywala w ćwierćfinale
Tym samym triumfatorzy zmierzą się w ćwierćfinale Ligi Mistrzów z lepszym z pary Liverpool - Galatasaray - rewanż między tymi zespołami (turecka ekipa wygrała w pierwszej odsłonie 1:0) odbędzie się 18 marca.
Mecze 1/4 finału zaplanowano na 7-8 oraz 14-15 kwietnia.












