Reklama

Reklama

Bożydar Iwanow: O defensywę Realu Madryt nie ma się co martwić

Jeżeli komuś nie podobają się angielskie finały europejskich pucharów, to w środę w Lidze Mistrzów powinien trzymać kciuki za Real. Bo już tylko "Królewscy" oraz Villarreal w Lidze Europy mają szanse awansu do tych wielkich finałów - pisze Bożydar Iwanow.

Obecny sezon "Królewskich" trudno jest nazwać spektakularnym. Meczów tak wybitnych jak "El Classico" z Barceloną czy wygrana w ¼ finału Champions League z Liverpoolem nie było zbyt dużo. W pamięci kibiców mogły się za to utrwalić mało chwalebne boje z Szachtarem Donieck w fazie grupowej, czy też krajowe przegrane z Levante albo co gorsza z ... Alcoyano w Copa Del Rey. Real miewa wyraźne problemy z właściwą motywacją na mniej atrakcyjnego przeciwnika. W środę o jej brak nikt nie powinien się jednak obawiać. To ostatnia gra o wielki finał. A zespół Zinedine’a Zidane’a czuje się w takich okolicznościach jak ryba w wodzie. Tu przybiera postać rekina.

Reklama

Droga "Los Blancos" od początku sezonu naznaczona jest wieloma zakrętami, głównie wiedzie pod górkę i związana jest z wiecznym remontem. Drużyna w dużym stopniu uzależniona jest od goli Karima Benzemy, alternatywy specjalnie nie ma. Skoro drugim strzelcem zespołu pozostaje ciągle Casemiro, to mówi samo za siebie. A przecież Zidane ma w kadrze brazylijskie talenty Viniciusa Jr. oraz Rodrygo czy Edena Hazarda. Żaden z nich - z różnych powodów - nie jest w stanie dać oddechu Francuzowi.

Niekończąca się lista zawodników kontuzjowanych, zakażonych bądź mających kontakt z osobami z Covid-19, to kolejny stały element tego sezonu. Ławka nigdy nie jest ani za długa ani zbyt mocna, dlatego coraz częściej pojawiają się na boisku Blanco, Aribas czy Gutierrez. I w tej całej sytuacji, niełatwej przecież, na niespełna miesiąc do końca rozgrywek, ciągle są w grze o dwa najważniejsze trofea. Puchar Europy i ten za zwycięstwo w La Liga. 

Chelsea mogła rozstrzygnąć sprawę już w pierwszej połowie pierwszego meczu pod Madrytem. Thomas Tuchel może czuć żal i niedosyt, że tego nie zrobiła. "Mistrzowie środka pola" czyli Toni Kroos, Luka Modrić i Casemiro wyraźnie nie mieli najlepszego dnia, a w środę mogą dostać wsparcie Federico Valverde, więc niewiele wskazuje na to, by ta kluczowa formacja dała Realowi mniej niż przed ośmioma dniami w Valdebebas. Za dużo jakości, klasy i doświadczenia mają ci zawodnicy. Jeżeli Real chce awansować do finału musi uzyskać kontrolę nad drugą linią. A umówmy się - takiej trójki stworzonej pod takie zadanie, jaką ma Zidane trudno znaleźć w innych najlepszych europejskich klubach.

O defensywę Real nie ma się co martwić. Od stycznia nie straciła ona więcej niż jednej bramki w meczu. I jest to godne podkreślenia, bo wiemy doskonale w jakich zestawieniach musi grać: z podstawowego kwartetu obrońców zawsze kogoś nie ma: czy Carvajala, czy Ramosa, czy Varane’a, czy Mendy’ego. A  często nie tylko jednego z nich.

Zmiennicy wywiązują się jednak ze swojej roli sumiennie, do tego sezon życia w Realu rozgrywa Thibaut Courtois. W środę stanie między słupkami w dobrze znanym sobie miejscu. Jeżeli zachowa czyste konto jest duża szansa, że zabukuje sobie i swoim kolegom bilety do Stambułu. Kto jak kto, ale Real potrafi grać takie mecze jak nikt inny.

Oczywiście liczy się teraźniejszość, a nie przeszłość. Ale doświadczenia nie kupisz. I tu przewagę mają "Królewscy". Jeżeli wydostaną się z dość nieciekawej sytuacji do jakiej doprowadziło ich pierwsze spotkanie, to czapki znów pójdą z głów ze względu na szacunek dla "Zizou" i jego podopiecznych. Bo 1-1 u siebie nie wygląda może komfortowo ale to przecież jeszcze nie tragedia. "Blancos" wychodzili już z dużo poważniejszych opresji niż ta obecna. 

Bożydar Iwanow, Polsat Sport

Czytaj więcej na Polsatsport.pl!



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje