Reklama

Reklama

Borussia Dortmund była prawie bankrutem, zagra w finale LM

Borussia Dortmund w ciągu ośmiu lat przeszła drogę od stania na skraju bankructwa po finał Ligi Mistrzów. - Nigdy więcej już nie wpędzimy się w długi w pogoni za sukcesem sportowym - twardo zaznaczył Hans-Joachim Watzke, dyrektor Borussii.

INTERIA.PL zaprasza na tekstową relację na żywo z finału LM pomiędzy Borussią a Bayernem. Początek 25 maja o 20.45

Relację na żywo możesz śledzić także na urządzeniach mobilnych

Poprawa finansowa jest niesamowita. W listopadzie ubiegłego roku klub z Dortmundu zanotował rekordowy zysk netto 34,3 miliona euro za sezon 2011/12, kiedy Borussia wywalczyła podwójną koronę - mistrzostwo i Puchar Niemiec. Jaki to odległy wynik od tego z marca 2005. Długi wynosiły 120 milionów euro, a Watzke był dni od ogłoszenia bankructwa, które oznaczałoby wyrzucenie z Bundesligi i zniknięcie w amatorskim futbolu.

Reklama

Wygrywając w 1997 roku Ligę Mistrzów klub wpędził się w gigantyczne długi pozyskując znane nazwiska za duże pieniądze w nadziei pozostania w czołówce niemieckich zespołów.

W październiku 2000 roku Borussia trafiła nawet na giełdę we Frankfurcie, ale gotówka szybciej wypływała niż napływała, prowadząc do strasznych finansowych kłopotów. Gdy w październiku 2004 roku rezygnował poprzedni prezes Gerd Niebaum, klub był mocno zadłużony, obiekt nazywany wtedy Westfalenstadion został sprzedany, a następca Reinhard Rauball stanął przed zadaniem nie do pozazdroszczenia.

- Nigdy w moim całym życiu nie ciążyła na mnie taka odpowiedzialność - powiedział wykwalifikowany prawnik, który już dwa razy wyciągał Borussię z kłopotów w latach 70. i 80. ubiegłego wieku.

- Kiedy poprzednio ratowałem klub, sytuacja nie była łatwa, ale sumy z jakimi to się wiązało oznaczały, że możemy znaleźć rozwiązanie. Ostatnim razem to było zupełnie inne doświadczenie biorąc pod uwagę zaangażowane kwoty - dodał Rauball.

Watzke natomiast przypomniał wydarzenia z marca 2005 roku, kiedy musiał przekonać 5800 akcjonariuszy Borussii, liczne banki i niemiecką ligę, że klub ma finansową przyszłość.

- To był czysty chaos i anarchia - wspominał swoje pierwsze dni na stanowisku dyrektora Borussii. - W ciągu dwóch dni od przejęcia przeze mnie obowiązków, musieliśmy poinformować giełdę o naszej sytuacji albo złamalibyśmy prawo. Natomiast brak gwarancji finansowych oznaczałby niewypłacalności i piłkę w wykonaniu amatorskim. Wierzyciele stali pod naszymi drzwiami i aż do września 2006 roku byliśmy pod ich zarządem. Gdyby kryzys finansowy zaczął się w Niemczech wcześniej niż w 2008 roku, to w Dortmundzie na pewno nie byłoby zawodowego futbolu - tłumaczył Watzke.

Zawodnikom obcięto 20 procent pensji, a akcje potaniały aż o 80 procent.

Po uniknięciu bankructwa zdecydowano się więc zmniejszyć budżet, pozbyć się przepłacanych piłkarzy, postawić na młode talenty i przyjąć nową filozofię. - Nigdy więcej już nie wpędzimy się w długi w pogoni za sukcesem sportowym, teraz wydajemy tylko tyle, ile zarobimy - stwierdził Watzke.

Takie zmiany musiały odbić się na postawie sportowej. Od grudnia 2006 do maja 2008 roku, kiedy Borussia zajęła 13. miejsce w Bundeslidze, prowadziło ją trzech trenerów. Potem postawiono na młodego, ambitnego Juergena Kloppa i to był strzał w "dziesiątkę". Dortmundczycy mieli szczęście, bo Kloppem interesował się też Bayern, ale wybrano opcję z Juergenem Klinsmannem, którego już dawno nie ma w Monachium.

Pierwsze sezony pod wodzą nowego trenera były obiecujące. Borussia zajęła najpierw szóste miejsce, a następnie piąte, by w następnych sezonach dwa razy wywalczyć mistrzostwo Niemiec. Ostatnie rozgrywki zakończyła na drugim miejscu, ale została rewelacją Ligi Mistrzów, gdzie doszła do finału.

- Kiedy tu przychodziłem, naiwnie myślałem, że pójdę na zakupy z dużą walizką pieniędzy i będę wybierał sobie piłkarzy. Potem dowiedziałem się o budżecie. Pieniędzy było mało, a tradycje wielkie, podobnie jak oczekiwania - mówił Klopp.

- Wyjścia były dwa: wziąć kredyt, ale nie było nikogo, kto by go nam udzielił albo postawić na młodych graczy. Niektórzy z nich zaczęli występować w Bundeslidze w wieku 19 lat, to miłe widzieć jak oni się rozwinęli i wykorzystują swój potencjał. Finał Ligi Mistrzów to kamień milowy naszej pracy, ale nikt nie ma wrażenia, że podróż się skończyła - dodał trener Borussii.

Zobacz rozstrzygnięcia w tym sezonie Bundesligi

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama